Prawie pięć lat temu, we wrześniu 2015 r. amerykańska Agencja ds. Środowiska (EPA) oskarżyła niemiecki koncern Volkswagen o łamanie przepisów środowiskowych największego światowego producenta samochodów.

O cóż chodzi? Niemiecki producent wprowadził (a nawet ukrył pod kodem kontrolującym dźwięk silnika) do samochodów oprogramowanie, które „oszukiwało” przy testach na emisje tlenków azotu. Pozwalało za to wykorzystać pełną moc silnika w czasie jazdy. Współczesny silnik opleciony jest masą czujników, sterowników, przyrządów pomiarowych – praktycznie wszystko sterowane jest przez oprogramowanie, byle tylko wydobyć jak najwięcej energii z każdej kropli paliwa. Kod zwany „układem obronnym” (ciekawe przed kim?) kontrolował kilka parametrów – ilość kilometrów, prędkość, pozycję koła. I gdy te parametry odpowiadały wymaganiom testu, przełączał cały układ w tryb ograniczania emisji tlenków azotu NOx.

Silnik wysokoprężny różni się tym od innych, że zarządza dodatkowym procesem – ilością niespalonego paliwa wychodzącego z silnika. Im jest go więcej tym efektywniej działa „pułapka na tlenki azotu”. To trochę inna metoda niż AdBlue, wymaga cyklicznego zasilania paliwem (w cyklach kilkudziesięciosekundowych), co podwyższa jego zużycie i zmniejsza moc silnika. Przy normalnej jeździe „układ obronnyodłączał się, silnik spalał całe paliwo, a nie zużywał go na wychwytywanie tlenków. Parametry jazdy były lepsze.

Taki system sterowania nie powstał przypadkowo. Volkswagen chciał przychylić nieba kierowcom i nie ograniczać ich radości z jazdy samochodem. Nie chciał – jak producenci ciągników siodłowych – dławić mocy silnika, gdy roztwór mocznika nie jest podawany. Dlatego w czasie jazdy tlenków azotu wydzielało się 40 razy więcej.

Zjawisko „oszukiwania” przepisów emisyjnych jest powszechne, bowiem do podobnych praktyk przyznały się kolejne firmy – Mitsubishi, Daimler, Honda. To dowód na to, że regulacje środowiskowe doszły do ściany – przekroczyły możliwości konstrukcji silnika wysokoprężnego.

W czerwcu 2016 r. kilka amerykańskich urzędów obciążyło Volkswagen ogromnymi karami na kwotę 60 miliardów złotych (15 mld $). Przy takich sprawach sądy to rzadkość, Volkswagen w obawie przed eskalacją kar, zawarł ugodę z nimi na tę kwotę. Producent ma zapłacić po 40 tysięcy złotych każdemu amerykańskiemu nabywcy Volkswagena, a ponadto odkupić od nich samochody według wartości sprzed ogłoszenia skandalu. To jakieś 40 miliardów złotych, dodatkowo 10 miliardów (2,7 mld$) kary wpłaci na konto agencji środowiskowej EPA, która przeznaczy je na własne programy naprawiające szkody, wyrządzone przez emisje NOx,a za 8 miliardów dolarów zbuduje sieć infrastruktury dla samochodów elektrycznych w Kalifornii. Oczywiście to jeszcze nie koniec, przykład kar nałożonych na BP pokazuje, że wyjście z amerykańskich sądów jest niezwykle kosztowne.

Bardzo dochodowa katastrofa

Najciekawsze są finanse tej katastrofy. Pokazała ona, ile może kosztować nieszczęście w kraju takim jak Ameryka.

Read more

Volkswagen ma również wytoczone sprawy z 44 amerykańskimi stanami, które będą miały swoje roszczenia, dzisiaj skromnie oceniane na 2,5 miliarda złotych. Toczą się też sprawy kryminalne, podczas których FBI na lotnisku pokazowo aresztuje niemieckich menedżerów, którzy podczas rozpraw sądowych muszą paradować w więziennych ubrankach.

Amerykanie, po potężnych karach nałożonych na Volkswagena, wzięli się za Fiata, który niedawno nabył amerykańskiego Chryslera. Fiat został oskarżony przez EPA o podobny trick: w modelu 500X system ograniczenia emisji pracował jedynie 26 minut i 40 sekund po odpaleniu silnika. W tym czasie każdy test się skończy, a kierowca może cieszyć się całą mocą silnika.

Pierwszą ofiarą globalnego trendu klimatycznego jest węgiel, a dzisiaj atak skierowany został na olej napędowy, odpowiedzialny przecież za smog w miastach (w mediach podaje się, że „przyczynia się do wcześniejszej śmierci”, a w tabloidach krzyczy, że „zabija!”). Czy diesel upadnie pod globalnym ciśnieniem klimatycznym?

31 maja 2017

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here