Na Ukrainie, tuż za naszymi granicami, tli się wojna domowa. Niewiele możemy na to poradzić, przypatrzmy się więc może temu krajowi w trochę dłuższej perspektywie. I to energetycznej.

Ukraina była gazową potęgą. To właśnie stamtąd zaczęliśmy importować gaz po II wojnie, a w latach 70-tych wydobywano tam prawie 70 miliardów m3 rocznie i eksportowano do zaprzyjaźnionych krajów socjalistycznych. Potem gwałtownie zwiększono produkcję przemysłową opartą na gazie jako rodzimym źródle energii, podobnie jak u nas na węglu, zgazyfikowano kraj, doprowadzając praktycznie darmowy gaz do mieszkańców miast i wsi.

Ukraina była bogatym regionem Związku Radzieckiego, jej PKB przewyższał rosyjski, poziom życia i uprzemysłowienie również. Dlatego i konsumpcja gazu wzrosła do 120 miliardów (8-krotnie więcej niż dzisiaj Polska) w latach 80-tych. Po upadku ZSRR Ukraina zmniejszyła produkcję (wydobywa 20 miliardów m3), stała się krajem importu i tranzytu rosyjskiego gazu. Dzisiaj Ukraina zużywa „zaledwie” 50 mld m3, gdyż spada siła nabywcza ludności, rośnie cena gazu, a przemysł, który – bazując na tanim gazie – nie inwestował w rozwój technologii i oszczędność, traci zamówienia. Szok cenowy przyszedł na skutek konfliktu z Rosją, która jeszcze w 2005 roku dostarczała gaz po 50 dolarów (prawie 4-krotnie taniej niż do Polski), gdy w ub.r. sprzedając go już po 420 $ – 8-krotnie drożej niż 8 lat wcześniej, a ceny przewyższały zachodnioeuropejskie.

Problemy z sąsiadem są jednak niczym w porównaniu z własną władzą. Gdy ostatnio jedna ekipa polityczna obaliła inną – okazało się, że w przeogromnych magazynach tuż za naszą granicą zamiast 20 miliardów m3 gazu jest tylko 7 miliardów. Brakuje gazu za 15 miliardów złotych! Najbogatszy kraj nie wytrzyma takiego gospodarowania.

Podobny energetyczny upadek miał miejsce w sektorze rafineryjnym. Potencjał produkcyjny był przeogromny – moce przerobowe wynosiły 50 milionów ton rocznie. Jednak Ukraińcy przeprowadzili prywatyzację, rafinerie upadły, stoją puste, produkując jedynie 2 miliony ton paliw, gdy kraj zużywa 10 milionów ton benzyn i diesla. Stabilnie pracują 1-2 rafinerie, pozostałe nie kwalifikują się do wznowienia produkcji bez poważnych inwestycji.

Rynek zdominował import, który po 20 latach niepodległości tego kraju wciąż przypomina gorący początek lat 90-tych w Polsce, gdzie dziwne przepisy podatkowe i koncesje importowe, znikający i pojawiający się importerzy, oszustwa na ogromną skalę – były dominującym elementem krajobrazu.

Dzisiaj mamy tam wojnę, ale ukraińskie nieszczęście narastało latami, a zły system władzy doprowadził ten kraj do upadku. Sektor nafty i gazu jest dobrym wskaźnikiem zjawisk gospodarczych. Razem z naftą i gazem upadł poziom życia, więc dzisiaj Ukraińcy głosują za Rosją, bo tam zarabia się 3 razy lepiej.

Tekst z 2014 roku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here