Jest to trzecia część z cyklu czterech artykułów o Turcji, jej grze na rynku gazu i powiązanej z nią geopolityce. Także porównanie z tym, jak Polska gra na globalnym rynku gazowym. (część 1, część 2)

Jak pisałem w poprzednich częściach tego artykułu, Turcja łączy grę handlową z polityką. Jak wszyscy. Gaz ziemny to nie tylko towar, to jedno z narzędzi gry geopolitycznej. W handlu strategicznymi towarami (a do takich z pewnością należy gaz ziemny) nie tylko biznes się liczy.

Jak zawsze, gdy trzeba balansować między dużymi czy małymi graczami, konieczna jest elastyczność i używanie różnych narzędzi. Z jednej strony napięte stosunki z Rosją (Syria, Libia), więc Turcy przyciskają ją blokadą odbioru gazu. Z drugiej sojuszniczy i bliski etnicznie Azerbejdżan, o którego względy zabiega Turcja, więc importują w trudnych czasach coraz więcej gazu, ratując jego budżet. No i z trzeciej – rozwścieczony nieposłuszeństwem sojusznika światowy żandarm, który już, już wprowadza sankcje przeciwko Ankarze (wpisane do budżetu wojskowego, niedługo będzie głosowany). Tego też można ułagodzić zakupami LNG. Jest także strategiczny sojusznik w regionie Zatoki Perskiej.

Katar

Ten mały emirat arabski prowadzi niezwykle intensywną grę polityczną na globalną skalę, dlatego Turcja stacjonuje w nim swe wojska, gwarantując obronę emiratu przed Arabią Saudyjską. Ta od trzech lat prowadzi lądową, morską i handlową blokadę półwyspu, którego jedyny dostęp od strony lądu wiedzie przez Arabię. Turcja potrafi przeliczyć swoje usługi militarne na twardą walutę, więc prawdopodobnie wspólnie grają przeciwko Gazpromowi. Katar sprzedaje tańszy gaz po cenach giełdowych, dając Turkom narzędzie poręczne w negocjacjach z Rosją.

Oczywiście, takie polityczne układy sojusznicze są zmienne i zależne od politycznych sojuszy. Dzisiaj Katar znajduje się w ostrym konflikcie z Egiptem, ale gdy rządziło tam po 2011 r. Bractwo Muzułmańskie – Katar dostarczał nad Nil duże ilości gazu. Po obaleniu rządów Bractwa przez egipskich wojskowych – Katar dostawy zerwał.

Ameryka

Turcja prowadzi coraz bardziej samodzielną politykę wobec globalnego Hegemona, a za to trzeba płacić. No, może nie tak wprost i z wasalnym posmakiem jak Chińczycy (styczniowe zobowiązanie „Phase One” do zakupów z Ameryki na setki miliardów), ale gdy prezydenci Erdogan i Trump mówią o zwiększeniu wymiany handlowej do 100 miliardów dolarów (gdy wynosi zaledwie 20 mld), oznacza to okupywanie się Hegemonowi przez import jego produktów. LNG świetnie się do tego nadaje, cena jest akurat atrakcyjna, gdyż Stany zalały już cały światowy rynek swoim gazem. Więc intensywnie kupowano amerykański gaz, który łagodził napięcia strategiczne, „szorstką przyjaźń” między Trumpem a Erdoganem.

Szczególnie, że samodzielność Turcji przekroczyła pewne granice, już nie tylko gaz kupuje w Rosji (wiadomo, nie ma większego eksportera), ale także rosyjskie systemy rakietowe S-400, z których mogą zestrzelić także amerykańskie samoloty. Przekracza sojusznicze zakazy nawet w gazie, budując wspólne z Rosją rurociąg TurkStream. I to chwilę po tym, gdy Waszyngtonowi i Brukseli udało się zablokować South Stream przez Bułgarię. Turcja podpadła pod sankcje amerykańskie za budowę TurkStream, a przy zakupie rakiet, choć sankcjami jedynie grożono, jednak wyrzucono tureckie firmy z programu produkcji podzespołów F-35. Więc jeśli można czymś udobruchać Hegemona, sojusznika, a jeszcze zagrać na nerwach trudnym w negocjacjach ruskim szachistom… Voilà!

Rosja

Ostatnio prezydent Putin w czasie rozmów z Egipem Erdoganem poinformował o różnicach w podejściu do formuł w kontraktach gazowych, ale wyraził nadzieję, że „nasi tureccy przyjaciele” i Gazprom znajdą rozwiązanie problemu. W grę wchodzi bowiem geopolityka – Rosja i Turcja są jednocześnie i w konflikcie i w sojuszu w dwóch ważnych regionalnych wojnach: w Libii i w Syrii. Są też całkiem świeżej daty sojusznikami.

Przez wieki Rosja i Turcja toczyły wojny jako wrogie mocarstwa. W XX wieku Turcja była zdecydowanym wrogiem komunizmu i ZSRR, służąc NATO za platformę do presji na Rosję. Warto przypomnieć mało znany fakt: to amerykańskie rakiety Jupiter z głowicami atomowymi umieszczone w Turcji i wycelowane w Moskwę były przyczyną największego globalnego napięcia nuklearnego XX wieku – Kryzysu Kubańskiego w 1961 r. Po jego rozładowaniu, Amerykanie w zamian za usunięcie radzieckich rakiet z Kuby, po cichu usunęli własne z Turcji. To było dla Ankary obrazą, gdyż rakiety były symbolem ochrony amerykańskiej przed możliwą agresją ZSRR, a przehandlowanie Turcji, potężnego sojusznika, za jakąś karaibską wysepkę… Upokorzenie nie pierwsze i nie ostatnie w kontaktach z Hegemonem.

Nie było więc łatwo budować zaufanie i współpracę między Rosją a Turcją w tak strategicznych sferach jak dostawy surowców energetycznych, a tym bardziej uzbrojenia. Jednak prowadzona przez Erdogana walka o suwerenność, wyrwanie się z więzów liberalno-demokratycznego globalizmu, zmusiło Ankarę do poszukiwania sojuszników. Najpoważniejszym i najbliższym jest Rosja, mająca podobne azymuty strategiczne. Jednak zestrzelenie rosyjskiego myśliwca w Syrii mocno nadwątliło tę świeżą przyjaźń. Co charakterystyczne, rosyjskie retorsje nie dotknęły w ogóle gazu czy energii jądrowej. To sektory strategiczne, nie podlegające chwilowym emocjom i szybkim decyzjom. W ruch poszły pomidory i turyści, czołowe produkty rosyjskiego importu i eksportu. Gaz? Atom? W żadnym przypadku. Ankara nie przeszkadzała za to budować TurkStream.

Zakupy gazu mogą być dodatkowym atutem, tym razem – w czasach nadmiaru gazu – w rękach Turcji. Wykorzystuje ona nadmiar towaru na rynku, zyskując tak cenowo, jak i politycznie wobec Rosji i Gazpromu.

Turcy potrafią znaleźć też synergię między sojusznikami. Gdy Amerykanie chcą osłabić związki Azerów z Iranem, Turcja buduje rurociąg gazowy do oddzielonej przez Armenię enklawy azerskiej Achiczewan, która otrzymuje gaz z Iranu, a z Turcją graniczy jedynie niewielkim skrawkiem granicy. Jak widać na załączonej mapie.

Jakie z tego wnioski wynikają dla Polski?

O tym już za chwilę…

Przeczytaj poprzednie części:

Jak Turcja rozgrywa gazową bessę

Jest to pierwsza część z cyklu czterech artykułów o Turcji, jej grze na rynku gazu i powiązanej z nią geopolityce. Także porównanie z tym, jak Polska gra na globalnym rynku gazowym. W 2020 roku tsunami taniego gazu przewróciła turecki rynek gazowy do góry nogami. Kryzys pandemiczny uderzył w popyt, choć niezbyt mocno. Globalne ceny gazu […]

Read more

Mniej gazu z rurociągów, więcej LNG

Jedynym dostawcą gazu rurociągami, który się uchował, a nawet zwiększył eksport był Azerbejdżan, ważny sojusznik Turcji na Kaukazie, z którym wspólnie wybudowała rurociąg TANAP, wbrew amerykańskim planom położenia eksterytorialnego Nabucco.

Read more

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here