Jest to pierwsza część z cyklu czterech artykułów o Turcji, jej grze na rynku gazu i powiązanej z nią geopolityce. Także porównanie z tym, jak Polska gra na globalnym rynku gazowym.

W 2020 roku tsunami taniego gazu przewróciła turecki rynek gazowy do góry nogami. Kryzys pandemiczny uderzył w popyt, choć niezbyt mocno. Globalne ceny gazu na giełdach przebijały jednak podłogę, wbijając się głęboko do piwnicy. To efekt globalnej nadprodukcji LNG, który zaczął się już w ubiegłym roku. W Turcji ceny giełdy jeszcze w końcu 2019 r. wynosiły 5,5 $/MBtu (200 $/1000 m3) by, w połowie bieżącego roku przez kilka miesięcy być na poziomie amerykańskim (poniżej 2 $/MBtu = 73 $/1000 m3).

Ten globalny dołek cenowy Turcja rozegrała pokazowo, odcinając najdroższe dostawy, mimo że wiązały ją długoterminowe kontrakty, i kupując to co najtańsze na rynku. Elastyczność, rozgrywanie dostawców i zyskowna gra. Dokładnie odwrotnie niż Polska.

Mniej gazu z Rosji

Na pierwszy ogień poszedł gaz z dwóch rosyjskich rurociągów. W końcu lipca (27) przestał pracować gazociąg TurkStream – nowy, niedawno otwarty z pompą przez prezydentów Rosji i Turcji, kosztujący 7 miliardów dolarów. To ponoć tylko rutynowe prace remontowe, ale to już druga przerwa w jego pracy. Jedynie druga jego nitka do Unii Europejskiej przez Bułgarię, pracuje na 1/3 mocy, głównie do Grecji, gdyż gazociąg do Serbii jest wciąż budowany i ma duże opóźnienia.

Po raz pierwszy od wielu lat rosyjski gaz przestał płynąć do Turcji, rurociągi stały puste, odbiór został wstrzymany. W czerwcu Gazprom sprzedał zaledwie 2 miliony m3 gazu, nie miliardy – miliony, czyli praktycznie NIC. Turcja stała się największym „bólem głowy” rosyjskiego dostawcy. A przecież był to drugi po Niemczech największy odbiorca gazu z Rosji, a na rynku tureckim Gazprom był bezkonkurencyjny. Jeszcze w 2018 roku było to 24 mld m3 importu (2,5-krotnie więcej niż Polska), ale już w 2019 r. jedynie 2/3 tego – 15,4 mld m3, najniższe zakupy od 15 lat. W tym roku spadki są jeszcze większe: w pierwszym półroczu Gazprom sprzedał do Turcji zaledwie 4,7 mld m3, aż o 41% mniej niż rok wcześniej.

wykresy Okan Yardimci Lnkedin

Od maja nie działa także położony ponad 20 lat temu rurociąg Blue Stream (koszt 3,2 miliarda dolarów), który również zatrzymał się dla konserwacji i nie rozpoczął już później tłoczeń. Przerwa w jego pracy to dla Rosji nawet pewna korzyść w tym całym nieszczęściu. Przy jego budowie doszło do ostrego konfliktu między Rosją a Turcją, łącznie ze wstrzymaniem otwarcia rurociągu. Po długich negocjacjach gaz popłynął, ale na skutek twardego stanowiska Turcji, rząd rosyjski zrezygnował z podatku eksportowego na gaz przezeń eksportowany, a to dość poro – 23% wartości gazu.

Porozumienie międzyrządowe, zawarte wtedy może być przykładem sukcesu odniesionego przez słabszego – odbiorcę, w negocjacjach ze stroną silniejszą, bo posiadającą pożądany produkt. Turcy wynegocjowali tak niskie ceny, że jedynym wyjściem było zwolnienie tych dostaw z podatku. Problem był tak duży, frycowe za wyjście na rynek Małej Azji tak wysokie, że wszystko – ceny, warunki, taryfy przesyłowe trzeba było utajnić.

W Turcji jest wielu odbiorców rosyjskiego gazu, wiele prywatnych tureckich firm, dominuje jednak państwowy BOTAŞ, który ma zakontraktowane z Rosji 13 mld m3 rocznie. Choć to tylko trochę więcej niż połowa łącznego importu – tureckie firmy mają kontrakty na 24 mld m3, z czego 80% (czyli 19,2 mld) to obowiązkowe odbiory. Jednak w 2019 r. Turcja wypełniła te kontrakty jedynie w 60 procentach, a niektórzy kontrahenci odebrali zaledwie 15% zakontraktowanych ilości i na dodatek… nie zapłacili za nie. Wypuszczony do mediów (WSJ) przeciek z Gazpromu o 2 miliardach dolarów długów tureckich firm, brzmiał jak ostrzeżenie, że Rosjanie zaczną zdecydowanie egzekwować zaległości. W końcu kontraktowa formuła „bierz lub płać” obowiązuje… chociaż dzisiaj w sądach Rosja nie ma żadnych szans wygrać.

Turcy, znani z talentów handlowych, prowadzą grę z Gazpromem, wykorzystując złe czasy dla producentów gazu – rzucają na szalę podpisanie nowych kontraktów (w 2020 r. wiele z nich się kończy). Chcą ugrać anulowanie kar umownych czy retrospektywne zmniejszenie obowiązkowych ilości „bierz albo płać”. Nie raz już tak było, gdy tylko koniunktura była po ich stronie albo Gazprom był przyciśnięty do muru. Ubijali wtedy nowe interesy, a zaszłości z poprzednich szły w zapomnienie. „The Art od Deal„, którego mistrzem jest Donald Trump.

Turcy wykorzystują dziś sprzyjający moment, otwarte na chwilę okno możliwości. Sytuacja bowiem odwróciła się, na rynku gazu dominuje nie producent, a odbiorca, który rozgrywa dostawców. Takiej pozycji rozgrywającego dopracowała się Turcja różnicując kierunki zakupu, budując tyle rurociągów, ile się dało… No… chyba że USA i EU chciały zbudować przez jej terytorium eksterytorialną autostradę gazową, która nazwano Nabucco.

Rurociągi bowiem łączą na stałe. I mają dwa końce, do którego przykuci są i dostawca i odbiorca. Dzisiaj przewaga należy do Turcji, gdyż to Gazprom jest „na musiku i stoi przed widmem dramatycznej nadwyżki gazu na rynku, niezwykle niskich cen, braku sprzedaży i nie podpisania nowych kontraktów. Gdy gazu było mało, przewaga należy do producenta, on uzyskuje lepsze warunki, gdy jest go nadmiar, wzmacnia się odbiorca, które przy zręcznej grze może wykorzystać swoje atuty.

Jak grano z innymi… o tym tutaj:

Mniej gazu z rurociągów, więcej LNG

Jedynym dostawcą gazu rurociągami, który się uchował, a nawet zwiększył eksport był Azerbejdżan, ważny sojusznik Turcji na Kaukazie, z którym wspólnie wybudowała rurociąg TANAP, wbrew amerykańskim planom położenia eksterytorialnego Nabucco.

Read more

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here