Tekst z kwietnia 2016, aktualny komentarz: „OPEC+ od sojuszu do naftowej wojny”

Cały świat i każdy kierowca może odetchnąć z ulgą. Światowy spisek producentów ropy nie udał się. Próba poszerzenia kartelu naftowego OPEC o nowe kraje – nie wypaliła, spotkanie w stolicy mikro-państewka Katar, zakończyło się porażką. Doha miała być przełomem, miała poszerzyć oddziaływanie arabskich eksporterów ropy na takich producentów jak Rosja, Azerbejdżan, Kazachstan, a nawet Meksyk. Nic z tego.

Zapłacilibyśmy za to słono, prosty przykład. Importujemy do Polski 25 milionów ton ropy. Gdy kosztowała ona 100 dolarów za baryłkę, Polska płaciła 70 miliardów złotych za import. Dzisiaj, gdy kosztuje 40 dolarów – płacimy też dużo, ale tylko 28 miliardów złotych. Tak więc zaspokajając te same potrzeby, jeżdżąc tyle samo, co wcześniej, w naszej zbiorowej polskiej kieszeni pozostaje ponad 40 miliardów złotych. Do wyobraźni może przemówi fakt, że jest to ponad tysiąc sto złotych rocznie w kieszeni każdego Polaka, łącznie z nowonarodzonymi berbeciami.

Gdy więc ceny ropy spadły z poziomu 110 dolarów za baryłkę w 2013 roku do dzisiejszego poziomu 30 – 40 dolarów, Polska odnotowała po raz pierwszy dodatni bilans handlowy. To podstawowy, może nawet jedyny czynnik tego, że zamiast się dalej zadłużać, zaczynamy zarabiać na międzynarodowym handlu. To tak jakby gospodarstwo domowe przestało wydawać więcej niż zarabia, więc przestało zwiększać górę długów i wysprzedawać swój majątek, by opłacić rachunki. Co za ulga dla gospodarki, dla konsumentów i dla przyszłych pokoleń, które te długi mają spłacić.

I nagle na początku 2016 roku zawiązał się spisek. Zmowa krajów OPEC, które od ponad 40 lat trzęsą rynkiem naftowym, zmniejszając wydobycie taniej ropy i wywołując wzrost jej ceny, z innymi chętnymi do podwyższania dochodów z eksportu ropy. Oczywiście trudno mieć im za złe, że walczą o swoje interesy, ale dzisiaj ta walka to gangsterski napad w biały dzień.

Przypomnieć bowiem warto, że jeszcze 10 lat temu oficjalnym „pasmem cenowym” państw OPEC był przedział 22 – 28 dolarów za baryłkę. Gdy cena obniżała się poniżej dolnej granicy, zwiększano produkcję, gdy przekraczała górną – obniżano produkcję. Później nastąpił czas szalonej spekulacji, ropa kosztowała powyżej stu dolarów, choć nie nastąpiło nic szczególnego po stronie kosztów.

„Złoty deszcz” trwał latami, dochody eksporterów ropy zapierały dech w piersiach i szybko się do tego przyzwyczaili, podnieśli poziom życia, zwiększyli wydatki socjalne. I gdy ceny ropy wróciły do bardziej normalnych poziomów, okazało się, że brakuje środków, że kasa pustoszeje w błyskawicznym tempie. A przecież dzisiaj ceny są znacznie powyżej ceny 28 dolarów sprzed 10 lat, nawet po uwzględnieniu inflacji.

W zmowie czołową rolę odgrywały dwaj najważniejsi światowi eksporterzy i producenci – Arabia Saudyjska i Rosja. Początkowo osiągały swój cel – już po pierwszych przeciekach w styczniu – ceny ropy podskoczyły w górę i to bardzo mocno – z 28 do 35 dolarów. Pogłosek podnoszących ceny nie wystarczyło na długo, więc 16 lutego Rosja i Arabia Saudyjska podpisały pierwsze porozumienie o możliwym zamrożeniu wydobycia ropy. Podkreślić warto – o „możliwym”, przyszłym i ciągle w sferze zamierzeń. Rynki finansowe jednak zareagowały szalonym optymizmem – cena podskoczyła z 30 do 40 dolarów. Gdy w niedzielę narada w Doha zakończyła się fiaskiem i realnego zamrożenia poziomu wydobycia nie uzgodniono – ceny zaczęły spadać.

Wcześniej gracze na giełdach nie dostrzegali faktów – rosnącego wydobycia Arabii Saudyjskiej i Rosji, Iranu wchodzącego z nową ropą na rynek europejski, konsumpcji nie tak dynamicznej, jak to planowano. Wtedy to nie miało znaczenia, teraz o tym znowu usłyszymy.

Jest to bowiem owa absurdalna cecha dzisiejszych rynków towarowych, które za nic mają realia, liczą się jedynie inwestorzy finansowi, ich nastroje i „apetyt na ryzyko”. Oczywiście realnym mechanizmem decydującym o cenach są przepływy gorących pieniędzy z rynku na rynek, kreowanie baniek spekulacyjnych. I jak już cena jest odpowiednio wysoka, następuje „realizacja zysków”, czyli bierz, ile się da… i w nogi.

Racjonalne to nie jest, ale jak mówiła dzisiejsza pani komisarz – „sorry taki mamy klimat”.

Co się działo później? Tutaj, zapraszam…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here