Kilka zdań o kryzysie naftowym (od miesiąca nie płynie przez Polskę ropa naftowa rurociągiem “Przyjaźń”) w rozmowie z money.pl.

Andrzej Szczęśniak: “… zapasy państwowe i handlowe oraz możliwości dostaw z pomorskiego Naftoportu wystarczą na cztery-pięć miesięcy. Zaznacza też, że strona polska nie ma co liczyć na odszkodowania.

Dostawy z Naftoportu mogą być niewystarczające. W sytuacji kryzysowej, tak jak jest teraz, ropa idzie do Adamowa, a stamtąd też do rafinerii niemieckich – w Schwedt i Leuna. Dlatego nie jest tak, że możemy zapewnić sobie pełen zasób ropą z morza.

Największym poszkodowanym w tej sytuacji jest Rosja. Stratna w zasadzie będzie tylko strona rosyjska. Jednak nie ma co liczyć na rekompensaty dla strony polskiej. Powołają się na tak zwaną siłę wyższą i nic więcej niż to, co wynika z umowy, nie dostaniemy.

Jednak strona polska może odczuć skutki braku dostaw, gdy te będą się utrzymywać. Są dwa rodzaje zapasów. Jeden to państwowy – zwykle wystarczy na 100 dni. Poza tym są zapasy handlowe, czyli własność rafinerii, średnio wystarczające na 14 dni. Do tego to, co idzie z Naftoportu. Do 5 miesięcy można spokojnie wytrzymać, dłużej nie

Od 20 lat nie było takiego przypadku. Rosjanie stosowali kiedyś, i jak widać dotąd stosują, sposoby pobudzania złóż ropy do jej oddawania. To są takie metody wtórnego wydobycia – daje się gorącą parę, gaz, a Rosjanie dodawali często chlorki. To jest o tyle dziwne, że od 20 lat jest to u nich zakazane. Zakaz stosowania chlorków przy wydobyciu ropy w Rosji wziął się z tego, że wcześniej zdarzały się przypadki zanieczyszczenia paliwa.

Czy można mówić o sabotażu? Wydaje się, że zrobili to jacyś oszuści, ale skutki są takie, jakby był to sabotaż. Rosja strzeliła sobie sama w kolano. To jeden z największych producentów ropy na świecie, obok Arabii Saudyjskiej i USA. Dla nich to katastrofalna sprawa.

Obecna sytuacja z zanieczyszczoną ropą z Rosji wywołuje dwie dyskusje – handlową i polityczną. O ile w tej pierwszej chodzi wyłącznie o pieniądze, tak druga jest bardziej złożona.

W rozgrywkach handlowych raczej nie ma opcji “wyciśnięcia od nich najwięcej jak się da”. Wszystko trzeba udokumentować, można dopisać koszty czyszczenia zbiorników czy straty moralne. Myślę, że propozycję rosyjską strona polska podwyższy o 10-20 procent, ale nie więcej.

Zagrożenia w negocjacjach z rosyjską stroną upatruję gdzie indziej. W działaniach Piotra Naimskiego, pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Ważne jest bowiem, co zrobi minister Naimski. Jest znanym wrogiem Rosji i to jest moim zdaniem największy czynnik ryzyka. Może powiedzieć “wykorzystajmy tę okazję, przyciśnijmy Rosję”, a rafinerie przeorientują się na ropę z morza. Co będzie absurdalne.

Niemcy na to nie pójdą, dalej będą chciały odbierać ropę z Rosji, bo jest tańsza. A jeśli my nie będziemy chcieli jej odbierać, to będziemy tylko stratni. Ta ropa jest znacznie tańsza – to setki milionów złotych zysków rocznie w porównaniu z innymi dostawcami ropy.

Nim klienci na polskich stacjach odczują konsekwencje, czysta ropa powinna ponownie popłynąć przez “Przyjaźń”. Nic nie wskazuje na to, by dla klienta detalicznego miało się coś zmienić. Chyba, że sytuacja utrzymywałaby się dłużej, to mogą być kłopoty. Wyczerpiemy rezerwy i nie będziemy mieli czym ich zapełnić.”

Koniec naftowej “Przyjaźni”?

Pytanie, czy to był sabotaż czy tylko niechlujstwo? Nawet jeśli to oszustwa i niechlujstwo, to skutki są tak potężne, jakby to był bardzo skuteczny sabotaż.

Read more

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here