Ubiegły rok był dla Polski milowym kamieniem w procesie odwracania się od wschodu – 17 maja 2020 r. zakończył się rozdział historii polskiego gazu – przestaliśmy być państwem tranzytowym. Zakończył się jeden z dwóch wielkich gazowych „kontraktów stulecia” – tranzytowy z 1996 r. Uroczystości pogrzebowe przebiegły pod hasłami „powrotu do zdrowych relacji” i nowych czasów „rynkowych i przejrzystych zasad„.

Skutkiem wprowadzania tych zasad gaz eksportowany przez Rosję do Niemiec przestał płynąć. Rosjanie natychmiast po zakończeniu kontraktu, który obowiązywał prawie ćwierć wieku, wstrzymali przesył gazu tranzytem przez Polskę. Po prostu z ponad 30 mld m3/r (740 GWh/d na wyjściu w Mallnow) spadł w ciągu jednego dnia do zera. Jednocześnie przesył rurociągiem Nord Stream nie ustał ani na chwilę – przesyłano każdego dnia po 1750 GWh (odpowiednik 58 mld m3/rok), czyli kilka procent powyżej mocy znamionowej. Dostawy gazu dla PGNiG płynęły normalnie – w Kondratkach, gdzie wcześniej wchodziło 920 GWh/d gazu, przepływ utrzymywał się między 100 a 200 GWh, a przez PWP równomiernie wchodziło z Jamału do polskiego systemu 180 GWh. Drozdowicze pracowały normalnie, codziennie odbierając z Ukrainy 57 GWh, z których 43 GWh wracały od razu na Ukrainę przez Hermanowice.

Sygnał był jasny – Rosjanie przećwiczyli wyłączanie tranzytu gazu przez Polskę z pełnym wykorzystaniem obejścia północnego i południowego. Na szczęście dla nas szybko okazało się, że to były tylko ćwiczenia. Od 1 czerwca wykupiono na aukcji 80 procent mocy przesyłowych Jamału. To 20% mniej niż przesyłano przez ostatnie lata, wykorzystując w pełni moce polskiego odcinka. Później jeszcze dokupiono moce, wykorzystując w pełni moce Jamału, już na bazie kwartalnych zamówień. Powód jest jasny: nie ma jeszcze rurociągu Nord Stream 2, a polski tranzyt jest dużo tańszy od przesyłu przez Ukrainę.

Zakończył się także wieloletni, trwający od listopada 2014 r., spór arbitrażowy PGNiG z Gazpromem. PGNiG wygrało i otrzymało rekompensatę wysokości ponad 6 miliardów zł złotych za 6 lat, czyli miliard rocznie. Jeśli porównać ją do zysku netto, który w ostatnich latach wynosił poniżej 3 miliardów – kwota jest znacząca.

Uroczystość podpisania porozumienia wprowadzającego ustalenia arbitrażu była odzwierciedleniem gazowych stosunków polsko-rosyjskich. PGNiG pokazało ją w internecie, więc mogliśmy obejrzeć, jak przy biurku ze znakami firmowymi PGNiG siada sam prezes polskiej firmy, uśmiechnięty, promieniejący. Obok nikomu nieznany pracownik Gazpromu (nikt z zarządu), martwa twarz, żadnych oznak kontaktu z wobec promieniejącym prezesem, podpisują dokumenty, wymieniają egzemplarze, podpisują. Cięcie, koniec ujęcia, żadnych uścisków dłoni, żadnych symboli Gazpromu na ekranie. Temperatura spotkania – zero absolutne, Kamczatka.

Triumf naszej strony, zimne upokorzenie z drugiej, atmosfera wojny handlowej. Rosjanie czuli się dwukrotnie przegrani, z jednej strony potężna kara, z drugiej strony zmiana formuły kontraktu i obniżenie cen sprzedaży. Złudzenia co do „świętości kontraktów” i nie zmieniania reguł w czasie gry rozwiały się już dawno, a ich specjalny przypadek to szokująca decyzja sztokholmskiego arbitrażu między Gazpromem a Naftogazem.

Jednak to nie było ostateczne zwycięstwo, pół roku później PGNiG znowu złożyło wniosek do arbitrażu (a Gazprom złożył kontrwniosek). A kolejne rozliczenia jeszcze nas czekają. Jedno z haseł to „jamalska rura da wyższy zysk„. Zapowiedzi, że „za tranzyt będziemy otrzymywali znacznie większe pieniądze niż dotychczas”, padały już wielokrotnie, ale w rzeczywistości – zysków tych nie widać. A porównanie ich do opłat jakie pobiera od Rosji Ukraina, to już w ogóle w depresje może wbić. Tak z grubsza 3-krotnie mniej. Jednak koncernowi z tak szybką rotacją kadr kierowniczych (3 prezesów w 2020 r. a prezes Kwieciński tryumfujący nad Gazpromem… już nie pracuje w PGNiG) trudno będzie zawalczyć z rosyjskim potentatem. Chociaż… jakie to ma znaczenie. Wojna z Gazpromem trwa, a kluczowym trendem, na którym korzystamy, jest wroga atmosfera wobec Rosji, narastające napięcie między Ameryką z jednej strony, a Chinami i Rosją z drugiej. Żeglujemy na falach konfliktów, oby tylko nadciągający sztorm nas nie zatopił. Jak bowiem słusznie ostatnio zauważył były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, „wiemy z naszej historii, że kiedy mamy dobre stosunki z Rosją, na naszym kontynencie panuje pokój. Kiedy było inaczej – nie było pokoju”.

O arbitrażu między Gazpromem a Naftogazem

Tekst dwóch kontraktów między Naftogazem a Gazpromem jest publicznie znany. Dlatego jako jeden z bardzo niewielu przypadków – można decyzje arbitrażu porównywać z oryginalnym kontraktem.

Read more

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here