Upadek OPEC+ a rynki

0

Upadek porozumienia OPEC+ był jak kamień wrzucony w głęboką wodę. Na tyle wielki, że wśród graczy wielkimi pieniędzmi, zgromadzonymi w instrumentach pochodnych opartych o ropę – wywołał fale siły tsunami. Dzisiaj notowania giełdowe ropy to nie tylko cena ropy. To barometr stanu globalnych przepływów wirtualnego pieniądza, zamkniętego w elektronicznym więzieniu, przelewającego się z jednej giełdy na drugą, z jednego rynku na inny. Wraz z ucieczką pieniądza z rynku ropy, zaczęły pikować w dół notowania wszystkich akcji, najpotężniejsze indeksy największych giełd na świecie potraciły 1/3 swojej wartości.

To dla przedsiębiorstw oznacza mniejsze możliwości kredytowe i uruchomienie konieczności spłaty kredytów, które są związane z wartością akcji. Dla inwestujących w giełdy funduszy emerytalnych (głównie amerykańskich, to największe masy pieniędzy na rynkach finansowych) – to utrata wartości przyszłych emerytur.

Do tego doszedł kryzys giełdowy i to błyskawiczny. Akcje wielkich spółek spadały jak kamień na dno. Porównując ilość dni, w których akcje i indeksy giełdowe traciły na wartości, to kryzys 2020 r. był najszybszy. Utrata ponad 30% wartości zajęła zaledwie 3 tygodnie. W poprzednich kryzysach – trochę jedynie wolniejszy był kryzys roku 1929, gdy akcje straciły 45% wartości w 40 dni (S&P 500 – 19 lutego wynosił 3386, a 23 marca – 2237). Poza mega-kryzysem lat 1929-33, gdy w ciągu kilku lat 4-krotnie miały miejsce potężne obniżki akcji, z których każda schodziła w okolice połowy utraty wartości.

Kryzys uderzył także w waluty producentów ropy, które osłabły, gdyż inwestorzy zaczęli uciekać do „bezpiecznej przystani” czyli amerykańskiego dolara. Z całego świata przestraszony pieniądz płynie do Rezerwy Federalnej. Ta z kolei emituje niewiarygodnie wielkie pieniądze, wykupując obligacje rządu USA. Federal Reserve w jeden tydzień emitowało 587 miliardów dolarów, wykupując bezpośrednio obligacje skarbowe (czego zresztą innym bankom centralnym, w tym NBP, robić nie wolno). To więcej niż cały PKB Polski, tyle co 2,7% gospodarki USA! I takie pieniądze w tydzień! Do się nazywa drukarka 3D!

Dodatkowo inwestorzy/spekulanci, którzy ponoszą ciężkie straty przy spadających wartościach akcji, uciekają do amerykańskich rządowych obligacji, których cena wzrosła, to znaczy inwestorzy chcą kupować je drożej, ale ich zyskowność, czyli koszt dla emitującego je skarbu amerykańskiego państwa, spadł do niewiarygodnie niskich poziomów – poniżej 1 procenta (nigdy tak nisko nie było).

Po 10 dniach spadków, ceny się ustabilizowały, bowiem z ratunkiem dla banków i koncernów ruszył FED, dodrukowując niewyobrażalne kwoty pieniędzy (jeśli to można jeszcze nazwać pieniądzem) rzędu 2 bilionów dolarów. Biliony… miliony… co za różnica, od tych zer tylko w głowie się kręci, niech więc o wielkości tego dodruku, zasilenia sypiącego się systemu finansowego może świadczyć fakt, że jest to kwota 4-krotnie większa niż polska gospodarka.

Patrząc za kulisy tego wspierania pieniądzem, którego już nawet nie trzeba drukować, wystarczy wykreować w komputerze, widać znacznie większe kwoty, ale i tak jeszcze daleko do 29 bilionów dolarów (60-krotność polskiego PKB), które wrzucono ratunkowo do systemu finansowego po kryzysie 2008 r. Także czeka nas zalewanie kryzysu pieniędzmi, do czego przystąpiły ochoczo wszystkie rządy, także nasz. Bajki o „wolnym rynku” i „dyscyplinie finansów” odłożymy na jeszcze głębszą półkę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here