
Co piąta stacja sprzedaje fałszowane paliwo! To motoryzacyjna tragedia! Dramat na stacjach! Chrzczone i szkodliwe dla aut! Paliwa są ponoć koszmarnej jakości!
Takie i podobne tytuły prasowe, informacje telewizyjne (zobacz tutaj w dzienniku TVP ) ukazują się na czołówkach gazet i programów informacyjnych. Stwarzają wrażenie, że w Polsce istnieje na ogromną skalę proceder fałszowania paliw na stacjach, a ich jakość jest codziennym problemem polskiego kierowcy.
Taki odbiór społeczny branży potwierdzają wyniki sondażu przeprowadzonego podczas programu TVP: Czy zadowolony jesteś z tego, co wlewasz do baku samochodu? Nie jest ot co prawda badanie reprezentatywne, ale okazuje się, ze 97% ankietowanych uważa, że w Polsce paliwo jest niezadowalającej jakości
Ale takie sensacyjne stwierdzenia wydają się dalekie od prawdy, od codziennego doświadczenia kierowcy. Skąd się więc biorą i dlaczego w tak czarnych barwach przedstawiają branżę.
Podstawą do takich sensacyjnych tytułów jest raport Inspekcji Handlowej, która na podstawie ustawy o monitorowaniu i kontroli jakości paliw... - co pół roku kontroluje około tysiąca stacji (od teraz także hurtownie).
Po przeanalizowaniu raportu i zasięgnięciu dodatkowych wiadomości w w Głównym Inspektoracie Inspekcji Handlowej stawiam zdecydowaną tezę: badania Urzędu są nierzetelne, a ogłaszanie wyników to kreowania sensacji.
Podstawowa nierzetelność urzędu polega na tym, że nie stosuje zasad właściwego doboru stacji do badania, a ogłasza wyniki jako reprezentatywne dla całego kraju. Wybór próbki jest absolutnie niewłaściwy. Jak podaje GIIH, próbka została wybrana tak:
kontrolowane podmioty wybierane są na podstawie takich kryteriów jak na przykład wyników poprzednich badań, sygnałów od konsumentów, z policji i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W tym roku kontrole objęły wyłącznie te stacje benzynowe, na które zwracali uwagę kierowcy oraz organy ścigania, a także te, na których w latach ubiegłych ujawniono nieprawidłowości
Proszę zwrócić uwagę na słowo wyłącznie – oznacza to, że nie jest to próbka reprezentatywna. Porównać to można z badaniami, kto wygra w wyborach prezydenckich, gdzie wyłącznie dobiera się członków np. SLD. Jasne jest, kto w takich sondażach wygra. Ale czy takie badania będą rzetelne? Reprezentatywne dla całej Polski? Na pewno nie.
Z taką samą nierzetelnością Inspekcji Handlowej miałem do czynienia na początku tego roku, gdy ogłoszono publicznie, że 40% gazu płynnego w Polsce jest fałszowanego . Takie dane podała Inspekcja Handlowa, tak grzmiały media, taką tezę powtarzali fachowcy na seminarium, które odbywało się nieco później. Ale jeśli zajrzeć głębiej do wyników badań można było stwierdzić (jak ja stwierdziłem – ze zdumieniem!), że są to wyniki badania 36 stacji (słownie trzydziestu sześciu!). A stacji LPG jest w Polsce 5900 (słownie pięć tysięcy dziewięćset!).
Urząd wtedy zaznaczył to w dokumentach, ale któż by się tym przejmował przy tak sensacyjnej wiadomości! Poszło w świat z bardzo sensacyjnymi tytułami.
Te badania gazu płynnego były przeprowadzone w przedziwny sposób, wg mojej oceny bezprawnie, gdyż na takie badanie jest wymagana zgoda przedsiębiorcy (dla zachowania bezpieczeństwa). Na żądania przedstawienia wyników szczegółowych i metodologii badań (jak to się robi w przypadku badania paliw na stacjach) – odpowiedziano: Nie, nie pokażemy szczegółowych wyników.
Danych opartych na tak kruchych podstawach nie można w ogóle podawać do publicznej wiadomości. To jest nadużycie. Tym razem czara goryczy się przepełniła. Państwowy urząd nie ma prawa zachowywać się tak nierzetelnie.
Bardziej poprawne metodologicznie wydają się badania europejskie (które przeprowadzono łącznie): tutaj próbkę stacji do badania wybrano losowo. I w rezultacie tylko niecałe 7% próbek przekraczało parametry. Ale cóż to wtedy za sensacja dla mediów: - ledwie 7 procent.
Możemy więc stwierdzić, że próba, na podstawie której ogłasza się takie rewelacje jest z pewnością nieprawidłowa. Nie można na jej podstawie wyciągać tak daleko idących wniosków. Urząd państwowy nie powinien sobie pozwalać na takie przedstawianie rzeczywistości, którą bada. Nie po to płacimy podatki i powierzamy w jego ręce władzę (obdarzając zaufaniem), żeby zachowywał się krzykliwie i ścigał się w sensacyjności informacji z mediami.
Z drugiej strony należy się lepiej przyjrzeć również skali nie spełniania wymagań jakościowych . I tutaj nachodzą jeszcze większe wątpliwości.
W telewizji mogliśmy oglądać Prezesa UOKiK-u, jak opowiada o 95%-owej zawartości wody w benzynie (tutaj dowcip: o, przepraszam, benzyny w wodzie ). Po takim stwierdzeniu możemy się obawiać, że jakość jest straszna. Nic bardziej fałszywego. Pan Prezes podał przykład ekstremalny, którego nie ma zresztą w oficjalnych wynikach badań.
Jest on także nie bardzo zrozumiały, jak się bliżej mu przyjrzeć. Zawartość 95% wody w benzynie to bowiem samobójstwo dla sprzedawcy, a nie nielegalny zarobek. Ktoś, ów potencjalny oszust, musiałby być szaleńcem, by coś takiego sprzedawać. Natychmiast przecież wyszłoby to na jaw – samochód nie ruszyłby ze stacji na takiej mieszance i skutki dla właściciela stacji mogłyby być bardzo poważne.
Prawdopodobne jest tutaj przypadkowe zaciągnięcie wody za zbiornika. Taki przypadek należałoby przeanalizować, a nie nagłaśniać jako coś charakterystycznego dla jakości paliw. Pana Prezesa Banasińskiego chyba poniosła ułańska fantazja i zapomniał o odpowiedzialności za słowo urzędnika państwowego.
Po pierwsze – ogłaszanie, ze większa niż w normie zawartość siarki szkodzi silnikom i pogarsza jakość - nijak się ma do prawdy (50 ppm – to jest bardzo ostra norma, zbyt szybko moim zdaniem wprowadzona w tak ubogim kraju jak Polska). Jeszcze do 31 grudnia 2004 wyższa zawartość siarki nie szkodziła (norma wynosiła 350 ppm), a dzisiaj szkodzi! W znaczącej większości próbek to właśnie wyniki siarki były najczęstszym przekroczeniem.
Ale w ogromnej większości były to przekroczenia nieznaczne i mieszczące się w dawnej normie. Zaliczanie takich minimalnych przekroczeń normy (np. 66 ppm przy normie 50) do statystyki stacji o fałszowanym paliwie czy obniżonej jakości jest nadużyciem. Każde takie przekroczenie podwyższa statystyki – widocznie tak musi być.
Podobnie z benzynami. Motorowa liczba oktanowa ma minimalnie wynosić 85,0, a wśród tych złych paliw mamy wiele przypadków niewielkich odejść od normy. Już nie mówiąc o pomyłkach, gdy raz urząd wpisuje że wymagana jest 88,0 i zalicza wynik 86,5 do fałszowanych paliw.
Można więc zapytać, czy urzędy maja produkować sensacyjne fakty prasowe czy rzetelnie badać rzeczywistość. Wydaje mi się, że obiektywność UOKiK padła tutaj ofiarą jego własnych interesów jako urzędu, który żyje po części z tego, że w Polsce są złe paliwa. Gdyby wyniki badania jakości paliw w Polsce były zbyt dobre (a 7% w badaniach europejskich to już dobry wynik) – Inspekcja Handlowa straciłaby dotacje przeznaczone na system monitoringu i kontroli.
Zamiast rzetelnej analizy i przedstawiania wyników – mamy do czynienia z krzykliwą sensacją, której w przypadku gazu płynnego towarzyszy próba rozszerzenia swojej władzy (a więc i dotacji) przez zwiększanie zakresu badań, określonych w ustawie o monitoringu i kontroli jakości paliw.
Ofiarą takich nieodpowiedzialnych działań pada branża paliw, właściciele stacji. Urabia się opinię, że są złodziejami i oszustami, podczas gdy rzeczywiście być może kilka procent wśród nich jest na bakier z prawem, co nie wydaje się odbiegać od przeciętnej dla każdego innego zawodu.
Andrzej Szczęśniak
Więcej o jakości paliw:
- skomentujesz?
- czytano: 2162
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
2 godz 40 min temu
3 godz 5 min temu
6 godz 52 min temu
9 godz 36 min temu
17 godz 20 min temu
17 godz 45 min temu
21 godz 29 min temu
1 dzień 4 godz temu
1 dzień 6 godz temu
2 dni 18 godz temu