Premier mówi: „nie będzie podwyżek cen energii”. Twardo i jasno, w przyszłym roku wszak wybory… Rząd nie dopuści do znaczących podwyżek kosztów gospodarstw domowych, zwłaszcza tych uboższych. Co się stało? No cóż, kto czyta ten blog, wiedział wcześniej, co będzie. Już w kwietniu pisałem: „ETS wraca, proszę zapiąć pasy”. Jakby to powiedział nieodżałowany Kisiel, „to nie kryzys, to rezultat„. Jak się zgadzamy w Brukseli na takie mechanizmy, to mamy to, na co się zgadzamy.

ETS wraca, proszę zapiąć pasy

Zamiast realnego popytu i podaży decydować będą „nastroje, apetyty, oczekiwania…”, a mówiąc wprost – napływy i odpływy spekulacyjnych pieniędzy

Read more

Inwestorzy, czyli finansowi spekulanci, grający na ETS, wyczuli świeże mięso i rzucili się do huśtania rynkiem, gdy tylko Bruksela zacisnęła pasa, czyli zmniejszyła podaż uprawnień. Mniejsza podaż, wyższa cena – proste jak dwa razy dwa. Więc uprawnienia skoczyły z poziomu 5-6 Euro za tonę do 20-25 euro. A że w Polsce jedna megawatogodzina to w przybliżeniu jedna tona co2 – więc do 1 MWh należy doliczyć 15-20 euro, czyli 60-80 zł/MWh. I tyle rzeczywiście mają wzrosnąć ceny energii w przyszłym roku – w taryfie G-11, dla „zwykłych Kowalskich” cena z 24 groszy za kWh ma skoczyć do 30 groszy.

Historia i prognoza cen energii w taryfie dla przeciętnego gospodarstwa domowego
(źródło Ministerstwo Energii)

Jednak demokratyczna władza nie może na takie rzeczy pozwolić, mając świeżo w pamięci wyjście Francuzów na ulice w proteście przeciwko podatkom klimatycznym. I co ważniejsze – ich sukces: podwyżki podatków wycofano, ustępstwa dla najmniej zarabiających poczyniono. Widać że zmniejszanie wydatków socjalnych budżetu i jednocześnie przerzucanie kosztów nowych „zielonych” pomysłów na szarego odbiorcę – napotyka gwałtowny sprzeciw.

Czy Polaków obchodzą drogie paliwa?

Francuzi walczą o niższe ceny paliw, i wygrywają czasami, jak tym razem, gdy rząd ustąpił i „zawiesił” wprowadzenie podatków. A Polacy potrafią tylko pogadać i polajkować na Facebooku?

Read more

Polski rząd podjął więc jak najbardziej słuszną decyzję – w roku wyborczym nie można dopuścić do „żółtych kamizelek” na ulicach, czy czegoś takiego, co się przytrafiło w Bułgarii, gdy rząd zimą podniósł ceny prądu i po protestach rozsierdzonej ludności – upadł.

Do tej pory kosztami klimatycznych ekstrawagancji obciążano bowiem przeciętnego użytkownika. Nie miał on się za bardzo jak bronić, aż w końcu wyszedł na ulice. Nie wszyscy zresztą się tak bardzo bronią, popatrzmy choćby na Niemcy. Tam wiadomo, „Arbeit, Arbeit” przede wszystkim, żeby był Arbeit, przemysł musi być konkurencyjny. Więc koszty tego całego ratowania klimatu bierze na siebie przeciętny Hans Miller, który płaci już rachunki za prąd prawie najwyższe w Unii. Płaci ale wie, że jest praca, nie ma bezrobocia, da się żyć.

Koszty energii? Przemysł chronimy

Niemcy chronią przemysł – źródło swego dobrobytu, potrafią też reguły, które im odpowiadają, wprowadzić w Unii. Nic tylko się uczyć.

Read more

A u nas? W Polsce ten model nie działa, nowa energia nie przynosi miejsc pracy, wręcz przeciwnie – znika dobrze płatna robota w górnictwie. A ceny energii, choć są niższe niż na zachodzie, jednak zajmują o wiele więcej miejsca w naszych budżetach. Jeśli porównać dostatnie zachodnie kraje, gdzie energia zabiera 4-5 procent budżetów domowych, to w krajach środkowej Europy jest to 10-15 procent. A co dopiero będzie, gdy plany zbawców klimatu będą coraz szerzej realizowane? Więc premier nie chce usłyszeć legendarnego „jak żyć, panie premierze?”, woli wygasić ten pożar w zarodku.

System jest wprowadzony na rok, a co będzie później, to pan Bóg jedyny wie, bo natura spekulacji jest taka, że najbardziej lubi, jak statek się buja na falach raz w górę, raz w dół. Im większa amplituda, tym większe zyski. Więc czy emisje będą kosztowały za rok 5 euro czy 50 euro – nie wie nikt.

grudzień 2018

5 KOMENTARZE

    • Zgadza się, poziom bierności, wręcz apatii społecznej jest w Polsce… przeogromny.
      Natomiast zadziwia mnie, że tak łatwo zlikwidowano jakąkolwiek różnorodność opinii, zerową obronę własnych interesów przez branże przemysłu własnego, polskiego.

    • No, teza że to Amerykanie wysadzili japońskie elektrownie jądrowe… śmiała, nad wyraz. Zero dowodów… Nie wiem, czy w innych sprawach ten starszy pan jest równie wiarygodny.

  1. „..że tak łatwo zlikwidowano jakąkolwiek różnorodność opinii…” Różnorodność opinii istnieje,
    chociażby Pana blog tylko jest problem z przebiciem się do społeczeństwa. Media tzw. głównego nurtu albo bawią się w poprawność polityczną albo realizują zamówienie jakiegoś lobby. A odbiorca przekazu jest zbyt leniwy ( lub brakuje mu umiejętność) aby dotrzeć alternatywnych
    źródeł.
    „..Amerykanie wysadzili japońskie elektrownie” ten starszy pan opiera się na sejsmogramach jaki otrzymał od jakiś specjalistów „zarubieżnych” ?? Niestety nie da się nam tego zweryfikować.(tutaj jest jego artykuł: http://proatom.ru/modules.php?name=News&file=article&sid=5163). Koncepcja sztucznego tsunami wywołanego wybuchem jądrowym powstała jeszcze w ZSRR. I wiele wskazuje, że obecna Rosja wciela ją w życie.
    W energetyce jądrowej jest nadzieja na rozwiązanie deficytu energii. W Rosji testowany jest reaktor na szybkich neutronach. Paliwem dla niego są odpady ze starych reaktorów. Po przetworzeniu ponownie uzyskuje się paliwo dla tradycyjnych reaktorów. W efekcie tych działań uzyskano ok.60% oszczędności uranu. Tutaj fragment info: https://topwar.ru/136975-rossiyskie-reaktory-buduschego-obretayut-realnost.html

    • Racja, miałem na myśli różnorodność zinstytucjonowanych opinii. Rzeczywiście istnieje gdzieś sobie po kątach 🙂
      Tak, pan profesor chyba żyje dawnymi pomysłami.
      Śmiesznie się składa, bo właśnie napisałem mały artykulik o nowym cyklu paliwowym Rosatomu. Niedługo go wrzucę.

Pozostaw odpowiedź Dziadek Leon Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here