Katastrofa w Zofiówce

0

Sobota 5 maja, początek dramatycznych wydarzeń w kopalni „Zofiówka”. Na zmianie pracuje 270 górników, jedenastu z nich znajduje się w pokładzie 409. Górnicza brygada 900 metrów pod ziemią drąży chodnik – olbrzymi korytarz kilkumetrowej średnicy. Górnicy wycofują się po przygotowaniu „strzelania”i w tym momencie następuje wstrząs.

Spąg (podłoże chodnika) wypiętrzyło do góry z tak ogromną siłą, że znika korytarz wysoki na 4,2 metra i szeroki na 6 metrów. Urządzenia i instalacje zostają zmiażdżone i razem ze skałami utworzą rumowisko. Górnicy mówią: „strop pocałował spąg”. Zawalony chodnik uwięził pod ziemią siedmiu górników. Do wyjścia z niebezpiecznego rejonu zabrakło im niespełna dwóch minut. Czterem z nich udało się bezpiecznie ewakuować.

To najsilniejszy wstrząs w prawie 50-letniej historii „Zofiówki”, jego siłę szacuje się na 3,4 – 3,9 stopni w skali Richtera – 1000 razy większy od dotychczas zarejestrowanych w Jastrzębiu-Zdroju. W Polsce wstrząsy o takiej mocy zanotowano w 1992 roku w kopalni Czeczott (3,95) i rok później w kopalni Miechowice (3,95). Od 1977 roku, od kiedy prowadzi się rejestrację, tak silnych było zaledwie 19. Trochę słabszych – do 3,8 stopnia w skali Richtera zarejestrowano 85.

Przyczyną wstrząsów są naprężenia w strukturach tektonicznych, w rejonie gdzie są zaszłości, uskoki i zaburzenia struktury górotworu. Głównie wzdłuż uskoku kłodnickiego, rozciągającego się od Katowic w kierunku Zabrza po Knurów. Prawdopodobnie doszło do ich rozładowania, niezależnie od eksploatacji górniczej. W kopalni następuje wtedy tąpnięcie, któremu sprzyja struktura górotworu. Gdy jest to piaskowiec, a nad pokładem 409 jest go przeszło 20 metrów, tąpnięcia następują łatwiej, niszczą również konstrukcje budowlane i maszyny. Niestety, wstrząsy nie dają się przewidzieć.

Do pracy przystępują ratownicy, w szczytowym okresie o życie kolegów walczą aż 23 zastępy. Mają do przeszukania 250 metrów rumowiska, muszą ręcznie usunąć zwały skał, resztki urządzeń, demontować i wynieść fragmenty kolejki i taśmociągu. Cały czas pracując w aparatach tlenowych.

Do chodnika należało doprowadzić powietrze, żeby można było do niego wejść. Główna przeszkodą jest metan, który na kilka godzin zamknął drogę do uwięzionych. Przewietrzono korytarze, ponieważ o stężeniu między 5 a 15 procent tworzy on mieszankę wybuchową. Jeśli nie wybuchnie, to wypycha tlen z powietrza. Gdy zawartość tlenu spada poniżej 17 procent – człowiek traci przytomność.

W Polsce pokłady metanowe to podstawa wydobycia – pochodzi z nich 80% węgla, z czego prawie połowa zaliczana jest do najwyższej kategorii zagrożenia metanowego. Kopalnia Zofiówka (dawniej „Manifest Lipcowy”) z Jastrzębskiej Spółki Węglowej należy do tych o najwyższym stopniu zagrożenia metanowego.

Natychmiast zainstalowano wentylatory, które pracując na maksimum mocy, przewietrzyły korytarze. Stężenie metanu spadło do poziomu 4 procent, w okolicach dolnej granicy wybuchowości. Niestety w niedzielę o godzinie 16.30 doszło do wstrząsu wtórnego, nieodczuwalnego dla ludzi w wyrobisku, który ponownie wyzwolił duże ilości metanu. Metanometry wskazywały aż 30 procent.

Gdy opanowano problem z metanem ratownicy mogli dojść do zwałowiska bez aparatów tlenowych. Przy stężeniu 3 procent, w temperaturze 27 stopni Celsjusza mogli pracować przez dwie godziny. Praca jest bardzo ciężka, wolna przestrzeń w chodnikach zwęziła się do pół metra, trzeba czołgać się, zdejmując z ramion aparaty tlenowe i ciągnąć je za sobą.

Akcja skoncentrowała się w chodniku podścianowym H-10, gdzie tąpnięcie uwięziło trzech górników. Gdy ratownicy w końcu przedzierają się przez większość 250-metrowego zawału i namierzają sygnały z lamp górniczych poszukiwanych kolegów, okazuje się, że miejsce, w którym chodnik opada w dół a potem znów się podnosi, zalane jest po strop setkami metrów sześciennych wody. Jej podziemne zasoby cały czas penetrują górotwór i gdy tąpnięcia utworzą nowe szczeliny – zalewają chodniki. Rozpoczęto zwożenie na dół pomp na sprężone powietrze, nie można było używać elektrycznych z powodu zagrożenia metanowego. Próby wypompowania wody przyniosły jednak niewielkie rezultaty.

W dniu wstrząsu udało się odnaleźć dwóch górników, którzy uratowali się dzięki opatrzności, ale i kilkunastoletniemu doświadczeniu. Górnicy mają nawyk przebywania blisko rurociągów napowietrzających, są one bowiem tak wykonane, by łatwo je było rozszczelnić. Nawet po największym tąpnięciu w zawalonym korytarzu znajdują się rozległe pustki i prześwity, gdzie można się schronić. Ocaleni trwali przy rurze z powietrzem i czekali na pomoc. Gdy któryś choć na chwilę odsunął się od rury tracił przytomność, tak wysokie było stężenie metanu.

W niedzielę wydobyto zwłoki dwóch ofiar katastrofy. O życie pozostałych trzech walka trwała do końca. Akcje ratownicze prowadzi się do znalezienia ostatniego zaginionego i każdy górnik wie, że prędzej czy później pomoc nadejdzie. Dla pięciu nadeszła za późno. Nie udało się ich uratować.


Pamięci pięciu górników, którzy zginęli w Zofiówce i wszystkich ich kolegów, którzy oddali życie w miejscu swej ciężkiej pracy. Cześć ich pamięci, niech Bóg przyjmie ich do swojego domu.

Dzisiaj pierwsza rocznica tej katastrofy, pisane 18 maja 2018 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here