W Kanadzie zielono więc drogo

0
Canada wind capacity september 2011
Canada wind capacity september 2011

Wszędzie słyszmy, że zielona odnawialna wcale nie jest droga, że bardzo szybko tanieje i już… już niedługo będzie tańsza od tej „złej”, „brudnej” z węgla czy gazu. Jednak gdzie nie spojrzeć, praktyka pokazuje co innego. Wszędzie gdzie wprowadza się ten rodzaj energii na szerszą skalę, skutek jest jeden – drożyzna. Przykład Niemiec jest dobrze znany, ale weźmy taką choćby Kanadę.

Kanadyjczycy zużywają ogromne ilości energii, na przeciętnego mieszkańca przypada ponad 16,5 megawatogodziny (MWh) rocznie. Aż strach porównać z naszym zużyciem – na Polaka przypada bowiem niecałe 4 MWh – czterokrotnie mniej. Ale w tak bogatych krajach jak Kuwejt (16 MWh), Luksemburg (15,5 MWh) czy Norwegia (23 MWh / mieszkańca) ilości są porównywalne. Jak widać, dobrobyt można mierzyć elektrycznością.

Zużywając tak duże ilości energii elektrycznej Kanadyjczycy skrupulatnie liczą koszty. Szczególnie tam, gdzie wprowadza się na szerszą skalę energię odnawialną, na przykład w prowincji Ontario. W 2009 roku uchwalono tam Green Energy and Green Economy Act, który wprowadzał Feed-in-Tariffs, czyli stałą cenę płaconą za energię odnawialną zakontraktowaną na wiele lat.

Efekty są odczuwalne już na początku programu. Pierwszy to koszty niedostosowania produkcji energii wiatrowej do zapotrzebowania odbiorców. 80% generacji wiatrowej prądu musi być eksportowane, gdyż nie ma na nie zapotrzebowania w Ontario. Ceny po których się eksportuje są tak niskie, że prowincja traci 200 milionów dolarów rocznie na tym strukturalnym rozziewie między potrzebami a kaprysami wiatru. Wiadomo, „wieje, kędy (i kiedy) chce”.

Drugi problem wynika z niskiej sprawności zainstalowanych mocy, a więc ich niewielkiego wykorzystania mocy wiatrowych. Ponad połowę czasu swojej pracy, farmy wiatrowe pracują na 20% swoich możliwości, a jedną czwartą czasu – poniżej 10%. Średnia roczna praca instalacji (stosunek otrzymanej energii do zainstalowanych mocy) to 28%. Jednak w lipcu, gdy potrzeby są największe – zaledwie 14%. To oznacza, że z powodu niestabilności dostaw, żeby w pełni zastąpić zamykany 1 megawat mocy konwencjonalnych z węgla, potrzebne jest 7 megawatów wiatrowych. Siedmiokrotnie więcej. Koszty w górę.

Jeśli rosną koszty, to i cena idzie w górę. Jeszcze 7 lat temu, przed wprowadzeniem nowych przepisów, koszty energii w Ontario były porównywalne z innymi prowincjami. W ostatnich kilku latach prąd w Toronto i Ottawie podrożał o 20 – 30 procent, co na tle amerykańskiej taniejącej energii spowodowało, że prowincja znalazła się wśród najdroższych energetycznie regionów.

A to dopiero początek wielkiego odchodzenia od paliw kopalnych i wprowadzania zielonej energii.


Dla chcących pogłębić problem: Ross R. McKitrick (Fraser Institute) „Environmental and Economic Consequences of Ontario’s Green Energy Act”

maj 2015 r.

Przeczytaj także na ten temat:

Niemiecka energia – i tania i droga

Energia odnawialna jest droga i jest poważnym obciążeniem dla odbiorcy. Europejscy liderzy tej branży – Niemcy, mają dość przejrzysty system, dzięki któremu można śledzić, jak wzrastający udział „zielonej” energii uderza odbiorców po portfelach. Niemieckie prawo energetyczne (Erneuerbare Energien Gesetz) ustanawia system stałych cen płaconych za różne rodzaje energii odnawialnej na zasadzie Feed-in Tariff, czyli gwarancji […]

Read more

Słoneczne miejsca pracy, czyli chiński ratrak

Gdy jeździliśmy na nartach popularne było powiedzenie „chiński ratrak”. Jeśli jakiś stoczek nie był ubity przez ratraki, wszyscy chętni do korzystania stawali bokiem do stoku i taką tyralierą ubijali nartami świeży śnieg.

Read more

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here