Globalizacja poprzez LNG

3

Globalne trendy gazowe są bardzo podobne do ubiegłorocznych (opisanych w “Chemii Przemysłowej” nr 1/2018). Przede wszystkim – szybki wzrost popytu, rosnącego najszybciej spośród surowców energetycznych.

Szczególnie rośnie rynek LNG, który w 2017 r. wynosił 293 miliony ton, a w ubiegłym jego wzrost szacuje się na 30 milionów ton, czyli kolejny rok dwucyfrowego wzrostu (w 2017 r. przyrost wyniósł 35 mln ton, czyli 12%). Nowy globalny rynek dominuje Azja (przede wszystkim Chiny i Korea), to one zapewniły aż 120% ubiegłorocznego wzrostu zużycia LNG. Ponad sto, gdyż takie regiony jak Europa (szczególnie W. Brytania, Hiszpania, Włochy) zmniejszyły znacząco zapotrzebowanie.

Dynamikę wzrostu LNG w międzynarodowym handlu widać na wykresie. Eksport rurociągowy jest stabilnym, powoli rosnącym elementem sektora gazowego i od 12 lat stanowi między 19-21 procent światowego zużycia. Rośnie wraz całym rynkiem, przez ten czas o ponad 200 miliardów m3. Natomiast handel LNG, który w 1990 r. stanowił zaledwie 3,5 procent światowego rynku gazu, dzisiaj wynosi już 11%.


LNG stanowił w 2005 r. tylko 1/3 wolumenów przesyłanych rurociągami, obecnie to już ponad połowa. źródło BP Statistics

Sektor gazu ziemnego szybko globalizuje się dzięki LNG – już 31 procent tego surowca jest przedmiotem obrotu międzynarodowego, choć daleko mu jeszcze do ropy naftowej – najważniejszego produktu handlowego świata, której aż 73% przekracza granice.

Dlatego też dobre nastroje panują w branży gazowej, która liczy na to, że będzie się rozwijała dwa razy szybciej niż średnio cały sektor energii. I jeśli w 2017 zużyto globalnie 3,7 bilion m3 gazu, to przy średnim rocznym wzroście 1,7% w 2040 roku to będzie już 5,4 biliona m3. Głównym silnikiem rozwoju gazu ziemnego ma być energetyka.

Australia liderem eksportu

Wśród dostawców LNG najszybciej rozwijała się Australia, zwiększając w 2018 r. eksport o 12 mln ton. I chociaż prognozowano to dopiero na 2020 rok, Australia już w ubiegłym roku stała się największym światowym eksporterem LNG, prześcigając Katar. W listopadzie 2018 r. wyeksportowała 6,8 miliona ton gazu, gdy Katar – 6,2 mln. Po koszulkę lidera Australia sięgnęła dzięki otwarciu eksportu z projektu Ichthys LNG, prowadzonego przez japoński Inpex. A dodatkowo jeszcze w grudniu ruszył potężny projekt pływającego wydobycia gazu z dna morskiego i jego skraplania na złożu “Prelude LNG”, prowadzony przez Shella.

Przemysł gazowy w Australii przeżywa gwałtowny rozwój od 2012 r., gdy po katastrofie Fukushimy zapanowało szaleństwo cenowe, przyspieszając australijskie inwestycje. W 2014 r. powstały trzy instalacje LNG w Gladstone, do 2017 roku kolejne dwie otworzył Chevron – w Wheatstone i na złożu Gorgon. Tak potężne, że musiały się zaangażować także Exxon i Shell, dopiero trzech globalnych potentatów naftowych mogło wspólnie unieść ryzyka takiego projektu.

I znowu wszystko przez Chiny, które w ub.r. stały się największym importerem gazu, a znaczącą część swoich potrzeb zaspokajają importem LNG. Jeszcze w roku 2010 importowały tylko 10 mln ton, w 2017 – już 38 mln, a w ub.r. import LNG zwiększył się o 40%. Te 50 mln ton to znacznie efektywniejsze wykorzystanie potencjału chińskich gazoportów, które mogą importować prawie 60 mln ton rocznie. Chiny wykorzystują je w prawie 80 procentach, gdy w Europie proporcje są dokładnie odwrotne – wykorzystaliśmy zaledwie 22% mocy gazoportów.

Jednak nastawienie na eksport gazu i potężny popyt ze strony Chin (2/3 wydobywanego gazu z zachodniej i północnej Australii było eksportowane), spowodował że w regionach, gdzie gazu się nie wydobywa – na wschodnim wybrzeżu – ceny energii przebiły sufit. Gaz podrożał 3-krotnie, a z nim w górę poszybowały ceny energii. Na rynki międzynarodowe można było sprzedać po wyższej cenie, lokalnym mieszkańcom przyszło więc za to płacić znacznie drożej. Chociaż koszty są niskie, to ceny światowe podnoszą ceny krajowe do tego samego poziomu. Dla Australijczyków nastąpił koniec czasów taniej energii, musieli pożegnać się się z tanim gazem w imię globalnego rynku.

Ameryka przyspiesza

Rok 2018 to także czas bezprecedensowego rozwoju gazu ziemnego i ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych. Dzięki rewolucji technologicznej, umożliwiającej wydobycie gazu i ropy ze złóż „trudnych” – łupkowych, zbitych piaskowców czy piasków roponośnych, wyrosła potęga eksportowa Ameryki. Podstawą jest zwiększenie wydobycia do historycznych rekordowo poziomów. W 2018 r. amerykański upstream zwiększył wydobycie ropy do 11,6 mln baryłek dziennie, podnosząc produkcję o ponad 2 mln baryłek dziennie. O 100 milionów ton ropy rocznie więcej – czterokrotnie więcej niż potrzeby Polski. W ciągu jednego roku!

W gazie ziemnym nie było aż tak imponującego przyrostu wydobycia, ale USA zbliżyły się na włos do gazowej samowystarczalności. Najważniejszym, odbijającym się na Polsce procesem gorączki inwestycyjnej Ameryki jest wzrost mocy eksportowych LNG. USA zostały już w 2017 r. eksporterem netto gazu ziemnego, głównie w postaci LNG, ale wtedy było to jeszcze niewiele – 4 miliardy m3 rocznie. Jednak w ubiegłym roku eksport wzrósł do 25 mld m3.

Kilka lat temu oprócz dość leciwego już terminalu na Alasce, nie było nic. Gdy w lutym 2016 roku wyeksportowano pierwszy statek LNG z Sabine Pass, w budowie były już jednak kolejne terminale eksportowe. Na koniec 2018 r. Ameryka mogła eksportować 37 mld m3/r. Ale rewolucja nastąpi w tym roku, gdy na koniec roku potencjał sięgnie 92 miliardów m3 rocznie.

Przy tak gwałtownym wzroście podstawowym problemem jest brak odbiorców, bez nich ogromne nakłady inwestycyjne mogą okazać się spektakularną porażką. Dlatego trzeba pilnie szukać rynków zbytu i tutaj na scenę wkracza całe amerykańskie państwo – od prezydenta Trumpa, który już w czerwcu 2016 r. w Warszawie chciał podpisywać kontrakty, przez sekretarza ds. energii Perry’ego, który jasno deklarował: “Idziesz i sprzedajesz swój produkt, czy to są szczotki od drzwi do drzwi w latach 30-tych, czy jak dzisiaj LNG.”

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here