Wielkie uroczystości otwarcia polskiego terminalu regazyfikacji gazu skroplonego LNG (w skrócie w Polsce nazywanym „gazoportem”, na wzór powstałego w latach 70-tych Naftoportu), przyjęcie pierwszego gazowca, nazwanie obiektu imieniem zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego – to uroczyste chwile. Wpłyną dwa pierwsze statki, orkiestra będzie grać, politycy będą przemawiać, przecinać wstęgi, wytworzy się podniosły nastrój, będą padały hasła o energetycznej niezależności… wszystko pięknie.

Tylko kto zapłaci za to rachunek, ile to będzie kosztować? Policzmy.

Urząd Regulacji Energii opublikował 2 czerwca taryfę, według której będą opłacane usługi Polskiego LNG. Obejmują one wyładunek z gazowca, składowanie w zbiornikach, regazyfikację i podanie gazu do systemu.

Koszt usługi składa się z dwóch elementów – opłaty stałej i zmiennej. Część stała to opłata za zamówione przez użytkownika moce („moc umowna”) pomnożone przez czas ich wykorzystania i wyznaczoną przez URE stawkę. Część zmienna to opłata za ilość gazu otrzymanego w efekcie tego procesu pomnożona tym razem przez opłatę zmienną.

Gdyby więc wykorzystać pełne moce polskiego terminalu (5 miliardów m3 = 55,5 TWh), to opłatę (wg taryfy URE) należałoby wyliczyć wg następującego wzoru:

opłata = [0,0086 zł (za 1 kWh/h za h) * 6,32 GWh (= 570 tys.Nm3/h) * 8760 h w roku] + [55,5 TWh * 0,0005 zł za kWh]

Gdyby więc gazoport pracował pełną mocą, trzeba byłoby na niego wydać 504 miliony złotych rocznie. Pół miliarda, czyli 13 złotych na obywatela. Tanio?

Jednak gazoport nie będzie pracował pełną parą – jedynym klientem Polskiego LNG jest dzisiaj PGNiG. Kontrakt na wykorzystanie około 2/3 mocy regazyfikacji – 370 tys Nm3/h (4,1 GWh/h) przez 20 lat zawarto po procedurze „open season” w 2010 r. Była to podstawa budowania terminalu, PGNiG zagwarantowało jego powstanie i będzie przy tej taryfie ponosiło koszty mocy, umożliwiających import ponad 3,2 miliarda m3 gazu (36 TWh) rocznie. Gdyby je w pełni wykorzystano za usługę zapłacono by 328 milionów złotych rocznie.

Jednak URE zastosowało bardzo ciekawy stosunek opłaty stałej do zmiennej. Za utrzymywanie mocy PGNiG zapłaciłoby 310 milionów złotych, a za uzyskany gaz – 18 mln. Z takiej konstrukcji opłat w taryfie URE wynika, że gdyby gazoport tylko stał, nie pracował, kosztowałby PGNiG 95% całości kosztów importu 3,2 miliarda m3 (36 TWh) gazu. Tak ogromna dominacja opłaty stałej mówi nam jedno – ważne jest, że jesteśmy gotowi, nieważne, ile regazyfikujemy. Model bezpieczny dla Polskiego LNG. Model rentierski, można powiedzieć „czy się stoi czy się leży…”

Pozornym paradoksem tej taryfy jest fakt, że jeżeli ktoś (czytaj PGNiG) zobowiązuje się do długoterminowego dawania zarobku terminalowi, to… płaci dwa razy więcej. Otóż usługi regazyfikacji podzielono na dwie grupy: długoterminowe (co najmniej okres roczny) i krótkoterminowe (okres jednej doby gazowej i dłużej). W taryfie mamy punkt 4.3.2. wyznaczający dwukrotnie niższe stawki tak przy opłacie stałej, jak i zmiennej, dla korzystających z krótkich (nawet jednodniowych) usług gazoportu. Czyli PGNiG będzie płaciło dwa razy więcej niż każdy jego konkurent, który będzie chciał choćby przez jeden dzień skorzystać z tej usługi.

Jeszcze raz powtórzę: Trudno nie podziwiać tak pięknie skonstruowanego rynku.

P.S. 2019: I jeszcze jeden koszt, którego nie da się wyliczyć bez danych handlowych, czyli kosztów LNG. Otóż Gazoport ma zapisaną w taryfie jeszcze jedną opłatę, tym razem w naturze. Pobiera od importującego gaz 1,5% (półtora procenta) gazu, który zużywa do procesu regazyfikacji. Co ciekawe, URE w swojej decyzji określając to jako WZL współczynnik procentowy zużycia LNG w celu przeprowadzenia regazyfikacji, pozwala Polskiemu LNG określać go samodzielnie. Duże zaufanie, ale 1,5% to koszt znaczący. Przy cenie LNG ok 130 zł za MWh, daje to 2 zł/MWh, czyli przy 55,5 TWh rocznie, 11 milionów zł rocznie. Do 13 zł na obywatela dodać trzeba 30 groszy.

Niewiele? Pytanie czy obywatele się zgadzają, i czy zadaniem polityków jest minimalizować znaczenie nowych kosztów narzucanych na konsumentów, czy walczyć o obniżenie tych kosztów.

I najważniejsze, koszty gazoportu to jedynie początek: kosztowna, niepotrzebna operacja nie kosztuje wiele. LNG to dopiero jest koszt.

czerwiec 2016 r. (+ P.S.)

LNG zza mórz i oceanów

Gaz skroplony LNG ma ogromną wadę blokującą jego rozwój – jego – skraplanie i transport są niezwykle kosztowne

Read more

3 KOMENTARZE

  1. Jeśli dobrze zrozumiałem, rząd chce po cichu wykończyć PGNiG aby ułatwić konkurencję sojusznikom. (tylu tych sojuszników mamy, że chyba nie starczy pieniędzy następnych pokoleń aby opłacić przyjaźń z nimi).

  2. “Gdyby więc gazoport pracował pełną mocą, trzeba byłoby na niego wydać 504 miliony złotych rocznie. Pół miliarda, czyli 13 złotych na obywatela. Tanio?”

    Tanio… Gazoport stworzył dobrze płatne miejsca pracy, a za to by takowe powstawały warto troszkę zapłacić.

    • Co za argument! Takie lubię, w stylu “Będziemy zapier*** i rowy, ku*** kopać, a drudzy będą zakopywać”… i jeszcze będziemy zadowoleni. Z całkowicie NIEPOTRZEBNEJ działalności.

      Ale ale… przecież wśród niepotrzebnych kosztów – koszt niepotrzebnych miejsc pracy jest ułamkowy. Ile to miejsc pracy, ile zarabiają, jaki jest fundusz płac? No niech 100 tys. rocznie, 50 pracowników (100)?, to 5 (10) milionów rocznie. 1 (2) procent! A pozostałe 99% (98%) to koszt dla odbiorców sztucznego tworu gospodarki. Czyli ujemny skutek dla gospodarki i dobrobytu.

Pozostaw odpowiedź Andrzej Szczęśniak Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here