Europejska przyszłość gazu? Żadna

5

Europa przyjęła strategię dążenia do świetlanej przyszłości bez emisji, Polska chwilowo odmówiła udziału w tej kosmicznej wyprawie, jednak szybko zmierza do realizacji celów klimatycznych, przede wszystkim zastępując węgiel – gazem ziemnym, który jest mniej emisyjny (przy spalaniu wydziela o 40 procent mniej CO2 na jednostkę energii).

Jednak Unia Europejska dąży do BEZemisyjnej przyszłości. I to już za 30 lat. A co z gazem ziemnym? Jaką przyszłość ma w planach Europy surowiec, który był do tej pory preferowany, jako wsparcie dla przerywanych dostaw energii ze źródeł odnawialnych.

Otóż – żadnej. Gaz ziemny, takim, jak go znamy, ma zniknąć z powierzchni ziemi, no… przynajmniej europejskiej ziemi. Ma zostać zastąpiony mieszanką nisko lub zero-emisyjnych gazów, takich jak biogaz, biometan, wodór czy syntetyczny metan.

Już dzisiaj obowiązująca legislacja unijna nt. czystej energii przewiduje zobowiązujący prawnie kolektywny (dla całej wspólnoty) obowiązek 32% udziału odnawialnej energii i jednocześnie polepszenia o 32,5% efektywności energetycznej. Iście aptekarska precyzja, choć rodzi się pytanie, jak Unia chce to osiągnąć „kolektywnie”, gdy nie ma wiążących celów dla państw członkowskich. Ale to drobiazg, jedynie przygrywka dla wyjątkowo ambitnych celów na rok 2050. W listopadzie 2018 r. Komisja Europejska przygotowała długoterminową strategię, pokazującą scenariusze dekarbonizacji gospodarki EU, umożliwiających osiągnięcie stanu emisyjnej nirwany. Podstawowe narzędzia to elektryfikacja, wodór, e-paliwa i efektywność energetyczna.

Technologicznie najlepiej są opanowane biogaz i biometan. Różnica między nimi taka, że biogaz to produkt rozkładu produktów organicznych bez dostępu tlenu. Jednak biogaz zawiera jedynie 50-65% metanu, a na dodatek produktem tego procesu jest także CO2. Jednak dzięki księgowej magii, ten dwutlenek węgla nie jest zaliczany do emisji. Idźmy dalej: trzeba biogaz oczyścić (np. fermentacja beztlenowa czy gazyfikacja termiczna), aby otrzymać bio-metan. Ten już przypomina gaz ziemny.

Większe kłopoty są z wodorem. Planiści europejscy stawiają bowiem przed nim ogromne wymagania. Dzisiejsze źródła wodoru, jak reforming parowy nie są wystarczająco „czyste”. Taki wodór może być jedynie „szarym” wodorem. Awansować może do kategorii „niebieski”, jeśli zainstalujemy przy procesie instalacje odzyskiwania CO2, czyli tak zwany CCS (Carbon Capture and Storage). Najwyższa ranga przynależy „zielonemu” (jakżeby inaczej) wodorowi, który powstaje w procesie elektrolizy wody i to wyłącznie z dzięki energii odnawialnej. Osobną kategorią jest syntetyczny metan, który powstaje z przekształcania energii elektrycznej w gaz (można też uzyskiwać gaz syntezowy), w procesie zwanym „energia do gazu” (Power-to-Gas). To on ma służyć jako magazyn energii czy napęd bezemisyjnych samochodów wobec oczywistych słabości dzisiejszych baterii jonowo-litowych.

Te źródła (raczej nośniki) energii będą odgrywały kluczową rolę szczególnie dla zaspokojenia potrzeb przemysłu. Jako surowiec dla energetyki, umożliwiający elastyczne reagowanie i magazynowanie energii przy dominacji niesterowalnych źródeł. Ale także dla generacji ciepła, które przecież stanowi połowę potrzeb energetycznych. No i dla transportu.

Tak więc sektor gazowy, jego infrastruktura, mogą liczyć jedynie na odegranie pomocniczej roli, i to tylko wtedy, gdy okażą się przydatne dla innych form paliw gazowych, już zero-emisyjnych. Instalacje gazowe mają służyć dystrybucji wodoru, którego produkcji nawet radykalni planiści europejscy nie przewidują bez znacznego udziału „niebieskiego” wodoru (z zastosowaniem CCS). Inaczej znajdą się w kategorii „stranded assets„, czyli bezwartościowych aktywów, na które nie ma popytu. A jest to potężna infrastruktura: w Europie mamy 260 tysięcy kilometrów rurociągów wysokiego ciśnienia i 1,4 miliona km średniego i niskiego.

Popyt na gaz mam z lekka maleć już w najbliższym dziesięcioleciu, i to jedynie w przypadku wyeliminowania z miksu energetycznego energii nuklearnej, bezemisyjnego źródła energii, pozbawionego wad źródeł odnawialnych, które nie cieszy się jednak uznaniem planistów. A w roku 2050 udział gazu znacząco spadnie, a sam gaz ziemny zostanie zastąpiony „paliwami gazowymi”, omówionymi wyżej. Oczywiście tak dalekosiężne prognozy zastrzegają, że mogą jednak wystąpić problemy, bo… wiadomo: koszty, dostępność, akceptacja przez społeczność (choćby podziemne składowanie CO2), przydatność do końcowych zastosowań czy w końcu infrastruktura, konieczna do takiej radykalnej transformacji energetycznej. Jednak najbardziej radykalne scenariusze (95-100% redukcji emisji), przewidują CAŁKOWITĄ rezygnację z gazu ziemnego.

Tak więc gaz ziemny nie ma miejsca w świetlanej wizji Europy bez emisji dwutlenku węgla. Jednak na drodze do tak świetlanej przyszłości leży kilka przeszkód. O czym niedługo…

grudzień 2019

"Gaz jest skończony" – mówi europejski bankier. Zielone Lobby fetuje. Gaz posłużył do usunięcia węgla, teraz jest im już…

Opublikowany przez Szczesniak.pl Środa, 20 stycznia 2021

5 KOMENTARZE

  1. Panie Andrzeju bardzo ciekawy blog.Pozdrawiam z Winnipegu w Kanadzie.Jacek P.S. w prowincji Manitoba praktycznie cala en.elektr. powstaje w hydroelektrowniach.Cena za 1kWh ok.10 centow.Co mnie zdumiewa najbardziej to niezawodnosc systemu.Tu panuja bardzo dlugie i mrozne zimy.temp.- 30C w styczniu czy lutym to normalka.I wszystko dziala 🙂

  2. ..tylko Polexit i to od razu….na co pis+zjednoczona prawica+konfederacja czekają, a zieloni i inne dziwolągi niech jadą do brukseli i tam niech im wprowadzają „zielony ład”…..gdyby nie ogromne łapówki jakie idą z brukseli do polskiej biurokracji/służb/sprzedajnych polityków już dawno zabawa w tzw UE zakończyłaby się ….proszę prześledzić oświadczenia majątkowe europosłów czy ministrów i wiceministrów w różnych departamentach i zestawić to z doświadczeniem zawodowym jakie posiadają – przecież większość nigdy nie zarobiłaby takich pieniędzy w realnej gospodarce przy tak kiepskim wykształceniu i braku doświadczenia zawodowego …..polityka jest dla ludzi zamożnych ale prawych ,ideowych i posiadających rozum

  3. Widać, że demokracja i wolny rynek też nie mają przyszłości w UE – że mają być zastąpione przez „zaprogramowanie przyszłości”: że ani większość demokratyczna w 2040 czy 2050, ani wolny rynek nie będą mieć nic do powiedzenia, bo całe działanie UE w 2040 czy 2050 roku zostanie zaprogramowane w latach 20-tych, planami od których nie ma odejścia, czyli ci z 2040-go czy 2050-go będą mogli tylko te plany wypełniać, nie będą mogli podejmować własnych decyzji, będą ubezwłasnowolnienymi niewolnikami planów z lat 20-tych. Nie będzie już warstwy rządzącej mającej prawo podjąć decyzje, tylko warstwa urzędnicza wykonująca plany z lat 20-tych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here