Diabelski młyn, czyli drogie pozwolenia emisyjne

0

Gdy w ubiegłym roku pisałem, że „ETS wraca, proszę zapiąć pasy„, wydawane przez Unię pozwolenia na emisję osiągały na giełdach finansowych cenę 13 euro za tonę CO2. To już wtedy był szok, gdyż przez kilka lat ceny tego „pozwolenia” pełzały nisko, na poziomie 5-6 euro. Dzisiaj ceny co2 biją naprawdę rekordy, na londyńskiej giełdzie ICE osiągnęły 15 lipca ponad 29 Euro/tonę. Podobnie było na EEX w Lipsku. To historycznie najwyższe notowanie w dość krótkiej historii tego przedziwnego mechanizmu spekulowania wydawanymi przez urzędników pozwoleniami.

notowania EUA (EU Allowances) na giełdzie EEX


Pamiętam czasy, gdy pod kinami stały „koniki„. To byli kolesie na tyle przedsiębiorczy, żeby kupić (czy raczej „załatwić”) wcześniej bilety na popularny film czy mecz, a potem je drogo sprzedawać, unikając czujnego oka Milicji Obywatelskiej. Zyski z takiej operacji były ogromne. Dzisiaj z tym problemem dystrybucji dóbr rzadkich sobie poradzono (przez rosnące ceny), ale wymyślono też mechanizmy, o których żaden centralny planista w socjalizmie nawet nie mógł marzyć.

Otóż dzisiejszy planista energetyczny decyduje, ile wytwórca energii emituje dwutlenku węgla, który z „gazu życia”, umożliwiającego wegetację roślin, stał się podstawowym wrogiem ludzkości (chciałoby się powiedzieć: „całego postępowego świata”) i zagrożeniem dla naszej planety. Ale dość już pastwienia się… szczegółowo opisałem ten mechanizm tutaj:

ETS wraca, proszę zapiąć pasy

Zamiast realnego popytu i podaży decydować będą „nastroje, apetyty, oczekiwania…”, a mówiąc wprost – napływy i odpływy spekulacyjnych pieniędzy

Read more

Ale co się dzieje? Kryzys jakiś? Jak mawiał śp. Stefan Kisielewski (popularny „Kisiel”), „to nie kryzys, to rezultat”. Otóż to, co się dzieje, jest skutkiem naszej niezrozumiałej, wręcz „porażającej” (słowami klasyka) nieudolności w obronie naszych interesów na forum Unii Europejskiej. Pisałem o tym przy okazji napinania muskułów przez ministra Szyszko („Czy coś utargowaliśmy, czy wyszło jak zwykle?„), ale przede wszystkim przy pamiętnym szczycie w październiku 2014 r. („Szczyt klimatyczny – sukces czy porażka?„), gdy nasz rząd zgodził się na dwa mechanizmy, które dzisiaj uderzają w nas rykoszetem: przyspieszenie tempa obniżania emisji (współczynnik redukcji z 1,74% podniesiono na 2,2%), ale przede ręczne sterowanie przez Brukselę cenami pozwoleń na emisję (tzw. „backloading”). I to pomimo możliwości zablokowania takich rozwiązań, bo szczyt podejmował decyzje na zasadzie jednomyślności (prawo veta ma wtedy każde państwo członkowskie). Nasi politycy nie odważyli się sprzeciwić głównemu nurtowi, twardo bronić interesów kraju, który na tej polityce traci najwięcej ze wszystkich członków Unii.

Zgodzili się reanimować trupa, jakim wtedy był ETS, a teraz ten Frankenstein wykończy polską energetykę węglową, za co zapłaci polski odbiorca. I jedyne co pozostaje naszemu rządowi, w sytuacji gdy nie ma odwagi sprzeciwić się decyzjom niszczącym polską gospodarkę – to wziąć te koszty na siebie, to znaczy… na nas, podatników. Ponoć jak zapłacimy wspólnie wszyscy, to będzie mniej bolało. Zapewniam że to tylko uśmierzenie bólu, ale skutki choroby będą takie same. Brak odwagi kosztuje.

Komisja Europejska zamieniła się więc w takiego kinowego „konika”, który jednak nie sprzedaje drożej biletów, których nie ma w kasie, a zabiera przyznane wcześniej pozwolenia i chowa je… no, właśnie, gdzieś je chowa. Fachowo nazywa się to MSR, czyli mechanizm rezerwowy na rynku uprawnień emisjami, określany jako „set-aside” a wcześniej „backloading„. A pod tymi mądrymi nazwami ukrywa się ręczne sterowanie podażą uprawnień przez specjalny powołany do tego urząd.

Ceny energii, czyli kto zapłaci za klimat

Premier mówi: „nie będzie podwyżek cen energii”. Twardo i jasno, w przyszłym roku wszak wybory… Rząd nie dopuści do znaczących podwyżek kosztów gospodarstw domowych…

Read more

I Komisja tę prerogatywę zaczęła wykonywać, więc na efekty nie trzeba było długo czekać. Mamy pozwolenie na tonę CO2 po 30 Euro, można powiedzieć, że jak kiedyś przed terminem wypełniało się plany pięcioletnie czy budowę stadionów, tak teraz Bruksela już dwa lata wcześniej osiągnęła cel, który planowała na 2021 rok. Ma to ponoć przestawić europejską gospodarkę na „bezemisyjne” tory. Ale czy nasi wielcy brukselscy sternicy i manipulatorzy pozwoleniami (żyjący w świetnej symbiozie ze spekulantami giełdowymi, dla których taka sytuacja to raj, idealne miejsce do ekstra-zysków) zdają sobie sprawę, dokąd te tory prowadzą? Czy przypadkiem nie na ścianę?

O skutkach tej polityki… już jutro.

23 lipca 2019 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here