Energia polityczna, wywiad dla tygodnika Niedziela

4

Pod koniec minionego roku 2018 i na początku roku 2019 Polacy – głównie politycy oraz media – niepokoją się podwyżką cen energii. Toczy się niełatwa i trudna do zrozumienia dla przeciętnego konsumenta energii dyskusja, która niewiele wyjaśnia, niewiele tłumaczy. Czy nie powinniśmy wreszcie przyjąć do wiadomości, że mamy tu do czynienia z pewną nieuchronnością w wymiarze globalnym?

Sprawa jest bardzo zagmatwana i niejednoznaczna. Podwyżki cen energii są powodowane tzw. walką ze zmianami klimatu, w której Unia Europejska jest liderem. Aby ta walka była skuteczniejsza – w mniemaniu unijnych urzędników – niedawno skonstruowano specjalny mechanizm podwyższania kosztów energii, czyli ETS, europejski system handlu emisjami. Najgorsze jest w nim to, że w imię ideologii walki z globalnym ociepleniem, jej kosztami obarcza się zwykłego, prostego człowieka. Przykład Francji – obniżenie podatków dla najbogatszych i opodatkowanie pracujących przez wysokie ceny paliw.

Bo nie ma on nic do powiedzenia?

Niekoniecznie, we Francji wywołało to bunt “żółtych kamizelek”; był to protest przeciwko podwyższaniu kosztów życia właśnie poprzez podatki klimatyczne. W Polsce od 1 stycznia dopłacamy 8 groszy do tzw. elektromobilności, czyli bardzo drogich samochodów elektrycznych. Janosik na odwrót, państwo zabiera biednym, żeby dać bogatym.

Uważa Pan, że upowszechnienie elektromobilności nie przyczyni się do złagodzenia niekorzystnych zmian klimatu?

W Polsce problem polega na tym, że państwo dopłaca do niezwykle drogich elektrycznych samochodów w ramach ulg podatkowych dla ich producentów (zagranicznych zresztą), na co składają się wszyscy polscy kierowcy oraz wszyscy użytkownicy komunikacji publicznej. I wcale nie przyczynia się to do naprawy klimatu całej planety.

Ale jednak w przyszłości może eliminować szkodliwe spaliny…

Eliminowanie smogu ma niewiele wspólnego z poprawą klimatu. Na temat globalnych i kosmicznych mechanizmów zmian klimatu na Ziemi trwają zasadnicze spory naukowe. Natomiast na tym wątpliwym fundamencie stworzono globalny – i niepodlegający dyskusji – mechanizm ekonomiczny, uniemożliwiający rozwój biedniejszym krajom, takim jak Polska. Dlatego obowiązuje dogmat: w Europie energia ma być droga. A to w sposób szczególnie dotkliwy dotyka Polski.

Dlaczego?

Polacy mają co najmniej trzy razy chudszy portfel niż inni Europejczycy. Dlatego zużywamy znacznie mniej energii niż Niemcy, czy Francuzi i każda podwyżka cen energii jest dla nas dużo bardziej dotkliwa. Stąd dzisiejsze dramatyczne próby rządu, aby w jakiś sposób uwolnić zwykłych odbiorców od podwyżek.

Skąd to założenie, że w Europie energia ma być droga?

Jeszcze kilkanaście lat temu w dokumentach UE widniał zapis, że energia ma być powszechnie dostępna, to znaczy tania, że każdego powinno być stać na korzystanie z jej dobrodziejstw. Zapis ów zniknął, gdyż UE postanowiła być liderem ruchu globalnego na rzecz ratowania klimatu.

Bo akurat zagrożenie ze strony ocieplającego się klimatu zaczęło narastać?

Bo w tej “walce o klimat” bogaci Europejczycy dostrzegli możliwość pomnażania swego bogactwa; rozwinięte europejskie gospodarki czerpią z niej ogromne korzyści, gdyż preferuje ona promujący nowoczesne technologie. A na krajach biedniejszych wymusza się ich zakup za ogromne pieniądze, właśnie w imię pięknych haseł o poprawianiu klimatu.

A celem podstawowym jest po prostu dalszy rozwój bogatych gospodarek?

Oczywiście. Obecnie ponad 90 proc. wszystkich wydatków klimatycznych jest przeznaczane na energię odnawialną.

To źle?

Dla europejskich centrów przemysłowo-technologicznego jest to polityka bardzo korzystna. Natomiast dla takich regionów jak nasz jest zabójcza, ponieważ niszczy nasz polski skarb narodowy, jakim jest węgiel. Ponieważ zmusza nas do kupowania tych piekielnie drogich urządzeń energetycznych, w dodatku wytwarzających energię dużo niższej jakości.

Dlaczego?

Dlatego, że nie mamy pewności jej ciągłych dostaw, nie możemy jej regulować stosownie do zapotrzebowania. Jest to energia nieprzewidywalna i niesterowalna, dotyczy to zwłaszcza tak usilnie Polsce zalecanej energii wiatrowej.

Dlaczego w sąsiednich Niemczech produkcja energii wiatrowej zdaje egzamin?

Zdaje? 40% energii elektrycznej z wiatru i słońca i oznacza dużo wyższe ceny dla odbiorców, a jej okresowy nadmiar obciążał polską sieć przesyłową, uniemożliwiał naszym elektrowniom normalną pracę… Generalnie biorąc, polska gospodarka ponosi poważne straty z powodu europejskiej polityki klimatycznej skrojonej na miarę i na zamówienie wysokorozwiniętych europejskich gospodarek. Po pierwsze z powodu blokowania wydobycia węgla, naszego największego i najtańszego źródła energii, a po drugie z powodu zmuszania nas do zakupu drogich urządzeń energetycznych, dla których Polska staje się po prostu intratnym rynkiem zbytu.

Mówi Pan rzeczy bardzo niepoprawne politycznie nawet w Polsce starającej się dziś jakoś bronić swego podstawowego i taniego źródła energii, jakim jest węgiel…

Przez poprawność polityczną w Polsce jest to temat dramatycznie zafałszowany, mamy do czynienia z bardzo natarczywą propagandą tzw. polityki klimatycznej zagłuszającą nasze polskie racje w imię interesów bogatych gospodarek. A polskie rządy bardzo niemrawo bronią swojego podstawowego źródła energii – Polska jeszcze 20 lat temu wydobywała średnio 120 mln. ton węgla, dzisiaj wydobywa dwa razy mniej.

Ale za to kupujemy węgiel w Rosji.

Jak się zamyka własne kopalnie, to cóż… W ostatnich latach decyzją Komisji Europejskiej Polska zamknęła 5 kopalń. To najlepiej pokazuje tę “obronę węgla”. Polityka klimatyczna Unii zmusza Polskę do likwidacji podstawy rozwoju przemysłu – taniej energii z węgla. Mając 85 proc. europejskich zasobów węgla kamiennego, będąc węglowym “Kuwejtem Unii”, bardzo słabo walczymy o możliwość wykorzystania tego bogactwa dla dobra naszej gospodarki.

Obecnie przynajmniej głośno deklarują tę walkę…

I chyba na deklaracjach wszystko się kończy. Spośród 10 największych światowych producentów węgla – Polska kiedyś zaliczała się do tej dziesiątki – tylko Polska w ostatnich latach zmniejszyła wydobycie, i to o połowę. Cały świat – dwukrotnie zwiększył, , czasem bardzo znacznie, jak w Chinach. Dlatego uważam, że Polska jednak nadal za mało dba o przyszłość swej gospodarki, brakuje długofalowego myślenia, co najlepiej widać na przykładzie węgla brunatnego, którego wydobycie wymaga podejmowania odpowiednich decyzji w kilkuletnim wyprzedzeniem. Niestety, każda kolejna ekipa rządząca odpycha w bliżej nieokreśloną przyszłość wszelkie decyzje o budowie nowej kopalni… A węgla brunatnego mamy przecież na tyle dużo, że sam Bełchatów mógłby na długie lata dostarczyć energii dla centralnej Polski.

Na COP 24 w Katowicach wyraźnie mówiono, że to właśnie kopalnie węgla brunatnego powinny być zamykane szybciej niż inne.

Te globalne spędy klimatyczne na szczęście nie mają jeszcze władzy, więc mogą mówić co chcą. A politycy mają dbać o nasze interesy, szkoda, że nie mamy odwagi, by się temu zdecydowanie przeciwstawić.

Jak!?

Potrzebna jest odważna decyzja polityczna niczego nie owijająca w bawełnę. Bo tu naprawdę chodzi o nasze “być albo nie być”. Trzeba naprawdę wielkiej politycznej determinacji, aby rzucić wyzwanie wielkiemu europejskiemu lobby przemysłowo-klimatycznemu. A tej brakuje, bo jak widać polski sektor węglowy po prostu kurczy się w oczach. Nie wystarczy sama narracja, że będziemy bronić kopalń jak niepodległości, skoro nie znajduje ona pokrycia w faktach. Zamykamy kopalnie na Śląsku a w lubelskim zagłębiu węglowym nie wydaje się pozwoleń na eksploatację nowych złóż. Polska administracja wprost panicznie boi się agresji tzw. ekolog ów, a przede wszystkim zbyt łatwo, moim zdaniem, ulega naciskom europejskiego lobby klimatycznego. Węgiel długo jeszcze powinien pozostać w Polsce podstawowym, wręcz dominującym źródłem energii.

W Polsce znów zaczyna się mówić o energetyce jądrowej. To dobra alternatywa dla węgla?

Właśnie mija 10 lat od podjęcia przez rząd politycznej decyzji o budowie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Miała być już dziś gotowa, ale teraz słyszymy, że owszem, nie rezygnujemy, że pierwsza elektrownia jądrowa będzie w roku 2031… Jednak jej szanse są niewielkie, dziś w UE energetyka jądrowa jest niszczona przez lobby klimatyczne, które pokazuje, że wcale nie o klimat tutaj chodzi, a o interesy. Niemcy i Francuzi zapowiadają zamykanie swoich elektrowni, nie tylko pod wpływem tzw. ekologów, ale głównie na skutek silnego nacisku lobby energii odnawialnej. Dlatego uważam, że w Polsce elektrownia jądrowa nie powstanie… Także dlatego, że są to ogromne koszty, a nie mamy w Polsce wystarczająco silnego podmiotu, który mógłby unieść tren ciężar.

Trzeba by więc szukać odpowiedniego inwestora zagranicznego?

Sprawa nie jest taka oczywista. Energetyką jądrową rozwijają dziś przede wszystkim kraje azjatyckie i Rosja. Nie po drodze nam z Rosją – choć Viktor Orban na Węgrzech robi z Rosatomem dobry interes, Czesi też chętnie by współpracowali z Rosją, ale poprawność polityczna nie pozwala. Na jądrową inwestycje z Chin też się nikt w Polsce nie odważy, może z Koreą Południową…

Skoro nie sposób dzisiaj nawet marzyć o niezależności i samodzielności energetycznej – sen o gazie z polskich skał łupkowych był krótki – to pozostaje „trwanie przy węglu” za wszelką cenę i dywersyfikowanie źródeł zaopatrzenia w gaz i ropę, aby zmniejszyć zależność od dostaw rosyjskich. I jednak przyzwyczajać się do wzrostu cen energii elektrycznej i cieplnej?

No niestety, nawet tani węgiel,Unia potrafi uczynić drogim w imię walki o klimat. Natomiast uniezależnianie się od rosyjskiego gazu i ropy naftowej oznacza wysokie koszty tych surowców z odleglejszych źródeł. Cena gazu importowanego z Ameryki była w ub. roku o 50 proc. wyższa od cen europejskich. Nikt w Europie nie chce płacić takiej ceny, a my jak widać chcemy, przede wszystkim z powodów politycznych.

Chcemy po to, by się asekurować w razie zakręcenia kurków przez Rosję właśnie z powodów politycznych.

Uważam, że to strachy na Lachy. “Zakręcanie kurka” to mit, wobec Polski nie było takiego przypadku. W 2014 roku Ukraina przez ponad pół roku nie płaciła za gaz, a w 2009 r. to Ukraina pierwsza zamknęła tranzyt gazu… Polska jest chroniona parasolem Unii Europejskiej i możemy nadal śmiało kupować rosyjski gaz, bo jest tańszy.

Czy Nord Stream 1, a zwłaszcza Nord Stream 2 nie zmienia tej sytuacji?

Musimy pamiętać, że gazociągi Nord Stream powstały dlatego, że Polska nie zgodziła się na poprowadzenie gazociągu przez swoje terytorium; już w 2001 roku odrzuciliśmy tzw. pieremyczkę (Jamał 2), a w 2013 roku zrezygnowaliśmy – moim zdaniem, dość nierozsądnie – z propozycji przeprowadzenia przez Polskę drugiej nitki Jamał -Europa… Moim zdaniem, największe znaczenie mają tu okoliczności polityczne, zwłaszcza kooperacja Polski z Ameryką. Kraje zachodnie w sprawach importu gazu nie kierują się polityką tylko ekonomią. Nie boją się zakręcenia rosyjskich kurków.

Może to jednak niezbyt roztropne…?

To czysty rozsądek biznesowy. Wielki przyjaciel Polski Victor Orban bardzo cieszy się i z amerykańskiego, i z katarskiego gazu LNG, i z gazu rosyjskiego. Odbiorcy cieszą się z konkurencji dostawców i – jak mówi – będzie możliwość wybrania tego najtańszego. Nawet nie wspomina o jakichkolwiek racjach politycznych.

Wywiad dla tygodnika Niedziela, styczeń 2019

4 KOMENTARZE

  1. “Właśnie mija 10 lat od podjęcia przez rząd politycznej decyzji o budowie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.”
    .
    Drugiej 😉

Pozostaw odpowiedź Dziadek Leon Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here