Jak pisałem wcześniej, Kaliningrad zamienia się w energetyczną warownię. Z naszej strony zachodzi podobny proces.

Państwa bałtyckie już 15 lat temu weszły w ścisły skład Zachodu (zarówno w Unii Europejskiej jak i NATO), a do tej pory znajdują się w rosyjskim systemie elektroenergetycznym IPS/UPS. Są częścią pierścienia przesyłowego, który obejmuje region od Sankt Petersburga przez państwa bałtyckie, Białoruś aż do Smoleńska. Niedawno Bruksela zdecydowała o wprowadzeniu tego regionu w system unijny – pierwszy etap to dołączenie obszaru synchronicznego systemu UCTE, stosowanego przez państwa Europy Zachodniej i Środkowej. Synchronizację poprzedzi desynchronizacja sieci bałtyckich z sieciami rosyjskimi (także obwodu kaliningradzkiego).

Jednak w jego realizacji główny problem to koszty, tak inwestycji, jak i później – energii. Litwa opłaciła już te przejście na zachodnią stronę szokiem cenowym. Nastąpił on po zamknięciu elektrowni jądrowej Ignalina, gdy dramatycznie zdrożała energia. Znacznie zwiększył się wtedy import surowców energetycznych, dzisiaj 72 procent energii pochodzi z importu, co oznacza wyższe ceny dla odbiorców, tak przemysłowych jak i gospodarstw domowych. Drugim ruchem było przyłączenie się do globalnego rynku LNG, z którego tak dumni są nasi politycy, ale przeciwko czemu ostro protestowała litewska Achema, jedyna wielka firma chemiczna. „Gazowa niepodległość” to brzmi dumnie, ale rachunki za to musi płacić przemysł.

Ciężar tej konwersji spoczywa także na Polsce, to my mielibyśmy zastąpić system rosyjski jako gwaranta bezpieczeństwa elektroenergetycznego regionu bałtyckiego. Przekierowanie systemu wymaga 300 MW nowych mocy wytwórczych. To niesie ze sobą koszty, które szacuje się na 6,5 miliarda złotych, a zyski gospodarcze z całego tego procesu są zerowe, przyniosą tylko kolejne koszty w postaci wyższych cen energii. Więc Litwa ogląda się na Polskę, ale przestała już napierać na budowę LitPolLink 2, gdyż z naszej strony nie było zainteresowania w pełnieniu roli gwaranta bezpieczeństwa i stabilności litewskiego systemu, gdy w zamian otrzymywaliśmy jedynie niestabilne i spekulacyjne przepływy.

Projekt przestawienia krajów bałtyckich na zachodni system to czysta polityka, dlatego ciągnie się już ponad 10 lat. Żadnych korzyści, same kłopoty. Przewiduje się odcięcie od dostaw rosyjskich, co widać na poniższej mapie. Przypomina to budowę muru berlińskiego, tym razem energetycznego od strony Rosji, która jest energetycznym supermocarstwem, a jego zasoby energii elektrycznej i koszy jej generacji porównywać można jedynie z amerykańskimi, co widać po cenach.


Jak ma wyglądać odłączenie systemu bałtyckiego od Rosji (źródło: Ośrodek Studiów Wschodnich, www.osw.waw.pl)

Jeśli na dodatek państwa bałtyckie ugną się pod naciskiem Brukseli i wprowadzą nowe moce w postaci OZE, to można śmiało powiedzieć, że koszty energii dla ludności skoczą tak w górę, że ostatni zgasi tam światło. Region ten bowiem błyskawicznie się wyludnia. Trend demograficzny w krajach bałtyckich jest dramatyczny – przez 30 lat ich ludność zmniejszyła się o 1/4, szczególnie Łotwa, która zmniejszyła swoją populację o 27 procent, a Litwa o 24%.

Dlatego też Rosjanie postrzegają to jako jeszcze jeden wrogi krok, odcinający ich od Europy. Stąd pełne przestawienie Kaliningradu na formułę odciętej od matecznika fortecy energetycznej. Nic nie wyszło bowiem z upadłego już projektu zbudowania dwóch potężnych bloków jądrowych w Kaliningradzie, które już teraz miały zasilać także Unię. Do tego trzeba było współpracy, a czasy jakie są, każdy widzi. Europa, a szczególnie Polska, odmówiły zakupu energii z takiego źródła, więc Kaliningrad przechodzi na “tryb izolowany” – od kilku lat intensywnie rozbudowywanie są moce wytwórcze, zmieniane połączenia elektroenergetyczne.

Po obu stronach w maju i czerwcu będzie testowana praca systemów elektroenergetycznych po rozdzieleniu. „A mury rosną, rosną, rosną…” – jak śpiewał Jacek Kaczmarski, legendarny bard mojego pokolenia.

22 lutego 2019

Gazowa forteca w Kaliningradzie

Dostawy gazu rurociągami są tańsze i jedynie one są racjonalne ekonomicznie. Różnica cen między LNG i ceną gazu w Kaliningradzie wynosi 28 gr/m3 (26 zł/MWh), więc zastąpienie gazu rurociągowego przez LNG kosztowałoby dodatkowo ponad 1,5 miliarda złotych rocznie. U nas się tego nie dostrzega, opowiadając bajki o “niższych cenach” gazu importowanego jako LNG.

Read more

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here