W poprzednim artykule pokazałem wydarzenia ostatnich dni, gdy premier Andrej Babiš musiał sobie poradzić z presją Waszyngtonu, w prawach energetycznych, wojskowych i technologicznych. Jednak to nie pierwsza próba wywarcia takiego nacisku, który pod szczytnymi hasłami miałby przynieść korzyści amerykańskiemu przemysłowi. Wcześniej to też miało miejsce.

Amerykanie są bowiem do lat mocno zainteresowani naszym regionem pod kątem energetyki jądrowej. Jest bowiem z kim walczyć. Rosja jest potęgą nie tylko w ropie i gazie, ale także w energii jądrowej. Nie dość, że zwiększa krajowe moce nuklearne, to na dodatek Rosatom buduje obecnie 37 procent powstających nowych bloków na świecie (2017 r). Niedaleko od polskich granic, w Ostrowcu na Białorusi, jest właśnie włączana do systemu nowa elektrownia Rosatomu.

W Unii Europejskiej udział w sektorze atomowym jest pozostałością po czasach ZSRR, gdy budowano elektrownie jądrowe także w krajach socjalistycznych. Pięć krajów Unii (Bułgaria, Czechy, Finlandia, Węgry i Słowacja) ma 18 reaktorów WWER, które dostarczają łącznie 52% elektryczności tych krajów. Na dodatek cztery elektrownie na Ukrainie z 15 blokami.

Celem amerykańskiej dyplomacji jest doprowadzenie z jednej strony do rezygnacji z zakupów rosyjskiego paliwa nuklearnego przez środkowo-europejskich odbiorców, z drugiej – budowa nowych, amerykańskich bloków nuklearnych. Zerwanie współpracy czy przejście na zachodnie technologie byłyby strategicznym sukcesem w osłabianiu związków państw regionu z Rosją.

Westinghouse (firma z siedzibą w Pensylwanii, przed bankructwem własność japońskiej Toshiby, obecnie zarządzana przez fundusz powierniczy) został na początku wieku delegowany do ekspansji w tym regionie i mocno wsparty dyplomatycznie i finansowo z amerykańskiego rządowego Ex-Im Banku.

Rozpoczął produkcję paliwa do rosyjskich reaktorów jądrowych, jednak były z nim poważne kłopoty, pręty zachowywały się nieprzewidywanie, zarówno w Czechach, jak i na Ukrainie. Czesi zrezygnowali z ich używania, wracając w trybie awaryjnym do rosyjskiego dostawcy, a Ukraina, mimo podobnych złych doświadczeń wcześniej, w 2014 r. powróciła do wymiany prętów w swoich elektrowniach na amerykańskie, pomimo ich wyższej ceny. Z technicznego punktu widzenia jest to przedsięwzięcie ryzykowne i budzi spore obawy, na ile inny dostawca może dopasować technologie prętów paliwowych do wymogów reaktorów jądrowych konkurencji, i to w tak newralgicznym punkcie jak paliwo jądrowe. W uzasadnieniu tych kroków pojawia się jednak słowo-klucz „dywersyfikacja”, co oznacza, że polityka, czy raczej geopolityka decyduje o wszystkim.

W 2012 r. w Pradze Hillary Clinton intensywnie zabiegała o interesy Westinghouse, przekonując premiera Petra Nečasa do wartości bezpieczeństwa energetycznego i że tak ważna sprawa jak energia nie może zależeć od Władymira Putina. W czasie konferencji prasowej 3 grudnia mówiła: „Nie wstydzimy się naciskać w sprawie Westinghouse przy rozbudowie Temelina, bo wierzymy, że przestawia on najlepszą ofertę pod względem technologii bezpieczeństwa. Więc jasno wyrażamy swoje nadzieje, że ofercie Westinghouse poświęci się najwyższą uwagę”. Danny Roderick, szef Westinghouse, był pełen podziwu dla tych działań: „Byłem dumny że walczy razem ze mną”. W oczach amerykańskich dyplomatów układ był obopólnie korzystny: w USA powstałoby 9 tysięcy miejsc pracy, a Czechy zmniejszyłyby swoją zależność od Rosji. Podział korzyści i obowiązków sojuszniczych bardzo charakterystyczny i wiele mówiący o relacjach między sojusznikami.

Jednak Czesi nie dawali się przekonać, premier Petr Nečas trochę później w Moskwie deklarował, że Rosja jest strategicznym partnerem Czech nie tylko politycznie, ale także w gospodarce i sprawach bezpieczeństwa”. Wkrótce afera korupcyjna zmiotła go ze stanowiska, nie pozwalając dokończyć tego największego w historii Czech przetargu, wartego 10 miliardów euro. I choć oferta rosyjska była bardzo atrakcyjna (np. 2/3 prac miały wykonać czeskie przedsiębiorstwa), przetarg na budowę nowych bloków zakończono bez rozstrzygnięcia.

Były czeski premier Jiri Paroubek opowiada, jak intensywnie „w latach 90-tych amerykańscy dyplomaci naciskali na współpracę z Westinghouse, który miał podnieść standardy do zachodnich wymogów. Jednak stało się coś przeciwnego – paliwo jądrowe, dostarczone przez nich było tak fatalnej jakości, że spowodowało przerwy w pracy Temelina, a jeszcze na dodatek – było droższe”. Nie miał też złudzeń, w jaki sposób się to odbędzie: „Myślę, że Westinghouse chce zdobyć kontrakty na co najmniej połowę rynku przez polityczną presję”.

Na skutek politycznych nacisków, poprzednia próba rozszerzenia produkcji energii nuklearnej w Czechach nie powiodła się. Dzisiaj sytuacja się powtarza, choć grają w tym sequelu inni już aktorzy. Zobaczymy jak się skończy.

Przeczytaj część pierwszą:

Czeska czarna polewka

Czesi wiedzą, że bycie pionkiem w rozgrywkach mocarstw nie opłaca się, także i teraz ostrożnie podchodzą do wejścia w taką rolę.

Read more

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here