Unia jako pole gry i amerykańscy sojusznicy

część druga opracowania

Amerykańska gra energetyczna o Europę

Przeczytaj część pierwszą...

Głównym polem oddziaływania Waszyngtonu na sprawy energetyczne Europy jest Unia Europejska. Ambasador Geoffrey Pyatt, który był akuszerem kijowskiego Euro Majdanu, a dzisiaj jest ambasadorem w Grecji, określa to precyzyjnie: „celem USA jest mocna i odporna sieć europejska, a Unia Europejska jest kluczowym partnerem we wprowadzaniu dywersyfikacji.” Pyatt nie mógł się też nachwalić Komisji Europejskiej - „Mamy bardzo, bardzo mocne wspólne interesy z Unią, mam osobiście wielki szacunek dla komisarza Šefčoviča.” Amerykanie wkładają w tę współpracę swoje strategiczne koncepcje, polityczne wsparcie i eksport technologii, a Unia zapisuje w dyrektywach i finansuje te projekty.

Amerykanie dążą do przekazania krajowych kompetencji energetycznych do Brukseli. Sytuacja gdy państwa członkowskie decydują o stosunkach z Rosją, nie zadowala Waszyngtonu. Jak pisze wieloletni ambasador amerykański w Europie Keith Smith „zbyt długo europejska polityka energetyczna była ustalana przez panów Putina, Schroedera, Chiraca i Berlusconiego na prywatnych spotkaniach”. Określał to jako „politycznie ustawiane interesy”. By ten mechanizm osłabić, właśnie potrzebna jest większa rola Brukseli, a może i całkowite przejęcie spraw energetycznych, choćby na początek zagranicznych. Ambasador Smith wie co mówi, gdy pisze, że

„wysiłki USA, by powstrzymać rosyjskie interesy z poszczególnymi państwami, nie przyniosą żadnych rezultatów bez Komisji Europejskiej. Angela Merkel, Nicolas Sarkozy czy Silvio Berlusconi nie reagują pozytywnie na starania USA o większe bezpieczeństwo energetyczne wschodniej Europy”

.
Amerykanie przykładają się więc do tego, by Europa w sprawach energetycznych wobec Rosji mówiła „jednym głosem”. Polska (tak rządy PO jak i PiS) idzie w awangardzie amerykańskich pomysłów, żądając nawet wykreowania jednego podmiotu importującego gaz, co stworzyłoby monopol kupujących (monopson), wymuszający na sprzedawcy lepsze warunki. Postulat został odrzucony, jednak przenoszenie władzy do Brukseli powoli postępuje, a niedawno, także dzięki polskim staraniom, otrzymała ona prawo do kontrolowania zawierania umów międzyrządowych. I to pomimo głoszonej przez polityków PiS-u „suwerenności energetycznej” Polski.

O możliwość takiej kontroli Amerykanie starali się już od lat. Ambasador Smith uważa, że „ostatnie kontrakty [Rosji] są bardzo nietransparentne, z Węgrami, Słowacją, Bułgarią czy Serbią, naprawdę niszczą europejską politykę, uniemożliwiają znalezienie alternatywnych dostaw”. Gdy proces decyzyjny jest skomplikowany, zawsze można przeciwdziałać kontaktom dwustronnym, w innym wypadku można się jedynie żalić, że „szybkość i spryt rosyjskich strategów utrudniły, a nawet uniemożliwiły Ameryce zmobilizowanie wystarczającej europejskiej opozycji do manewrów Moskwy” (Keith Smith).

Siła wpływu Waszyngtonu na wewnętrzne decyzje Unii zwiększyła się, gdy w 2004 r. przyjęto państwa byłego bloku radzieckiego. Amerykanie dzięki nim mogli liczyć na zbudowanie wspierającej ich koalicji w Brukseli (tak w Unii jak i NATO). Na szachownicy gry interesów, jakim jest Unia, pojawiły się nowe pionki, które bardzo mocno wspierały amerykańskie antyrosyjskie strategie.

Amerykanie odwdzięczali się swoim środkowo-europejskim sojusznikom staraniami, by fundusze na infrastrukturę energetyczną nie były rozdzielane wśród wszystkich członków, ale żeby głównie kierowano je do „nowej Europy” na projekty dywersyfikacyjne. Oceniając koszty przebudowy infrastruktury europejskiej na 200 miliardów euro, Komisja stworzyła fundusze pomocnicze („Connecting Europe Facility” czy „European Fund for Strategic Investors”), które finansują nowe projekty. USA bowiem nie wykłada pieniędzy na przedsięwzięcia nie przynoszące dochodów, te obowiązki są po stronie sojuszników. Amerykanie skupiają się na stworzeniu takich warunków, by ich przedsiębiorstwa mogły wejść w zyskowne przedsięwzięcia.

Gdy ambasador Smith usłyszał w Brukseli, że członkowie Unii, którzy płacą do unijnego budżetu też powinni otrzymywać wsparcie projektów energetycznych, zakrzyknął: „i to ma być europejska solidarność!”. Dzisiaj Komisja znacznie bardziej uwzględnia strategię USA wobec Środkowej Europy, większość środków lokuje właśnie w naszym regionie.

Europo, twórz rynki, ale pamiętaj o polityce

Cele amerykańskiej dyplomacji energetycznej to także otwieranie dostępu dla kapitału i koncernów. Jak doskonale ujął to republikański kandydat na prezydenta Mitt Romney w swoim haśle wyborczym – trzeba „budować rynki, które pracują dla Ameryki”. To ten polityk, który wiele lat wcześniej powiedział, że „Rosja to nasz wróg numer jeden”.

Te dwa strategiczne cele umiejętnie łączy Departament Stanu, przekonujący sojuszników, że to nie ekonomia jest priorytetem, ale strategiczne podziały na sojuszników i wrogów. Sekretarz Stanu Hilary Clinton mówiła: „To nie jest po prostu sprawa konkurencji w gospodarce, to również sprawa narodowego, a również międzynarodowego – bezpieczeństwa”. To jest fundament i rzeczywiście tam gdzie pojawia się bezpieczeństwo energetyczne, ekonomia musi zamilknąć. Nie bez powodu mówi się, że „bezpieczeństwo musi kosztować”.

Aby osiągać cele, trzeba przede wszystkim ustawić reguły gry. To element niezauważany, gdyż na co dzień go nie widać, jednak obowiązujące zasady sprzyjają sukcesowi jednych, a skazują na porażkę innych. Mówił o nich kiedyś prezydent Obama, oceniając narastającą konkurencję między Ameryką a Chinami:

„Jeśli to nie my ustalimy reguły gry dla tego regionu, zrobią to Chińczycy. Wypchną nas – amerykański przemysł i amerykańskie rolnictwo. To będzie strata miejsc pracy dla USA”.

.
Toteż Waszyngton pracuje nad przekształceniem europejskiego sektora energii w jeden wielki rynek energetyczny. Takie rozwiązanie służy jego interesom, likwiduje monopole naturalne, którymi były jeszcze do niedawna sektory energetyczne państw członkowskich, traktujące energię jako dobro publiczne, co uniemożliwiało wejście nowych graczy. Nowy model umożliwia przejmowanie rynków przez międzynarodowe koncerny i inwestorów. Dlatego amerykański sekretarz ds. energii Ernest Moniz deklaruje: „będziemy razem z Unią pracować nad zmianami rynku energetycznego. A funkcjonujące rynki są elementem bezpieczeństwa energetycznego”.

Aby otworzyć wejście nowym graczom liberalizacja rynku przewiduje tzw. „unbundling” czyli rozdzielania firm energetycznych, pozbawiające je sieci dystrybucyjnych. Liderami w tej materii są kraje środkowej Europy. Także one lobbowały jak najostrzejsze rozwiązania w tej sprawie w czasie uchwalania dyrektywy, a później je wprowadziły w życie, co w krajach bałtyckich doprowadziło do wyrzucenia z rynku firm rosyjskich. Rurociągi bowiem mają być powszechnie dostępne, jednak nie na tyle, by skorzystali z tego Rosjanie. Zastosowano więc tzw. „klauzulę Gazpromowską” (art 11 Trzeciego Pakietu Energetycznego z 2009 r.), dotyczący zezwoleń dla inwestycji krajów trzecich w infrastrukturę przesyłową. Bardzo skomplikowana, uzależniona od wielu czynników procedura, którą z wielu powodów można zakończyć odmową. To paraliżuje inwestorów, a każda decyzja staje się polityczna, gdyż kontrolę sprawuje Bruksela, gdzie toczy się ogólnoeuropejska i transatlantycka gra interesów, wpływów, nacisków, także medialnych.

Stanowisko Europy, o którym mówi się że jest „oparte na zasadach”, jest jednak na tyle elastyczne, że można powiedzieć - stosowane są podwójne standardy. Projekty energetyczne są albo promowane albo zatapiane przez Brukselę, w zależności od ich znaczenia dla amerykańskiej strategii (oprócz innych czynników, jak znaczenie dla biznesu wielkich graczy unijnych). Tam, gdzie się chce umożliwić przeprowadzenie inwestycji, z europejskich obowiązków się rezygnuje, choćby szereg gazoportów, które decyzją Komisji zostały wyjęte z kosztownych reguł. Promowany przez Departament Stanu rurociąg TAP z Turcji do Włoch otrzymał bez dyskusji zgodę na 100-procentowe wykorzystanie mocy przesyłowych i nikt się na ten temat nawet nie zająknął. Za to połowa mocy niemieckiego rurociągu OPAL została na 22 lata zablokowana, co nie pozwalało w pełni wykorzystać Nord Stream. Gdy Niemcom udało się uzyskać zgodę na zwiększenie przesyłu do 90% mocy, Polska natychmiast złożyła skargę i sądy europejskie uniemożliwiły zwiększone wykorzystanie rurociągu.

Strategicznym celem tych działań jest doprowadzenie Rosji do stanu „odpowiedzialnego” gracza na rynku energetycznym, co jest oczywiście dyplomatycznym eufemizmem, ale co bardzo jasno wyraził Amos Hochstein, specjalny wysłannik ds. energetycznych, żądając: „Rosja ma grać według naszych reguł”.

eu-energy-summit-bbratislawa-hochstein.jpg
Amos Hochstein na szczycie ministrów EU ds. energii w Bratysławie

Waszyngton zachęca także do budowy interkonektorów łączących rynki krajowe, co oznacza zniesienie granic między państwami członkowskimi w gazie i eletryczności, a także przejęcie kontroli przez instytucje europejskie. Wówczas państwa tracą wpływ ma kluczowy sektor gospodarki, nic dziwnego więc, że niechętnie patrzą na takie zmiany. Szczególnie że muszą same dokonać kosztownych nakładów na rurociągi i magazyny, z których korzystać będą zagraniczni operatorzy, niszczący ich krajowe przedsiębiorstwa. Już od 10 lat Amerykanie podnoszą pomysł Korytarza Północ – Południe, i choć nie jest to żaden „korytarz”, nie łączy bowiem źródeł gazu z odbiorcami, a jedynie łączy małe rynki krajów środkowej Europy w jeden większy, otwiera go dla nowych graczy i ubezpiecza na wypadek kryzysów.

Po sukcesie wprowadzenia rynku energetycznego w Europie Zachodniej, Waszyngton skierował wysiłki na wschód Unii, gdzie trzeba było mocniej wprowadzić zasady otwartego dostępu i wybudować infrastrukturę dla amerykańskiego gazu. Skoncentrowano się na promocji pływających terminali regazyfikacyjnych, które postawiła już Litwa, a Chorwacja „zobowiązała się” (jak przypomina Amos Hochstein) wybudować go na wyspie Krk. Przebiega to wyjątkowo opornie ze względu na bardzo kosztowne inwestycje w infrastrukturę i gdzie dodatkowo dużo tańszy rosyjski gaz skazuje te projekty na nierentowność. Dlatego dwie sztandarowe inwestycje – Świnoujście i Kłajpeda - zostały wykonane przez państwo z dużym dofinansowaniem z Brukseli.

Sztandarowy program Brukseli - „Unia Energetyczna” - spełnia cele polityki energetycznej USA wobec Europy. Nic dziwnego - tworzono ją przy pomocy Departamentu Stanu, którego przedstawicielka - Robin Dunnigan - na konferencji, gdzie po raz pierwszy publicznie przedstawiano projekt, jasno przedstawiała, co jest priorytetem amerykańskiej polityki kierowanym do europejskich sojuszników:

„gdy patrzymy na istotę Unii Energetycznej, widzimy dywersyfikację rodzajów, źródeł - dostawców, tras dostaw, innowacyjną efektywność energetyczną, spójność i integrację infrastruktury ale także polityki. To jest sedno bezpieczeństwa energetycznego, jego istota. Dywersyfikacja jest absolutnie podstawowa. I nie oznacza to tylko rurociągów naftowych i gazowych. Oznacza także rynki energii elektrycznej, oznacza skuteczne wprowadzenie energii odnawialnej do sieci. Oznacza spójność polityk energetycznych. Dlatego tak mocno wspieramy strategię Unii Energetycznej”.

robin-dunnigan-baltic_energy_forum.jpg

Robin Dunnigan na Baltic Energy Forum (Vilnius), Dec 06, 2016, State Dept Image

Amerykanie zachęcali także EU do wymuszenia na Rosji ratyfikacji Karty Energetycznej, by móc tranzytem przez Rosję przesyłać kaspijski gaz. Nakłaniali także do wykorzystania przepisów antymonopolowych. Amerykanie byli bowiem oburzeni - to wobec Microsoftu można było zastosować 82 artykuł Traktatu, a wobec Gazpromu czy Transnieftu – nie? Stąd i ciągnące się latami postępowanie Komisji przeciwko Gazpromowi.

USA traktują wolny handel jako jednokierunkową relację, żądając otwierania rynków dla swoich firm i produktów, wykonania niezbędnych, acz kosztownych, inwestycji. Ze swej jednak strony kluczowe zasoby, jak gaz ziemny, trzymają pod kontrolą jako towar strategiczny. Jasno deklarują, że mogą je udostępnić, ale tylko wtedy, gdy służy to interesom USA, jedynie gdy będą mieli wystarczające ilości dla siebie, a sprzedadzą tylko sojusznikom. Jednak i ci muszą o to poprosić.

Nowa Europa bardzo transatlantycka

Waszyngton oprócz działania przez Brukselę, szczególnie Komisję Europejską, swoje cele osiąga także poprzez sojuszników. Są to głównie kraje wschodniej Europy, ale także Szwecja i Wielka Brytania, podejmujące się realizacji dwóch strategicznych wektorów: tworzenia europejskiego rynku energii, a jednocześnie blokowania dostępu Rosji. Obiektem wspólnego nacisku są kraje zachodniej kontynentalnej Unii – Niemcy, Francja, Włochy czy Austria, które zwykle są przeciwnikami amerykańskich pomysłów.

Wielkim sojusznikiem USA są kraje bałtyckie, które już od lat 90-tych ściśle współpracują z Waszyngtonem, kierującym i koordynującym ich działania wobec Rosji. Na Litwie umieszczono NATO-wską instytucję zajmującą się energią – Centrum Doskonalenia „NATO Energy Security Center of Excellence”. I choć Niemcy byli przeciwni udziałowi wojska w sprawach energetycznych, to po przyciśnięciu przez Pentagon, centrum umieszczono przy uniwersytecie w mieście Kaunas.

Polska jest zdecydowanym sojusznikiem Waszyngtonu, choć spośród sąsiadów jest w najmniejszym stopniu uzależniona energetycznie do Rosji. Dyplomacja nasza zabiegała nawet o dostawy gazu z Morza Kaspijskiego, które bezpośrednio nas nie dotyczą. Również w Parlamencie Europejskim, gdzie mocno krytykujemy Rosję i promujemy uderzające w nią projekty.

Kolejne rządy popierały amerykańskie plany zmierzające do scentralizowania europejskiego zarządzania energią. W 2006 roku rząd PiS wysunął projekt „energetycznego NATO”, a w 2014 premier Donald Tusk promował koncepcję „Unii Energetycznej”, w której centralna agencja dokonywałaby zakupów gazu od Rosjan, a „mechanizm solidarności” w wypadku kryzysu wymuszałby dzielenie się zasobami gazu przez państwa. To forma zabezpieczenia się na wypadek konfliktu z Rosją i zerwania przesyłu gazu.

Polska nie pozwoliła również na rosyjskie inwestycje w sektorze energetycznym. Kraje bałtyckie, które sprywatyzowały i sprzedały swoje rynki gazowe niemiecko-rosyjskim konsorcjom, przez dobrych kilka lat musiały toczyć boje o ich odzyskanie.

W Polsce, Czechach, Rumunii i na Ukrainie czy Węgrzech powołuje się specjalnych pełnomocników do spraw energetycznych. W Polsce tę rolę już po raz drugi odgrywa Piotr Naimski, w Czechach Vaclav Bartuska, w Rumunii - Mihnea Constantinescu, na Węgrzech Pal Sagvari, a na Ukrainie – Wiaczesław Kniażnicki. Ich zadaniem jest lobbowanie projektów dywersyfikacji, blokada Gazpromu w dostępie do unijnego rynku i zachęcanie do zakupów amerykańskiego gazu. Często jest to jedynie „lip service” - pełnomocnicy mówią jedno, a państwa realizują inną politykę, jednak w przypadku Polski specjalny pełnomocnik ma realną władzę i duży wpływ na politykę energetyczną.

naimski-atlantic-council-20170619_0001_gec_conference1.jpg

Państwa środkowej Europy wykorzystywane są także w wewnętrznych amerykańskich rozgrywkach. W listopadzie 2016 r. państwa Grupy Wyszehradzkiej wspólnie zwracały się do amerykańskich parlamentarzystów o zliberalizowanie eksportu ropy i gazu ziemnego. Utworzyły nawet „LNG Allies” - specjalną grupę w USA, która lobbowała w imię zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego regionu. Organizowano spotkania z kongresmenami, renomowane think-tanki przeprowadzały spotkania dyskusyjne, tytuły prasowe donosiły: „Europa do Ameryki: Chcemy waszego gazu”, „Środkowa Europa zwraca się do USA o gaz”.

Jednak w ostatnich latach daje się zauważyć ochłodzenie uczuć Europy Środkowej wobec amerykańskich projektów. Z państw V4 jedynie Polska utrzymuje twarde stanowisko, pozostałe państwa, na czele z Węgrami Orbana, dokonują bardziej lub mniej jawnego zwrotu na wschód. Węgry budują rosyjską elektrownie jądrową, Słowacja zawarła porozumienie z Rosją i zakończyła swoje protesty przeciw Nord Stream 2, Bułgaria znowu chce wrócić do projektu South Stream i budowy przez Rosję elektrowni jądrowych. Wypowiedzi Viktora Orbana, Roberta Fico czy Milosza Zemana pokazują, że ten region otrząsnął się z uroku amerykańskiego sojusznika. Jedynie Polska (i kraje nadbałtyckie) pozostają dzisiaj twardymi antyrosyjskimi graczami.

Sojusznicy dążą do zwiększenia roli Waszyngtonu w decydowaniu o sprawach energetycznych Europy. Jednym z pomysłów było utworzenie „energetycznego NATO”. Projekt taki w 2006 r. próbował przeprowadzić polski rząd. Jednak włączenie wojskowych do decydowania o stosunkach z Rosją spowodowałoby, że to strategiczne plany amerykańskich generałów dominowałyby nad gospodarczymi interesami Europy. Projekt zablokowały Niemcy nie chcąc oddać sojusznikowi jeszcze jednego kanału wpływu na decyzje europejskie.

To Niemcy są bowiem głównym obiektem nacisku, a jednocześnie najważniejszym przeciwnikiem amerykańskiej strategii energetycznego (a co za tym idzie – politycznego) oddzielania Europy od Rosji. Ich strategia przez wiele dziesięcioleci polegała na nawiązywaniu więzi na wschodzie i określana była jako „demokratyzacja przez modernizację”. Zawiązany w 2008 r. sojusz modernizacyjny między Rosją a Niemcami, został zablokowany przez narastające konflikty na wschodzie Europy, w których USA grały kluczową i aktywną rolę. Posłużyły do rozerwania współpracy gospodarczej z Rosją, podjęcia wrogich kroków militarnych zbliżających wojska NATO (głównie USA, W. Brytanii i Kanady) w pobliże granic Rosji.

W Unii uformowała się koalicja państw pod niemieckim przywództwem, do której należą Francja, Włochy, Austria. Grupa ta umiejętnie i elastycznie broni swoich interesów, blokując zbyt daleko idące zapisy o bezpieczeństwie energetycznym w dyrektywach i dokumentach unijnych. Co jest powodem? Oczywiścieinteresy gospodarcze, szczególnie niemieckiego przemysłu, napędzają kampanię przeciw staraniom Waszyngtonu by zatrzymać budowę Nord Stream lub zmobilizować więcej unijnych pieniędzy na projekty energetycznej dywersyfikacji nowych krajów członkowskich”, jak pisze ambasador Smith.

Sposób myślenia Amerykanów o sojusznikach dobrze ilustruje tytuł projektu ustawy: „Bezpieczeństwo energetyczne sojuszników i dobrobyt Ameryki”. Jej inicjator, Joe Barton uzasadnia to następująco: „Nasi zdesperowani sojusznicy poszukują wiarygodnych dostaw gazu, a amerykańscy producenci i konsumenci potrzebują popytu”. Dzięki takiemu układowi, zyski i siła gospodarcza USA rosną, a sojusznicy płacąc zawyżone koszty, wyrażają zadowolenie ze zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego.

usa-eu-energy.jpg

część trzecia...
Drobny przykład działania: Energetyczna dyplomacja w Alejach


- - -
kwiecień 2017 r.
tekst dla Nowa Debata

Tematy: 

skomentujesz?

Filtered HTML

  • Use [fn]...[/fn] (or <fn>...</fn>) to insert automatically numbered footnotes.
  • Allowed HTML tags: <a> <i> <b> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <font> <dt> <blockquote> <img> <center> <strong> <em> <u> <b> <span> <bgcolor> <del> <strike>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.
  • Lines and paragraphs break automatically.