Gaz łupkowy: Chiny i Polska (3)

Wielkie są w Polsce nadzieje na gaz łupkowy, na energetyczną niezależność, a nawet na zwycięstwo nad Gazpromem… Amerykański sukces łupkowych technologii rozgrzewa nasze emocje. Co z nich może się ziścić, a co jest jedynie polityczną narracją – spróbuję wyjaśnić wytrwałym Czytelnikom w tym niezbyt krótkim wywodzie.

część 3

Przeczytaj część pierwszą.... i część drugą.....

Chiny – wielkie wyzwanie

Chiny są dzisiaj najpoważniejszym wyzwaniem dla USA. Jest to jest ten „challenger”, który może zagrozić ich światowemu przywództwu. Strategiczna doktryna Waszyngtonu mówi o zapobieganiu powstaniu takich konkurentów, stąd mamy dzisiaj „Asian Pivot”, a amerykańska straż w Zatoce Perskiej ma kluczowe znaczenie. Kontrola przepływu ropy i gazu LNG przez Cieśninę Malacca, nad którą panują V Flota i Singapur, wzmacnia te argumenty. Chiny są bowiem coraz bardziej zależne od ropy z Zatoki Perskiej, a ich jedyny dostawca nie będący aliantem Białego Domu – Iran – przytłoczony został największą w historii wojną gospodarczą czasów pokoju, czyli embargiem na sprzedaż swojej ropy. Te atuty mogą wystarczyć, by przekonać Chiny do zaakceptowania reguł gry dzisiejszego świata, stworzonych przez Amerykę po wojnie światowej.

Uzależnienie USA od ropy z Bliskiego Wschodu to już historia, dzisiaj to Chiny i Azja nie mogą rozwijać się bez tych dostaw. Do Azji Płd-Wsch. płynie stąd 14,3 mln baryłek ropy dziennie, do Europy jedynie 2,5 mln, a do Ameryki zaledwie 1,9 mln. Daje to Ameryce dużą przewagę w grze o globalne przywództwo z rosnącym jak na drożdżach konkurentem. Postępująca destabilizacja tego regionu, a szerzej także Afryki, jest strategicznym wyzwaniem dla Chin. Dzisiejsza wojna naftowa z Iranem daje przedsmak gier na rzeczywiście dużą skalę.

Chińczycy mogą czuć się zagrożeni, gdyż znają historię i pamiętają, że Japonia w 1941 r. została odcięta decyzją prezydenta Roosevelta od ropy naftowej, co przyspieszyło wojnę i atak na Pearl Harbour, a w efekcie klęskę Kraju Kwitnącej Wiśni. Wysiłki dyplomacji chińskiej w krajach arabskich i Afryce, a także budowa chińskiego portu Gwadar w Pakistanie, kontrolującego wyjście z Zatoki (obok którego Irańczycy budują rafinerię), dowodzą, że Chiny zabezpieczają się przed takim scenariuszem. Są one wciąż oporne wobec oferty powierzenia dostaw surowców globalnemu amerykańskiemu rynkowi. Wiedzą, jak łatwo USA stosuje sankcje i jaki chaos może spowodować odcięcie dostaw ropy czy gazu. Dlatego rozwijają model dwustronnych stosunków, wyłączających udział światowego hegemona. Pekin zmierza do posiadania na świecie zasobów na wyłączność, które zapewnią mu dostawy także w czasie kryzysów.

Chiny są także odporni na zabiegi Departamentu Stanu, który chce otworzyć amerykańskim koncernom i ich sprawdzonej technologii dostęp do światowych zasobów gazu łupkowego. Jednak równie bogato obdarzone niekonwencjonalnymi zasobami, szczególnie w pokładach węgla, Chiny przyjęły własną drogę ich wydobycia. Nie pozwoliły na zdominowanie przez międzynarodowej koncerny naftowe. Gdyby na szeroką skalę wpuściły je do siebie, zapóźnienie technologiczne chińskich przedsiębiorstw byłoby nie do odrobienia. W zamian przyjęły strategię szybkiego uczenia się nowych technologii, utrzymując od wielu lat (zanim jeszcze wybuchła gorączka łupkowego złota) kontakty naukowe i ze swoją legendarną wręcz zdolnością do ich „naśladowania” – wypracowując własne.

Chiny zastosowały także metodę nabywania wiedzy przez zakupy spółek, takich jak Nexen w Kanadzie, czy udziałów w polach amerykańskich. To dało im dostęp do know-how, umożliwiło opanowanie i transfer technologii pozwalających na dorównanie amerykańskiej efektywności. W programie rozwojowym wydobycia niekonwencjonalnego gazu Chiny powierzyły to zadanie w ręce „drobnej” przedsiębiorczości, która wg chińskich planistów lepiej sobie poradzi z wyzwaniami technologicznymi niż państwowe wielkie koncerny, których głównym zadaniem jest reprezentacja interesów Chin w świecie. Toteż w przetargach na koncesje wielcy gracze z Zachodu musieli się obejść smakiem, a wygrały nikomu nieznane chińskie firmy. To proste naśladownictwo amerykańskiego wzorca, gdzie właśnie niezależni poszukiwacze, zwani „wildcatters” (dzikie koty) opanowali przełomowe technologie.

Polska „prymusem” w globalnej klasie?

Ameryka od dziesięcioleci posiada ogromną przewagę technologiczną na polu energii i to nie tylko tej odnawialnej, ale także w klasycznej – w wydobyciu ropy, gazu, technologiach jądrowych a nawet geotermalnych. Utrzymanie tej przewagi jest ważnym zadaniem waszyngtońskiej dyplomacji, a łupkowa rewolucja dała jej doskonałe narzędzie do ręki. W tym celu Departament Stanu zorganizował „Global shale gas initiative” – światową koalicję państw gotowych do zaproszenia amerykańskiego kapitału, biznesu i technologii. USA odniesie zyski ze światowego wykorzystania przełomowych technologii, a ich eksport do Europy pomoże osłabić gazowe wpływy Rosji. Poprawienie deficytu handlowego w wymianie handlowej z Unią też jest warte zachodu. Od państw, które chciały uczestniczyć w tej inicjatywie, Hillary Clinton oczekiwała kilku prostych działań: otwarcia dla amerykańskich firm dostępu do koncesji, stworzenia warunków prawnych do inwestycji (np. podatków, które nie obniżyłyby znacząco dochodowości, zagwarantowania transferu zysków i równego traktowania z konkurentami krajowymi) oraz wsparcia amerykańskich inwestycji w swojej dyplomacji.

Podobne ustalenia zawarł prezydent Obama podczas pobytu w Polsce w 2011 r. Nie musiał się zresztą zbytnio napracować, gdyż Polska jest liderem w reprezentowaniu zalet nowego gazu na arenie Unii Europejskiej, a u siebie tworzy bardzo przyjazne dla zagranicznych inwestorów warunki do prowadzenia działalności (w tym niskie podatki). Specjalny wysłannik Waszyngtonu ds. energetycznych na Eurazję, Richard Morningstar, nie mógł się nas nachwalić, nazywając nas nawet „najlepszym uczniem w klasie”. A my lubimy jak nas chwalą, w polityce międzynarodowej wydaje się to być naszym jedynym celem. Pochwały nie zapobiegły jednak porzuceniu łupkowych koncesji na Lubelszczyźnie przez Exxon, który po zaledwie dwóch odwiertach poinformował ustami swojego rzecznika, że Polska nie rokuje nadziei na gaz z łupków. Tego samego dnia Rex Tillerson – szef tej największej światowej spółki – fotografował się z prezydentem Putinem podpisując mega-kontrakt z rosyjskim państwowym gigantem Rosnieft. Ciężkie i kosztowne są lekcje pragmatyzmu i elastyczności amerykańskiej polityki, w której nie ma przyjaciół, są jedynie interesy.

Amerykańska administracja stosuje w Polsce sprawdzoną już w latach 90. – w czasie gorączki inwestycyjnej nad Morzem Kaspijskim – metodę prezentowania bardzo optymistycznych szacunków co do istniejących zasobów, które potem okazują się wielokrotnie mniejsze. Gorączka oczekiwań i szalonych deklaracji z ust samego premiera i jego ministrów o eksporcie gazu z Polski (dzięki zbudowaniu, kosztującego miliardy dolarów, terminalu do upłynniania gazu) już się może zatarła w naszej pamięci, ale był to efekt niewiarygodnie optymistycznych szacunków, które amerykańskie władze ds. energii opublikowały po przebadaniu przez swoich konsultantów zaledwie kilku publikacji na temat polskich złóż. Późniejsze badania, robione już przez geologów, całkowicie zaprzeczyły danym zawartym w tamtym raporcie, jednak przez prawie 2 lata był narzędziem nacisku na amerykańskie firmy, by koniecznie inwestowały w Polsce, gdyż nagroda może być wielka. Po sprawdzeniu, że szacunki były hurraoptymistyczne, powoli wycofują się one z Polski. Z zapowiedzi Premiera, że będziemy mieli emerytury z łupków, także pozostanie tylko ulotne wspomnienie.

część 4...

dla: Nowa Debata

nowa-debata.jpg

Tematy: