Przykro nam, flash nie działa.
O tym, jakie skutki niosą ze sobą europejskie sankcje naftowe wobec Iranu, Ledwie zapowiedziane, a już wywołały podwyżki cen ropy i zwiększenie spreadu WTI - Brent, czyli wyższe koszty ropy dla Europy. Unia traci tez samodzielną pozycję polityczną w tym regionie, gdyż zmieniła gwałtownie swój kurs, który wcześniej sprzeciwiał się amerykańskim sankcjom. Ameryki już od 33 lat nie ma w Iranie, a dzisiejsze miejsce Europy zajmą firmy azjatyckie: Chiny, Indie, Pakistan.
- skomentujesz?
- czytano: 467
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
6 komentarzyEU robi już od lat wiele i to z dużym poświęceniem na rzecz przyjaźni europejsko-amerykańskiej. Najpierw, jak Pan sam wspomina, wielkie koncerny niemieckie i francuskie musiały zrezygnować z bardzo poważnych kontraktów irańskich i potraciły przeogromne sumy idące w dziesiątki miliardów euro nie zyskując nic w zamian, oprócz utrzymania prawa dostępu do amerykańskiego rynku. Teraz jest jeszcze lepiej.
Tym razem ofiarność na rzecz tej przyjaźni dosięgnie najbiedniejsze kraje starej EU i tak już znajdujące się w stanie kompletnej zapaści gospodarczej. Naturalnie, że Grecję czy Portugalię nie będzie stać na kupno ropy na wolnym rynku, zwłaszcza, że od takich krajów żąda się przedpłat, no bo są wszak zagrożone bankructwem. Zasadniczo są bankrutami i tylko formalne kruczki uniemożliwiają obwieszczenie tego faktu. Odsunięcie Iranu jako dostawcy na korzystnych warunkach oznacza dla takich krajów jak Niemcy czy Holandia wzięcie na siebie zabezpieczeń/gwarancji dla Grecji i innych na dostawy ropy. Bez tego nikt tym krajom pewnie ropy nie sprzeda, a i same gwarancje nie wystarczą, potrzebne będą dodatkowe środki finansowe. Dobrze opłacani politycy w EU z jakiś powodów nie chcą zrozumieć w jak trudnej sytuacji EU (euroland zwłaszcza) i bez tego się znajduje. Trudno w ich polityce dostrzec interes unijny, łatwo natomiast zauważyć, że bardzo wspierają przyjaźń europejsko-amerykańską.
Jak to pisał Ignacy Krasicki:
Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.
Unia bardzo mocno stawiała na własną politykę i nie zgadzała się na takie sojusze. Dzisiaj idzie w dokładnie odwrotnym kierunku, tylko powiem szczerze, że nie rozumiem, dlaczego. Nie mam czasu na dogłębne poszukanie, ale znalazłem w CRC - US Congress Research Center , że nagła odwilż w tych sprawach zaczęła się w 2010 roku.
To ciekawe, co się stało...
Z mojej wieloletniej obswerwacji wynika, że EU już od dawna dawała dowody przyjaźni i samopoświęcenia tyle, że faktycznie w znacznie mniejszym stopniu niż dziś.
Nie wiem, czy jest jeden konkretny powód, czemu dziś nabrało to takiej intensywności. Sądzę, że jest ich wiele, od spraw personalnych począwszy, poprzez wzmożoną działalność stosownych lobby w Brukseli i w krajach członkowskich, poprzez odpowiednie instytuty badań i analiz, ciała doradcze, metodę kija i marchweki (a rynek US jest wielkim rynkiem dla EU) etc, etc, aż do wspólnych (podobno) geopolitycznych celów.
USA mają znacznie lepszą dyplomację niż EU, sprawniejszą i sprytniejszą i tak na prawdę stara EU zachowuje się w stosunku do USA tylko niewiele inaczej niż Polska, stopień niezależności jest tylko trochę większy. Poza tym USA świetnie rozgrywają jednych przeciw drugim - w tej sytuacji prawdziwym cudem jest, że Niemcom udało się razem z Rosjanami przepchnąć sprawę Nord Stream do szczęśliwego końca. Mało kto chyba w EU rozumie, jak bardzo ważnym może się okazać ten gazociąg dla całej Unii. Wiele krajów (zwłaszcza nowych) widzi w nim jedynie wzrost gospodarczego znaczenia Niemiec w EU, a to błąd. No ale ten błąd bierze się stąd, że unije elity polityczne głęboko chyba wierzą, że EU krocząc w US-orszaku będzie beneficjentem nadchodząych zmian, czyli beneficjentem geopolitycznego przemeblowania dostępu do złóż. I być może skutkiem tej wiary rok 2010 jako początek prawdziwej, całkowitej "odwilży" nie jest przypadkowy. Wkrótce później zaczęło się geopolityczne przemeblowywanie świata, na początek arabskiego.
Wiadomo, armie by dokonać uderzenia, muszą najpierw zewrzeć szeregi....
W rejonie MENA były z pewnością. Włosi byli doginani do ziemi za sojusz z Kadafim. Teraz muszą się dostosować do układu sił, gdy już nie grają głównej roli. Europa jest z Palestyńczykami, USA z Izraelem. Jeśli patrzeć na mapę Middle East, to EU miała jedynie Iran, reszta jest USA. Więc ta decyzja to utrata wpływów w regionie.
Nadzieje na przemeblowanie? jeśli to ma tak wyglądać jak w Iraku, albo teraz w Libii, czyli ciągła niestabilność i zarządzanie chaosem... mhm nie wierzę, by EU coś w tym potrafiła ugrać.
Wg mnie Interesy USA i UE są różne i i powoli następuję rozchodzenie się. Armia USA odpływa, podatek Tobina realnie grozi amerykańskim finansistom... Najważniejsze będzie Chicago i szczyt NATO. Pytanie czy EU da się wepchnąć w konflikt z Rosją, czy się oprze presji.
Niezły dowcipniś z dra Wawrzyka skoro uważa, że "jedyne", co może zaszkodzić europejskiej gospodarce, to wzrost ceny ropy naftowej. Doprawdy drobiazg. Tak z ciekawości się zapytam, jak teraz wygląda sytuacja z eksportem ropy z Egiptu?
Ciekawe też, jak na kurs ropy naftowej wpłynie ewentualna interwencja zbrojna w Syrii? Od mijającego tygodnia nasilają się pogłoski, że przygotowania idą pełną parą. Przede wszystkim atak USA, poza tym Francja, UK, Włochy i Turcja. Choć pytanie o skalę i formę zaangażowania tej czwórki pozostaje otwarte. Co innego wysłać komand... tzn. dziennikarzy i konwoje medyczne, co innego żyłować się na uderzenia lotnicze.
Egipt nie jest eksporterem netto ropy od 2 - 3 lat. Już wzrost cen ropy z okazji arabskiej wiosny w Egipcie był "dęty". Teraz też jest dęty, ale przez Irańczyków, którzy jakoś tak to sprytnie robią :-)
Syria i wojna to ze 20 - 30 dolarów plus.
Komandosów, szkolonych w Izraelu, a jadących z Turcji Syryjczycy zatrzymali. Ciekawe rzeczy mówią: