Za 30 lat skończy się ropa, czyli sport zwany "Peak Oil"
Prognozy... mhm... raczej przepowiednie, że "ropa skończy się za... 30 lat" mają swoją długą tradycję.
Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) zestawiła te bardziej znane z ostatnich 40 lat (wykres na dole). Jak widać, wg wszystkich przepowiedni z lat 70-tych wydobycie powinno osiągnąć swój PEAK już kilka lat temu - około roku 2000. co się stało? Z ówczesnych 53,7 mln bbl/d (1972r) wzrosło do 81,8 (2008r). Od roku 2000, gdy ten szczyt miał nastąpić - wzrosło z 74,8 do 81,8 mln bbl/d, czyli o 9%. Mhm...
Popatrzmy, któż w tych zawodach nie występował: ESSO, ONZ, Hubbert (mistrz ruchu Peak Oil), Shell, Bank Światowy... Najbardziej konserwatywni prognozowali 30 lat, bardziej radykalni - 10 lat. Jest też przypadek dzisiejszego mistrza Peak Oil, Colina Campbella, który w 1989 roku przepowiedział, że Peak Oil już nastąpił! Zresztą nie jeden raz się mylił: dziewięć lat później skromnie przesunął szczyt wydobycia ropy na 2004 rok. Mhm... Ten człowiek dalej funkcjonuje w tym ruchu, cieszy się estymą, nie przeszkadzają mu nawet takie wpadki, jak prognozowanie ropy po 300 dolarów.
A wracając do fundamentów, czyli udokumentowanych zasobów ropy (proved reserves). W 1980 r. było 667 mld baryłek zweryfikowanych rezerw ropy. Dawało to 30 lat ówczesnego wydobycia. Dzisiaj jest 1258 mld. Prawie dwa razy więcej fizycznych zasobów. To jest 40 lat wydobycia. Tak rosły zapasy ropy.
Gdzież ten Peak Oil przez te prawie 40 lat?
- - -
- dane za "BP Statistical Review 2009"
- tytułowe 30 lat - to z wypowiedzi prezydenta Cartera z lat 70-tych, który powiedział wtedy: "za 30 lat skończy się ropa". mhm...
- skomentujesz?
- czytano: 3024
- duży rozmiar
- miniaturka












Komentarze
Ach te rezerwy
Proszę powiedzieć skąd się wziął ten wzrost
Lata 80 - polityczny wzrost w krajach Opec... papierowe baryłki
lata w tej dekadzie - przeksiegowanie zapasów z piasków roponośnych i zakwalifikowanie ich jako normalnych rezerw.
Adam Duda
Może Pan pisać, co uważa
Tylko jeden śmieszny fakt: ta ropa jest wydobywana i jest jej w tej chwili 6 mln b/d więcej niż trzeba. Pana opinia ma znaczenie, ale nie dla realnego wydobycia ropy.
I tyle. Jeśli chce Pan dyskutować dalej, to proszę na temat tego, co napisałem. Tematy poboczne - wiem, że to macie opanowane, ale ... nie ze mną.
Można
Przecież odniosłem się do wpisu... pisze Pan o rezerwach to napisałem co to za rezerwy.
Adam Duda
Też się odniosłem
Poza tym było ostrzeżenie :-) przed sztuczkami Pana kolegów, zwłaszcza takimi ... (brzydkie słowo):
http://szczesniak.pl/1380#comment-5799
Cóż.. nie wiem co to "WY" bo
Cóż.. nie wiem co to "WY" bo podpisuje się swoim imieniem i nazwiskiem.
nie wiem jacy to są moi koledzy, bo nie znam tego Pana co z Panem wtedy z nim rozmawiał..
Proszę mnie z nim nie łączyć bo komentuje tutaj jako ja a nie jako reprezentant jakiejś grupy.
Pozdrawiam
Adam Duda
Jasne
To co Pan powie na temat tych wieloletnich "sukcesów" prognostycznych? Bo o tym jest mój post...
A co można powiedzieć?? że
A co można powiedzieć??
że się nie sprawdziły.
Ale czy to oznacza że ropa nie osiągnie kiedyś szczytu wydobycia?
Chyba nie?
Pozdrawiam
Adam Duda
Niekoniecznie
Zna Pan to?
Najbliżej mi do tego stwierdzenia. Żaden z poprzednich surowców energetycznych "nie skończył się". Nawet drewno.
Znam to stwierdzenie i mam
Znam to stwierdzenie i mam nadziej że uda się nam przeskoczyć na napęd z prądu (to taka moja predykcja, że to będzie rozwiązaniem ).
potem już z górki, bo prąd można produkować wieloma sposobami.
cały myk w wynalezieniu pojemnego akumulatora.
Jednak nijak ma się to do peakoil. peakoil jedynie przyspieszy tempo przechodzenia na inny model zaopatrywania świata w energię.
i cały problem jest w tempie spadku światowego wydobycia oraz w tempie dostosowania się gospodarki. A nie muszę Panu chyba mówić ile gałęzi gospodarki jest na dzień dzisiejszy uzależnionych od ropy
pozdrawiam
Adam Duda
Nijak do Peak Oil?
Przecież to podważa całą tę "filozofię". Pan nie rozumie tego? Czy ktoś dzisiaj mówi o Peak Wood? Drzewa skolko ugodno. Nawet w elektrowniach każą nim palić, obniżając sprawność energetyczną...
Nie widzi Pan ciągu logicznego?
Jeśli uznaje Pan to stwierdzenie, to jak Pan może myśleć w kategoriach Peak Oil? Czegoś nie łapię...
peak wood ?? przecież drewno
peak wood ??
przecież drewno to zasób odnawialny
pozdrawiam
Adam Duda
Nie w odnawialności rzecz
Tylko w proporcji zasobów i potrzeb
Proszę tym "odnawialnym" zasobem zaspokoić potrzeby dzisiejszego świata. Zobaczy Pan, jak on "odnawialny". Śmieszne pojęcie w ogóle,
Żebym dobrze zrozumiał. Pana
Żebym dobrze zrozumiał.
Pana zdaniem peakoil będzie, jednak to i tak bez znaczenia bo prędzej popyt się wycofa i wyemigruje w inne źródła energii? Cena przy tym nie będzie miała znaczenia bo bedzie more or less taka sama, oraz gospodarka na tym nie ucierpi. Czy o to Panu chodzi?
Adam Duda
Raczej nie
Proszę się przyjrzeć energy mix w przeciągu 3-4 stuleci. Jaki proces Pan widzi?
Przeskakiwanie z jednych
Przeskakiwanie z jednych źródeł na inne.
prosze odpowiedzieć na pytanie
Adam Duda
Dywersyfikacja źródeł, postęp techniczny
To jest odpowiedź
Dobranocka ;-)
Może Pana
Może Pana zainteresuje:
http://www.adamduda.pl/2009/07/27/cia-a-...
specjalnie dla Pana ;) za tych zapaleńcow
pozdrawiam
Adam Duda
dywersyfikacja źródeł
no i ok ale jakie to źródła.. rośnie zużycie praktycznie we wszystkich źródłach.. całość energii zużywanej rośnie prawie że wykładniczo zatem trzeba szukać nowych źródeł.
W postępie technicznym jest klucz, ale raczej od strony oszczędzania energii.. dziś dużo jej jest marnowane, ale oszczędność wymusi odpowiednio wysoka cena.
dziś nikt prawie nie wie ile kosztuje kilowatogodzina i jakie urządzenie jest najbardziej energochłonne w domu. nie wiem bo po prostu energia jest za tania. Tak samo jak ja nie wiem ile kosztuje kilo soli.
Pozdrawiam
Adam Duda
"Analfabetyzm energetyczny w początkach XXI w" :-)
- powoli w czasopismach kobiecych i innych gospodyń domowych zaczynają pisać jak oszczędzać -ale piszą to tak samo zagubieni redaktorzy jak czytelniczki i efekt jest taki, że potem dziewczyna wyłącza radio ze "stand by" (bo widzi diodę) w czasie gdy odgrzewa 1/8 pizzy w piekarniku elektrycznym. To jest analfabetyzm i(lub) oderwanie od realiów.
Ludzie tak dalece nie mają pojęcia o energii, i cieple, że nie wiedzą nawet czy dla większego schłodzenia lepiej jest najpierw dodać śmietanki do kawy i poczekać kilka minut żeby wystygła czy może odwrotnie - najpierw poczekać a potem dodać śmietanki. Niby trywialna sprawa - ale od niezrozumienia prostych pojedynczych zjawisk się zaczyna- czy lepiej zakręcać kaloryfer na noc czy nie, itd...
Niedawno w bankierze był artykuł związany z podejściem unijnych teoretyków:
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Unia-rus...
jest tam też mój komentarz:
http://www.bankier.pl/forum/temat_unia-r...
Podobnych biurokratycznych debilizmów jest sporo- np odgórne promowanie jakiś tam pseudo źródeł energii bez policzenia EROEI - czyli zwrotu energetycznego z energii zainwestowanej, albo ciągłe mylenie źródła energii z nośnikiem energii. Tymczasem nikt nie chce studiować fizyki. Na tych kierunkach jest najmniejszy nabór i największy odsiew mimo zachęt w postaci specjalnych stypendiów.
henieck
Adam Duda i Henieck w ...
... obydwóch wpisach: Dywersyfikacji źródeł i Analfabetyźmie energetycznym ... macie rację ... tylko z jednym "ale" - na temat tego - "za niskiego kosztu energii"... Też tak kiedyś myślałem ale teraz dochodzę do wniosku, że - za jego podwyższanie zapłacą głównie najbiedniejsi (a do rozpętania rewolucji już pozostało - nie wiele) ... Dlatego też, moim zdaniem, należy do tego podejść inaczej ... Należy wprowadzić racjonalizację ... ;-( ... tak, tak - racjonalizację, ale inaczej niż się to do tej pory robiło ... Należy ustalić jakie jest +/- witalne zapotrzebowanie energii na osobę i to powinno być fakturowane po cenie kosztu produkcji tejże energii, a to co kto zużyje więcej - to za to powinien płacić cenę rynkową albo nawet trochę więcej ... Czyli oszczędność energii kryje się w sposobie jej taryfikacji ... Wprowadzając tak pojętą racjonalizację można umożliwić odsprzedawanie zaoszczędzonej przydziałowej energii trochę drożej bogatszym potrzebującym jej troche więcej i mogący sobie na to pozwolić albo - muszących również zająć się jej oszczędzaniem ... to tak, narazie, z grubsza ...
Gucio z Montrealu
Panie Guciu
Nie napisałem że cena jest za niska.. napisałem że jest na tyla nisko ze nikt się tym nie przejmuje. to że będzie cena kiedyś wyższa to wymusi geologia.
To natomiast co pan proponuje to prawie toczka w toczke pomysł appgopo, któremu się zdecydowanie sprzeciwiam :)
proszę poczytać
http://www.adamduda.pl/2009/08/20/appgopo/
Pozdrawiam
Adam Duda
Przeczytałem, ale to nie jest to ...
... o co mi chodzi ... To co mi Pan polecił - to jest dalszy ciąg tego Co-Dwawego szwindlu którym powinna się zająć raczej jakaś prokuratura niż spokojni użytkownicy, mnie nie warto tracić czasu na ten temat ... Dla mnie ciekawszym jest temat racjonalizacji energii używanej przez ludność i przemysł ... Ale o tem innym razem ...
Dzisiaj mam dla Pana lepszą ciekawostkę:
Niech Pan rzuci okiem pod adres: http://www.cire.pl/item,42348,1.html to już nie są żarty ... Zostawiam Pana z temi "gorącemi kartoflami na ręku" i - Pozdrawiam ...
Gucio z Montrealu
skończy się tym czym się to
skończy się tym czym się to zawsze kończy... będziemy walczyć sami ze sobą.
Pozdrawiam
Adam Duda
źródła odnawialne a dzisiejsze zapotrzebowanie
oto link do dobrego i szczegółowego opracowania na temat jak obecne potrzeby energetyczne się mają do możliwości zaspokojenia ich ze źródeł odnawialnych (w odniesieniu do UK).
Są konkretne liczby i obliczenia, napisane widać przez kogoś, kto chociaż odróżnia wielkości fizyczne i poprawnie pisze jednostki. To już coś bo jak widzę czasami opracowania w których jest kwh albo KWH, albo KWha - to od razu wiadomo, że napisane przez ignoranta, którzy nie przeszedł pomyślnie etapu pierwszych lekcji fizyki, na których jest mowa o jednostkach.
Oczywiście to opracowanie rozpiża w pył wszystkie czcze gadania odnośnie możliwości zastąpienia obecnego zużycia paliw kopalnych źródłami odnawialnymi.
Oto przykładowa mapka (w skali!) jak musiałby wyglądać teren zagospodarowany różnymi "farmami" żeby pokryły obecne zapotrzebowanie na energię w UK:
http://www.inference.phy.cam.ac.uk/witho...
Koszt tego wyniósłby 870 bilionów funtów i można to sobie porównać z innymi wydatkami tutaj:
http://www.inference.phy.cam.ac.uk/witho...
i tutaj:
http://www.inference.phy.cam.ac.uk/witho...
Cały materiał do pobrania tu: http://www.withouthotair.com/
Tak więc w momencie gdy wystąpi szczyt wydobycia i strumień płynącej ropy zacznie się powoli lecz nieodwracalnie kurczyć - cywilizacyjnie i ekonomicznie będziemy postawieni raczej pod ścianą.
Nie wiem tylko czy te obliczenia były robione w odniesieniu do dzisiejszych warunków, kiedy mamy w pełni dostępną i relatywnie tanią ropę. Jeśli tak to w warunkach drożejącej i coraz mniej dostępnej ropy realizacja nawet tego scenariusza pokazanego przykładowo na mapce byłaby znacznie droższa.
Pomijamy, czy w ogóle wystarczyłoby zasobów do wykonania samego przejścia - to znaczy czy mamy tyle rud metali i paliw kopalnych żeby czegoś takiego dokonać na taka skalę.
Niestety konkretne liczby wskazują na bardzo pesymistyczny scenariusz - obecnego poziomu cywilizacyjnego nie da się długoterminowo utrzymać - ale to też nic nowego, to tylko jeszcze do głów nie dotarło...
henieck
Odnawialna bzdura ...
... coś mi się wydaje że to wogóle nie chodzi o rozwiązanie istniejącego problemu marnotrastwa energii ale przesunięcie go gdzie indziej - gdzie tworzy się cały szereg "nowych programów" w celu "wydarcia kasy" - zanim się ta cała afera z "CoDwa" nie rypnie ...
Wybacz - Twoich linków nie czytałem - ale je zachowałem ... ;-) ... Natomiast "podrzucam" Ci inny - o VW-L1 http://www.wnp.pl/wiadomosci/89716.html bo to jest również - "wodą na mój młyn" - "Motoryzacji życia codziennego" ...
Gucio z Montrealu
Póki co ludzie kupują SUVy
- są tam dwa linki do grafiki - wystarczy tylko rzucić okiem bez czytania, żeby zrozumieć skalę problemu przy próbie całkowitego zastąpienia paliw kopalnych.
- ciekawe - ale kosmicznie odległe. Póki co ludzie kupują SUVy i domy na odległych peryferiach miast :)
A kiedy grass peak?
przecież drewno to zasób odnawialny
Podobnie jak trawa, która jako biomasa ma wspomóc bilans energetyczny - słyszy się o takich pomysłach. Trawa wszędzie rośnie i się po prostu marnuje. Pech tylko, że do jej ścięcia trzeba paliwa z ropy, co cały ten pomysł czyni kabaretowym. Ale nie raz jeszcze o nim usłyszymy, na pewno.
qwerty
prąd
Panie Duda. Gdyby OP miał faktycznie rychło nadejść, to w obliczu braku podaży energii elekrycznej równoważacej uszczerbek ropy, brak sensownego akumulatora nie byłby najwazniejszą bolączką.
____
frasobliwy
Cóż nie sadze... Akumulatory
Cóż nie sadze...
Akumulatory można ładować w nocy, wtedy kiedy zapotrzebowanie na energie jest bardzo małe a elektornie i tak iść muszą
pozdrawiam
Adam Duda
"Ruch Peak Oil"? To ma
"Ruch Peak Oil"? To ma dziwnie pejoratywny wydźwięk. Jakby chodziło o sektę albo coś w ten deseń. To się już robi nudne.
Zdegustowany Goldman.
Szcześniak się myli. Gościu
Szcześniak się myli. Gościu jest ignorantem i nic na to nie poradzicie. Moje posty niepodpisane, grzeczne, skasował, jak mu zadałem pytanie: dlaczego cena ropy rośnie mimo tego, że na świecie przez 30 lat "znaleziono" bardzo dużo nowych zasobów.
Dlaczego największy konsument ropy naftowej na świecie USA produkuje jej coraz mniej od 40 lat, praktycznie z każdym rokiem coraz mniej? Dlaczego? Bo ma ale nie chce wydobywać? Pokaż mi gościu głodnego, który by sobie zostawiał jedzenie na później.
Szcześniak to tchórz, manipulant i ignorant.
Proszę żebyście ignorowali jego wpisy i już nic nigdy nie komentowali.
Gdzie sens, gdzie logika?
"Proszę żebyście ignorowali jego wpisy i już nic nigdy nie komentowali".
Zacznij pod siebie, zamiast prosić o to innych.
Eva
Ktoś musi zgasić
Ktoś musi zgasić światło.
Goldi Goldman.
A co ...
... Razi ? Czy przeszkadza ? Dlaczego zawsze "ktoś" ? Czy nie prościej jest się samemu przemieścić tam gdzie go niema, albo gdzie jest inne, które - lepiej odpowiada ?
Gucio z Montrealu
Inwektywy zachowaj dla siebie koleś i papa
nie każdy kawałek internetu może tolerować głupotę...
Kara straszna brrrrr...
Tak się trzęsę ze strachu ;-) Cały drżę jak osika.
Ten post, podobnie ja wiele innych tego niepodpisanego dyskutanta, któremu udaje, że chce pozostać anonimowy (podać IP?) - jest przykładem kultury, raczej jej braku, jaką prezentują takie ruchy.
Niech na chwilę zostanie - niech sobie inni popatrzą, jak to wygląda. Chuligan internetowy - tylko tyle mogę powiedzieć.
wrocmy na wlasciwe tory
Ale to Pan Panie Andrzeju skutecznie "podgrzewal" ta pyskowke.
http://szczesniak.pl/1380#comment-5799
czym jestem szczerze zniesmaczona
Czytam Pana od dawna i bardzo sobie cenie. Pana blog jest fantastyczny, ale prosze nie probowac szukac tego samego poziomu jak u dyskutanta tylko rzeczowo odnosic sie do wypowiedzi, wrzucic linka, prezentacje, zachecic do lektury. Te materialy sa bezcenne dla czytelnikow forum.
Powinien byc Pan zadowolny ze ludzi chca poznac Pana opinie na tematy paliwowe, w tym "peak oil", w tym szczegolnie jesli nie dysponyja chocby polowa panskiej wiedzy na ten temat. Stad prosze trzymac poziom eksperta a z bloga nie czynic onetowego forum.
Pozdrawiam z nadzieja na powrot na wlasciwe tory.
MJ
Droga MJ, a propos podgrzewania
Dokładnie taki miałem plan - spokojnie i rzeczowo dyskutować. Jednak od razu:
Pierwszy wpis: "Pan wszystko wie najlepiej" - moja odpowiedź: "Personalnych przytyków nie będę komentował". Potem już na zaczepki starałem się nie reagować, ale jakby tak ktoś Pani wypowiedź zmanipulował, to chyba też by Pani zareagowała?
Bo link podany http://szczesniak.pl/1380#comment-5799 to nie moja wypowiedź. Dlatego nie rozumiem, dlaczego to "ja" podgrzewałem. To nie "ja". Ja się wkurzyłem na to.
Proszę zauważyć, że wymiana zdań z Panem Adamem Dudą ułożyła się całkiem przyzwoicie. To nie ja jestem ten zły ;-) Ale nie jestem też człowiekiem "bez nerwów". Szczególnie jak ktoś tak manipuluje.
prosze sie trzymac
Link odnosił się do całej dyskusji, zdecydowanie poniżej poziomu reszty bloga. Chyba po prostu nie będę tego więcej otwierać :)
Prosze sie trzymac mocno
Pozdrawiam
MJ
Poziom bloga zależy od dyskutantów
W głównej mierze. Autor może odpowiadać elegancko i merytorycznie, ale jeśli zarzucą go... to nie ma siły, która by utrzymała czy to nerwy czy poziom merytoryczny.
Niestety wspólnota Peak Oil tak ma... Nie pierwsze z nimi moje doświadczenie.
Posty niepodpisane są usuwane
Posty niepodpisane są usuwane
Panie Andrzeju, nie rozumiem
(podać IP?)
Ale co nam po ciągu cyfr? I co my z tym numerem zrobimy? Chyba niepotrzebnie Pan tak nerwowo reaguje. Jeśli istotnie Pan skasował ten post to należy to przyznać i poinformować dlaczego został skasowany. Jeśli nie skasował pan tego posta należy to oświadczyć i zarzucić adwersarzowi kłamstwo. Uwagi:" "niepodpisany dyskutant" nie rozumiem. Skoro na blogu jest opcja pisania jako "gość" bez podania nicku to o co chodzi? Czy zresztą nick, forma przyjęta w internecie, to naprawdę dużo więcej niż "gość"? A zresztą, skoro ma Pan numer IP?
qwerty
Szanowny qwerty
Takie są tutaj zwyczaje.
Jeśli Pan chce z kimś rozmawiać, to stosuje Pan zwyczaje przyjęte przez swego rozmówcę, szczególnie gdy jest gospodarzem. A nawet jak nie - to nie stoi Pan do niego np. tyłem. Prawda? A ja nie rozmawiam z fantomami.
Poza ty: reguła podpisywania się został zistytucjonalizowana w wielkim napisie
nad każdym formularzem do komentowania.
Jeżeli ktoś z premedytacją łamie te zwyczaje, to nie mogę podejrzewać u niego złą wolę. A jeśli ktoś tłumaczy się chęcią zachowania anonimowości w Internecie... no wybaczy Pan, ale przepuklina wypada ze śmiechu...
Różnica między "znaleziony" a "dobyty"
Dlatego, że między "znaleziony" a "dobyty i dostarczony do przerobu" jest różnica przydurku! Poniał?
Sam sobie pokazałeś. Ten "głodny" to USA. Nie każdy głodny musi być jednak taki głupi jak wy - Gościu!
Lista bogata, ale ja zgodzić się mogę tylko z pierwszym. Nigdy bym nie pomyślał, że Pan Andrzej stchórzy i nie udali Pańskiego postu. Mam nadzieję, że po moim komentarzu zreflektuje się i usunie jak Pański post, tak i mój komentarz.
I niech te prorocze słowa "ciałem się staną". W szyję go, Panie Andrzeju! W szyję go!
P.S.: Dlaczego pojawiają się posty podpisane "Gość". Proszę je likwidować bez względu na ich jakość merytoryczną. Trzeba uważać siebie i szanować tych, którzy potrafią przysłuchać się do Pańskiej woli.
"ypupasa Pa"
- chce Pan awansować na przyd..., na przypupasa Pana Andrzeja, że Pan tak "przed powóz wyskakuje"?
Naprawdę lepiej Panu czytać płytkie posty podpisane niż merytoryczne ale anonimowe? Nie to, że tamten post był jakoś szczególnie merytoryczny, ale czy ważniejsze dla Pana jest KTO mówi niż to CO mówi(pisze)?
spare capacity
"spare capacity" show
Już wielu spotykałem takich, którzy chcieli zdobyć popularność na "awansowaniu" mnie na różne "stołki". Ja czuję się dobrze, oni odchodzą w niepamięć. Ja jestem przydupasem logicznego myślenia i wiedzy. Wychodząc z tego punktu widzenia - mogę być równie dobrze przydupasem p. Andrzeja, byleby Bóg nie pokarał mnie naznaczeniem na Pańskiego ordynansa.
Gdy ludzie podpisują swoje posty, to już po kilku postach można się zorientować kto i oczym pisze, a tym samym nie tracić czasu, nawet na jego "merytoryczne" posty.
Gdy ludzie podpisują swoje posty przestają być agresorami (chyba że są skończonymi odmorazkami - jak Pan) i wtedy mają czas na merytoryczne myślenie.
Jest jednak pewna kategoria idiotów, którzy bez chamstwa nie mogą żyć i takim typom, trzeba przymykać drzwi do swoich "posiadłości" (najlepiej przymykać tak, żeby przytrzasnąć paluszki).
Nie wiem jak Pan Andrzej, właściciel bloga, zareaguje na naszą wymianę lubieżności, ale uprzedzam Pana: tak długo, jak ja będę komentował na tym blogu,dla Pana nie ma tu miejsca, chyba, że przeprosi Pan gospodarza.
Miło było! :)
"... nie ma tu miejsca"
- a za co miałbym go przepraszać? Czy chodzi Panu o to że Pana zapytałem czy bardzo chce Pan kimś "budzącym ogólny respekt wśród innych i bardzo ważnym względem gospodarza" zostać? ;)
To już nawet pytać nie można???
Pan się panoszy od kilku wpisów ustawiając ludzi po kontach - i pokazując które posty i których użytkowników należy natychmiast usunąć, bo w jednym miejscu brakuje kilku literek a w innym o kilka jest za dużo i już Pan nie daje rady. Niech Pan dorośnie emocjonalnie do elementarnej wymiany zdań.
Szczęśniak chociaż ma na tyle wysoki poziom własnej wartości, że nie musi z powodów emocjonalnych usuwać każdego postu, który jest mu nie na rękę (ale nie wiem do końca, może w domowym zaciszu walczy ze sobą :) - a czy Pan ma taki deficyt wartości, albo jakaś chorobliwą identyfikację z naszym ekspertem, że już się Pan nawet bardziej niż Pan Szczęśniak przejmuje niektórymi postami pod jego adresem?
Zaznaczam, że jest to merytoryczne pytanie i tak jak Pan sam postulował wystarczy się do niego merytorycznie ustosunkować - a nie zmieniać swojego stanu równowagi emocjonalnej do momentu, w którym trzeba już wziąć tabletkę.
Jeśli Pan napisze, że ma Pan jakieś kłopoty z krytyką czy jakieś inne, może żona Pana bije czy coś - to obiecuję, że tak samo jak pacjenta szpitala psychiatrycznego - potraktuję Pana ze szczególną wyrozumiałością i myślę, że inni uczestnicy też wykażą daleko idącą tolerancję, zrozumienie i współczucie.
spare capacity
merytoryczna odpowiedź dla spare capasity
Można, ale po co chamić? Tylko dlatego, że gospodarz jest cierpliwym i kulturalnym człowiekiem?
W odróżnieniu od Pana Andrzeja, ja w zarodku likwiduję takie dzikie wyskoki i dlatego na swoim forum mam ewidentny spokój.
Dopóki gospodarz wytrzyma moją aktywność, to ja zrobię i tutaj trochę porządku. W pierwszym rzędzie z Panem.
Ma Pan coż do powiedzenia na tematy, które są przedmiotem tego forum - proszę bardzo. O moje emocje niech się Pan nie martwi.
Sam jestem ekspertem, więc oczywiście sympatyzuję gospodarzowi. Niech to sympatyzowanie będzie nawet chorobowe, ale na takie chamstwo jak Pańskie nie pozwolę.
Czy ma Pan coś do powiedzenia w sprawie gazu lub ropy naftowej?
patenty na energię - teoria czy praktyka?
- o co konkretnie Panu chodzi? - przecież to Pan sam sobie znalazł jakiś stary post sprzed wielu miesięcy, o którym wszyscy zapomnieli, jakiegoś nieznanego nadawcy i zaczął Pan marudzić, żeby to koniecznie usunąć, bo na pewno Jego Wysoka Szanowna Mość Ekspert Sz. Pan Andrzej Szczęśniak musiał się poczuć tym urażony i dotknięty.
- wczuł się Pan na maxa, gratuluję takiej daleko idącej empatii. (Nazywam się Milijon, bo za milijoiny kocham i cierpę katusze").
ale wracając do tematu zastąpienia energii pochodzącej z ropy:
Czy ma Pan jakieś działające urządzenie - czy Pana patenty są raczej teoretyczne?
spare capacity
Teoretyczne czy praktyczne patenty?
Czy ma Pan jakieś działające urządzenie - czy Pana patenty są raczej teoretyczne?
spare capacity
Nie wiem czy jest możliwość uzyskiwania teoretycznych patentów, ale wiem, że wszystkie patenty o których ja piszę, były poprzedzone konkretnymi badaniami na konkretnych istniejących urządzeniach.
Dwa Pytania
Chcialbym Pana prosic o dwie rzeczy:
Po pierwsze o podanie z jakiego opracowania pochodzi to zestawienie EIA. Szkoda, ze urywa sie na 2004.
Po drugie (i moze to ostudzi odrobine ta dyskusje), aby jasno sie Pan okreslil co do tego zjawiska zwanego peak oil.
Czy uwaza Pan, ze:
1) takie zjawisko w ogole nie wystepuje
2) peak oil wystapi, ale w bardzo odleglej przyszlosci (50-100 lat) dlatego nie warto sobie zawracac nim glowy
3) zgodnie z tym co obecnie wiekszosc opracowac wskazuje (patrzac m.in. na podana przez Pana tabelke) nastapi w przeciagu 10-20 lat.
jest jeszcze opcja 4) peak oil juz nastapil ... ale tego pogladu oczywiscie Pan nie podziela.
Prosilbym o jasna odpowiedz, bo przejrzalem Panskiego bloga i wiekszosc takich pytan kwitowal Pan dykteryjkami o epoce kamienia lupanego. Moze z braku jasno okreslonego zdania na ten temat cala dyskusja wyglada jak wyglada. Mysle, ze wypada jasno okreslic stanowisko w takiej dyskusji, aby uniknac nerwowych reakcji. Moze Pan odpowiedziec nawet jedna cyfra (2 i pol to tez bedzie sensowna odpowiedz!).
z gory dziekuje
Pawel Symuła
Mój pogląd na zasoby
wyłożyłem w rozmowie z p. Adamem Dudą.
Dzisiaj nie wiemy, czy zasoby ropy i innych węglowodorów (NLG, gaz ziemny) są ograniczone na tyle, by w przewidywalnej perspektywie (20 lat) wystąpiło zjawisko ograniczenia wydobycia z powodu braku dostępnych zasobów. Dzisiaj udokumentowanych zasobów mamy na 40 lat. Więc przez ten czas spokojnie dzisiejsza konsumpcja będzie zaspokajana - w tej perspektywie szczyt wydobycia nie nastąpi.
Moim zdanie bardziej prawdopodobny jest scenariusz relatywnego zmniejszania się popytu (relatywnego wobec wzrostu) na klasyczną ropę.
Dziekuje za klarowna
Dziekuje za klarowna odpowiedz.
Teraz przynajmniej wiadomo o co komu chodzi. Chwilami mozna bylo odniesc wrazenie, ze w ogole Pan neguje mozliwosc wystapienia takiego zjawiska.
Wszystkim pozostaje zyczyc, aby wydobycie spadlo ze wzgledu na popyt!
Czy moglbym jeszcze prosic o podanie zrodla tego zestawienia ?
pozdrawiam
Pawel Symuła
Jakiego zestawienia?
Nie rozumiem... Chodzi o to w mojej publikacji? Na slajdzie jest napisane: EIA (Agencja Informacji Energetycznej) - rządowa struktura USA.
EIA widze
EIA widze, ale chodzi mi konkretnie o tytul publikacji
z gory dziekuje
Pawel Symuła
Niepodpisane posty są usuwane
Niepodpisane posty są usuwane
"Dzisiaj udokumentowanych
"Dzisiaj udokumentowanych zasobów mamy na 40 lat. Więc przez ten czas spokojnie dzisiejsza konsumpcja będzie zaspokajana - w tej perspektywie szczyt wydobycia nie nastąpi."
Teraz to już jest kompromitacja, bo wychodzi na to, że nie wie pan jakie są realia wydobywania ropy naftowej.
Goldman.
Proszę
nie ściągać mnie na ten żenujący poziom dyskusji.
jakieś argumenty oprócz epitetów (kompromitacja)?
Niepodpisane posty są usuwane
Niepodpisane posty są usuwane
Jeśli to Goldman - uprzejmie proszę się zalogować. Konto uruchomione.
Pole naftowe to nie litrowy
Pole naftowe to nie litrowy karton soku, z którego można wylewać po 100 ml przez 10 dni. Jeśli ja to mam wyjaśniać, to po co jest ten blog?
zdegustowany, lecz podpisany Goldi.
Proszę się zalogować
jeszcze uprzejmiej ;-)
Proszę się zalogować
Proszę się zalogować
Nie wierzę, żeby Goldman tak pisał...
Jeśli to Goldman, to wie, jakie jest hasło. I konto
A jak się mam zalogować,
A jak się mam zalogować, skoro login i hasło wysłane na mój mail nie pasują?
podane hasło: to oldman
Żeby nie było, że kłamię...
I nieładnie tak usuwać popisane posty. Manipula.
Prosze nie podawać publicznie haseł - co to za zwyczaje
przesłane nowe
Przecież i tak nie
Przecież i tak nie działało.
Odbiegamy od tematu.
udokumentowane zasoby a peak oil
Może zacytuję co na tę okoliczność ma do powiedzenia Robert Hirisch, który w 2005 roku opracował raport dla Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych odnośnie Peak Oil:
źródło (to jest streszczenie raportu):
http://www.acus.org/docs/051007-Hirsch_W...
na przełomie 2i 3 strony czytamy:
„Reserves and production should not be confused. Reserves estimates
are but one factor used in estimating future oil production from a given oil
field. Other factors include production history, local geology, available
technology, oil prices, etc. An oil field can have large estimated reserves,
but if a well-managed field has past maximum production, the remaining
reserves can only be produced at a diminishing rate. Sometimes decline
can be slowed, but a return to peak production is impossible. This
fundamental is not often appreciated by those unfamiliar with oil production.”
W pobieżnym tłumaczeniu:
„ilość rezerw i wydobycie nie powinny być ze sobą mylone. Ilość rezerw jest tylko jednym z czynników wpływających na przyszła zdolność wydobywczą złoża. Innymi czynnikami są: dotychczasowy przebieg wydobycia, warunki geologiczne, dostępna technologia, ceny ropy i inne. Złoże ropy może posiadać duże rezerwy lecz jeśli przeszło punkt maksymalnego wydobycia to pozostała ropa może być wydobywana tylko ze zmniejszającą się wydajnością. Czasami zejście może być spowolnione ale powrót do szczytowego wydobycia jest niemożliwy. Z tej fundamentalnej zależności często nie zdają sobie sprawy ci, którzy nie są zaznajomieni z wydobyciem ropy.” [Robert Hirisch]
henieck
histeria
Przyznam, że sam kiedyś nieźle się wystraszyłem problemem Oil Peak :). Dopiero po jakimś czasie zwróciłem uwagę na podejrzanie histeryczny ton niektórych wypowiedzi oilpeakowców, zwłaszcza adminów odpowiednich stron www. Oni nie przyjmują innego scenariusza spadku wydobycia niż apokalipsa. Np. handel międzynarodowy ma stanąć niemal zupełnie, bo nic nie będzie się opłacało przewozić przez morze. Nawet stosunkowo wartościowej elektroniki...Żaglowce sprzed 500 lat dawały radę, a teraz nie dadzą? Być może na tej samej zasadzie jak z budową elektrowni atomowej. Wg. peakowców do budowy jednej elektowni atomowej potrzeba masy ropy, więc jak ropa się skończy, to nie będzie jak tych elektrowni atomowych postawić. I tak dalej...
Nie chcę rzucać niepopartymi oskarżeniami, ale ktoś całkiem niedawno całkiem zdrowo pospekulował na ropie. Czyż nie opłacało by się takiemu komuś rozhuśtać wczesniej "odddolny" ruch osób zafrasowanych oil peakiem? Są metody na stworzenie pożytecznych idiotów w każdej dziedzinie. Sam takim pożytecznym przez krótki czas byłem.
Sprawa trochę niezwiązana z tematem. Kiedyś tego nie dostrzegałem, ale teraz widzę wyraźnie. Świat stoi przed zagrożeniami znacznie bardziej fundamentalnymi niż skończenie się jednej kopaliny. Renta emisyjna przywłaszczona przez wąską oligarchię finansjery, nota bene odpowiedzialną za obecny kryzys i kryzys z 1929. Jeśli nasz poziom życia spadnie, to przez tych oligarchów, a nie Oil Peak. Niepokojace, niejasne ruchy związane ze świńską grypą (odsyłam do google); fasada demokratyczna wspomagana przez służby specjalne i korporacyjne media w krajach uważanych za najbardziej demokratyczne; zanieczyszczenia genetyczne (GMO buduje się prawie na ślepo i nie można wykluczyć epidemii chorób podobnych do tych odprionowych - priony to w końcu tylko białka, a nowych białek w sposób niekontrolwanych może powstać wiele, gdy genach grzebią "inżynierowie" a de facto na obecnym poziomie techniki rzeźnicy...). Nie będę wymieniał całej listy, bo to nie jest stosowne forum. I na tym tle działa paru publicystów dla których Oil Peak to głowne warte uwagi zmartwienie. No, może poza kilkoma innymi peakami. Rozbrajająca naiwność.
____________
frasobliwy
Drogi "Frasobliwy" ...
... tak genialnie Pan to ujął, że nie moge wytrzymać żeby Panu nie podesłać (puki Panu Andrzejowi-Gospodarzowi cierpliwości starczy) - czegoś, co mi ostatnio w ręce wpadło:
Czyli: "Duży Sęk" - Dziewońskiego (to nie jest ten - o którym Pan może "przypuszczać wiedzieć") ...
Serdecznie Pozdrawiam - namolny Gucio ... ;-)
P.S. - Czy ten "OP" (broń Boże - nie odwrotnie - nie chcę mieć problemów ...) czy to nie jest przypadkiem to co francuzi nazywają - "eżakulasją prekos" ? - To, podobno, każdemu się może przydarzyć i nie potrzeba na to czekać aż czterdziestu lat ... ;-(
Gucio z Montrealu
Śmieszny temat
Prognozowanie tego tzw Peak Oil`u, jest tak absurdalne, jakby np chcieć zastanawiać się nad szczytem pakowania żywności do puszek, albo szczytem stosowania żelbetu w budownictwie, bo rudy żelaza też się kiedyś skończą. No pewnie, że tak i co z tego? Będzie się najwyżej pakować w co innego, czy budować z czego innego. Wszystko jest pochodną opłacalności stosowania danych technologii w jakimś czasie.
Jasne jest, że wszystkie lasy tropikalne, jakie rosły na Ziemi od setek milionów lat, nie wyparowały przecież i zalegają do dziś w różnych zmienionych postaciach na całej kuli ziemskiej. Na lądach i pod dnem oceanów. To są olbrzymie, wprost niewyobrażalne ilości. I trzeba być idiotą, żeby z wypiekami na twarzy podniecać się jakimś Peak Oil`em. Ale takich ludzi nie brakuje, wystarczy prześledzić temat Globalnego Ocieplenia, albo UFO.
Nie wiem, jaki procent powierzchni kuli ziemskiej przebadano pod względem występowania ropy, ale chyba nie więcej od ułamka procenta, więc skąd ten niepokój - odkryje się jeszcze dziesiątki złóż, jeśli zajdzie taka potrzeba. A jeśli przestanie to być opłacalne (bo rozwój nauki następuje w postępie geometrycznym - porównajmy świat sprzed stu lat)), to można się będzie przerzucić na węgiel brunatny, którego udokumentowanych złóż jest w tej chwili na 500 lat (a ile nieodkrytych jeszcze).
Tak, czy inaczej, jedynym zagrożeniem Ziemi są: szaleńcy i socjaliści. Wpuścić ich na Saharę, to za 10 lat piasku zabraknie.
Mirek
Usunięte - brak podpisu + nieuprzemy post
Usunięte - brak podpisu + nieuprzemy post
Śmieszny temat - peak oil
- jak sam dalej zauważasz prostą zależność - trzeba będzie użyć czegoś innego (albo przestać robić to, do czego nie ma surowców). Rowerkiem dojedziesz do pracy albo zostaniesz w domku.
Problem w tym, że nie za bardzo daje się wskazać zamiennik, który w liczbach i parametrach dorównałby ropie, od której się totalnie uzależniliśmy jak ćpun od heroiny.
Będzie się najwyżej pakować w co innego, czy budować z czego innego. Wszystko jest pochodną opłacalności stosowania danych technologii w jakimś czasie.
- albo "najwyżej się mniej zapakuje" - i o to właśnie chodzi w peak oil - będzie mniej.
Poza tym czy ekonomia może rozwiązać problem braku surowca? Moim zdaniem ekonomia zajmuje się jedynie relacjami istniejących wartości (pracy ludzkiej, energii, surowców itd) - natomiast ekonomia nie może stworzyć ani energii ani materii. Ewentualnie fizyka mogłaby coś pomóc - ale też nie może stworzyć energii z niczego.
Jasne jest, że wszystkie lasy tropikalne, jakie rosły na Ziemi od setek milionów lat, nie wyparowały przecież i zalegają do dziś w różnych zmienionych postaciach na całej kuli ziemskiej. Na lądach i pod dnem oceanów. To są olbrzymie, wprost niewyobrażalne ilości. I trzeba być idiotą, żeby z wypiekami na twarzy podniecać się jakimś Peak Oil`em.
- w peak oil nie chodzi o ilość ropy pod ziemią - tylko chodzi o dostępną (już wydobytą, gotową właśnie do zagospodarowania) ilość w danym momencie. W pewnym momencie fachowcy zaczęli liczyć ile w przyszłości będzie można wydobyć w kontekście zapotrzebowania - i dostali wypieków na twarzy - bo liczby się im poważnie nie zgadzają.
- tu się mylisz - ludzie dość dokładnie wiedzą gdzie i czego można się spodziewać na kulce Ziemskiej, sporo zostało zbadane. Na żadne wielkie odkrycia w stylu druga Arabia nie ma żadnych szans. Szczyt znajdowanych złóż był kilkadziesiąt lat temu - teraz znajduje się coraz mniej, coraz mniejszych złóż i eksploatacja kosztuje (zarówno energetycznie jak i finansowo) coraz więcej... Za szczytem znajdowania złóż z kilkudziesięcioletnim opóźnieniem idzie odpowiadający mu szczyt wydobycia.
- niepokój wynika ze zrozumienia faktu, że nie dość, że nie odkryje się tyle ile będzie trzeba- to jeszcze to co jest już odkryte nie będzie możliwe do wydobycia na czas lub nie będzie energetycznie opłacalne.
Starzejąca się złoża eksploatuje się tak, że wtłacza się wodę – woda jako cięższa opada, w górnej warstwie zbiera się ropa. To nie jest to samo co wbicie rury w ziemię do nowego złoża i ropa sama tryska. Wtłaczanie wody odbywa się za pomocą energii, którą przecież ostatecznie chcemy uzyskać. Jest jakiś moment, w którym nie ma znaczenia ile ropy jeszcze jest pod ziemią – jeśli więcej energii się zużywa na wydobycie niż się uzyskuje - to nie ma sensu wydobywanie. Ta wielkość energii zainwestowanej globalnie stale się powiększa – i osiąga kiedyś dla danego złoża poziom, przy którym nie ma sensu dalej wydobywać. Gdy wydobywa się ropę z zawartością kilkudziesięciu % wody, którą się wcześniej wtłoczyło – to zabawa się kończy :(
- zrozum najpierw czym jest peak. Chodzi o szczyt wydajności wydobycia - a nie o bezwzględną ilość zalegającą w ziemi - chociaż to się ze sobą też nierozerwalnie łączy. Ktoś mówi: wkrótce nie nadążymy z wydobyciem w stosunku do potrzeb - a Ty odpowiadasz- spokojnie, nie będziemy nadążali przez 500 lat! Pomijając nieadekwatność tej informacji -nie wiem skąd bierzesz dane, że węgla starczy na 500lat...
henieck
@ henieck
Widzę, że lubisz drążyć temat, jak kumoszki na targu, więc ujmę to najkrócej jak potrafię.
Na poruszanie kółek w samochodzie, znanych jest wiele sposobów (niektóre już stosowane) a można wymyślić dużo więcej.
Ekonomia oczywiście nic nie produkuje, ale rachunek ekonomiczny zmusza tych wstrętnych kapitalistów do ciągłego główkowania - na czym by tu zarobić. Gdyby ropy miało zabraknąć za rok, to do tego czasu zdążą się pojawić nowe rozwiązania, bo układ jest dynamiczny. Tak po prostu działa wolny rynek i geniusz ludzki. My rozmawiamy, jak dwaj indianie, którzy się martwią, że niedługo zabraknie im skór z bizonów. A kto wie, czy za 100 lat nie będziemy się teleportować, więc darujmy sobie tę ropę, bo to dziecinada.
Na koniec - informację o zasobach (samego węgla brunatnego) na 500 lat wydobycia w obecnym tempie, wziąłem stąd: http://tiny.pl/hh174 (na końcu artykułu) - więc spoko :)
Mirek
Gdzież ten Peak Oil przez te prawie 40 lat?
policzyłem średnią z tej powyższej tabeli 36 różnych prognoz.
Wyniki:
w związku z tym, że interesował mnie uśredniony wynik, w tych przypadkach, kiedy prognoza zawierała okres (np 2010-2020) brałem z tego średnią (tu 2015).
Dla jednego wpisu, gdzie nie było podanej daty bo peak miał być poza zasięgiem "wzroku" przyjąłem dość odległy jak na te prognozy 2050rok.
średnia z ostatnich 5 wpisów w tabelce (od najświeższego) - peak oil w 2015roku
średnia z ostatnich 10 - 2021r,
średnia z ostatnich 15 - 2020r,
średnia z ostatnich 20 - 2021r,
średnia z ostatnich 25 - 2019r,
średnia z ostatnich 30 - 2017r,
średnia z ostatnich 35 - 2015r,
średnia z całej tabelki 36 wpisów to 2014r (niska, bo początkowe wpisy przewidywały. że peak nastąpi wcześniej).
W związku z tym, że około 1/3 szczególnie wczesnych wpisów się nie sprawdziła (mamy 2009 a przewidywały, że peak miał być wcześniej), obliczyłem też średnią odrzucając wszystkie prognozy, które obstawiały przewidywania przed 2009. Wówczas średnia wynosi 2024r.
Jako, że w tym ostatnim przypadku jest ewidentna niedowaga usuniętych najbardziej pesymistycznych prognoz - obliczyłem jeszcze jedną średnią zamieniając wszystkie nietrafione do tej pory prognozy na rok 2010(przyjmując najbardziej pesymistyczny z możliwych - ale technicznie możliwy termin 2010). Wówczas średnia wynosi 2020. (zaokrąglenia do całości).
Więc moim zdaniem najbardziej reprezentatywna średnia wszystkich prognoz (z tej tabeli) oscyluje koło 2020. Biorąc pod uwagę zjawisko ucieczki szczytu może trzeba by dodać kilka lat. Tam bym wstępnie wypatrywał największego prawdopodobieństwa - chociaż nie należy zapominać, że jest też jakieś niezerowe prawdopodobieństwo wystąpienia tego zjawiska zarówno w 2015 jak i 2025 , albo 2012 czy 2035 albo może okaże się, że wydobycie z 2008 już nigdy więcej nie zostanie pokonane... Może się też okazać, że wszyscy się pomylili i wygrał ten, kto obstawiał 2050... Hej, to już chyba nawet nasz gospodarz Pan Szczęśniak wcześniej obstawia niż 2050 ;)
Koniec świata nafciarzy?
http://gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,859...
qwerty
Być może - nafciarzy, ale nie - nafty ...
... malejące, stosunkowo do obecnego sposobu konsumcji, wydobycie - zmusi do zmiany "energetycznego zachowania się ludzkości" ...
"Nafta" zacznie być oszczędzana i rezerwowana dla funkcji w których (narazie) nie można jej zastąpić ...
Należy jednak zwrócić uwagę na to - żeby dyskusja na temat zmniejszających się zapasów ropy służyła do spowodowania zmian obyczaji jej konsumcji a nie rozbujania nowej fali - spekulacji ...
Gucio z Montrealu
Nafciarze bedą się trzymali dobrze
Nafciarze bedą się trzymali dobrze. po prostu w zamian za mniejszy wolumen beda miec większe marże.
Adam Duda
Niezupełnie ...
... rozwija się tendencja przerabiania ropy i ... gazu (na LNG) - u siebie, to znaczy w pobliżu miejsca wydobycia i sprzedawania produktów gotowych ...
A na produktach gotowych jest już trudniej spekulować (bo jak długo można "golić" swoich?) - Swoi zaczynają się prędzej denerwować ...
Gucio z Montrealu
Peak Oil Deniers - już jest pałka na krytyków
Za bycie "Holocaust deniers" idzie się w wielu państwach do więzienia.
Za bycie "Climate Change deniers" są polityczne obstrukcje i często Berufsverbot.
Pojawiło się hasło "Peak Oil Deniers" - ciekawe czy ci będą mieli siłę polityczną, żeby nadać sankcje (w opinii publicznej choćby) za krytykę tej teorii.
Jak widać, ilość grup, które walczą z wolnością myśli jest coraz większa.
to "Peak Oil Deniers' to stąd: Peak Oil Deniers Is a Waste of Time
Początek pierwszego komentarza pod
artykułem piętnujących negacjonistów szczytu wydobycia brzmi całkiem nieźle:
Pana własne dane zwiastują rychły peak oil.
- dysponuje Pan powyższymi danymi i jakie z tego Pan wyciąga wnioski? – Że przez 40 lat nie ma się czym martwić? Czy realistycznym jest, że świat będzie wydobywał z pełną mocą przez 40 lat i po tym czasie któregoś dnia o 16:07 będzie jeszcze płynąć dzisiejsze 81,8 mln bbl/d, natomiast o 16:08 nie popłynie już nic, bo nie będzie już więcej ropy na Ziemi? Przepływ = zero?!
Takie liczenie być może obrazuje z grubsza co najwyżej rząd wielkości zapasów ale daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa, ponieważ w rzeczywistości eksploatacja złóż nie przebiega w ten sposób, że do końca zapasów można je ekstrahować z dowolna wydajnością. Przeciwnie – na bardzo długo przed ostatecznym wyczerpaniem złoża następuje punkt przegięcia na krzywej wydajności i wielkość wydobycia zaczyna nieodwracalnie spadać – tak jak dzieje się obecnie z wieloma poszczególnymi złożami.
Przypominam jeszcze raz, że pojęcie „peak oil” odnosi się do natężenia przepływu wydobywanej ropy a nie do wielkości zapasów. Mylenie tych pojęć wielu osobom przychodzi tak samo łatwo jak mylenie pracy i mocy – ale jest tak samo istotne dla jakości wyciąganych wniosków jak pomylenie prędkości i drogi. Zapasów może być dużo – ale zanim się ostatecznie wyczerpią następuje istotny spadek wielkości wydobycia.
Jeśli w teoretycznym (błędnym) ujęciu licząc „mamy ropy na 40 lat” – to z rzeczywistych charakterystyk eksploatacji złóż wynika, że wiele lat wcześniej musi nastąpić szczyt wydobycia wydobycia (peak).
W dużym uproszczeniu jeśli eksploatujemy złoże już 40 lat i jest w nim jeszcze jak Pan przytacza „udokumentowanych zasobów ropy na 40 lat” – to z grubsza w ciągu kilku najbliższych lat wystąpi w nim maksymalne wydobycie – i następnie będzie ono spadać w kierunku zera przez wiele lat, (w praktyce znacznie dłużej niż 40 lat) odwzorowując linię krzywą.
Pana własne, powyższe dane rozumiane poprawnie i w kontekście rzeczywistych krzywych wydobycia zwiastują relatywnie rychłe nadejście szczytu wydobycia ropy -„peak oil”.
Rozumiem, że chciał Pan też wykazać, że z biegiem czasu dodatkowe zasoby „się znalazły” – ale osobiście nie ulegałbym (pseudo) logice, że jeśli udawało się do tej pory to potem też będzie tak samo. Mówimy o śmierci złoża, która z racji ograniczonej swojej wielkości jest tak samo nieuchronna jak śmierć każdego żywego organizmu.
To, że ktoś dożył do wieku 85 lat nie znaczy, że teraz już nie ma się czym przejmować- według mojej logiki (i logiki towarzystw ubezpieczeniowych;) - jest wprost przeciwnie. Postęp w medycynie może jeszcze poprawić statystykę – ale na cuda osobiście bym nie liczył.
***Następna, bardzo ważna kwestia: załóżmy, że wzrost wydobycia ropy odbywa się z niewielkim przyrostem tylko 1,5% rocznie. W praktyce z matematyki wynika, że podwojenie światowego zapotrzebowania na ropę wystąpi już za 46 lat.
Podwojenie ma to do siebie, że każdy następny okres podwojenia zużywa więcej ropy niż w całej dotychczasowej historii (takie jest matematyczne następstwo podwojenia). Zakładając nawet tak niewielki wzrost - w następnych 46 latach zużyjemy więcej ropy niż w całej dotychczasowej historii razem wziętej, licząc wszystką ropę, która do tej pory była wydobyta na Ziemi -a w jeszcze następnym 46 letnim okresie po nim znów zużyjemy więcej niż w całej historii poprzedzającej ten ostatni 46-letni okres. Jakie są szanse na tak duże znaleziska?
Już z tej dynamiki wynika, że im bliżej do tych Pana 40 lat – tym mniejsze znaczenie ma czy mamy rezerw 1258 mld b/d czy 3000 mld b/d – bo wówczas (za 40 lat) nawet całkowicie nieprawdopodobne podwojenie obecnej wielkości rezerw przesuwa problem jedynie o kilkanaście lat (upraszczając równocześnie, że zwiększenie rezerw automatyczne zwiększa strumień wydobywanej ropy).
Czyli skoro "ropy ma być na 40 lat" - to peak musi być znacznie wcześniej plus ewentualnie kilkanaście lat - jesli podwoimy odkrycia, (na co nie ma szans tak jak dawniej).
Reasumując biorąc Pana dane - to i tak mamy niedługo bardzo poważny problem ponieważ szczyt wydobycia wystąpi na długo przed realnym wyczerpaniem się złóż. Niewiadomo kiedy dokładnie on wystąpi – ale niechybnie nastąpi i nawet nieprawdopodobne optymistyczne podwojenie rezerw jakie mogłoby wystąpić z biegiem czasu niewiele zmieni cały obraz w skali nawet ludzkiego życia.
Jeśli wzrost zapotrzebowania na ropę miałby być mały lub ujemny - to stawia to pod znakiem zapytania wzrost gospodarczy na świecie - i też niedobrze... Wygląda na to, ze bez ropy nie da rady ale z dynamicznym przyrostem tez daleko nie zajedziemy.
A jeśli roczny wzrost wydobycia miałby być większy niż przykładowe 1,5% i rezerw już nie uda się zwiększyć – a wręcz wiadomo, że w praktyce wszystkiego co znaleziono nie da się wydobyć do ostatniej kropli – to oględnie mówiąc będzie „trochę wcześniej i trochę gorzej” – czyli dość zaskakujący niektórych czarny scenariusz :|
Generalnie liczenie takie jak Pan przedstawił delikatnie mówiąc jest na poziomie poniżej eksperta i liczyłem na jakby troszkę więcej. Dzielenie wielkości rezerw przez wielkość dzisiejszego wydobycia nie ma dosłownie ŻADNEGO odniesienia do rzeczywistości jeśli chodzi o próbę przewidzenia kiedy może nastąpić szczyt wydobycia ropy – i takie proste wyliczenia stosowali 10 lat temu niezorientowani w złożoności zagadnienia dziennikarze „Świata Kobiet”.
Również sam tytuł wątku - rozumiem, że miał być lekki w odbiorze i trochę prześmiewczy - ale niestety zdradza niezrozumienie istoty zjawiska "peak oil" (podpowiem, że nie chodzi o "koniec ropy" :).
Przy głębokim respekcie do Pana wiedzy na paliwowe tematy - na polu peak oil niestety Pana wiedza i poziom argumentów jest w mojej ocenie bardzo niski. Zapewne poziom jest niski, bo początkowo wyciągnął Pan błędne wnioski z bardzo prymitywnych i błędnych wyliczeń i darzy Pan temat peak oil negatywnym sentymentem - co dalej pogłębia niechęć do pogłębienia wiedzy na ten temat - i kółko się zamyka.
Jakkolwiek to zanosi się na to, że nie uda się utrzymywać wzrostu wydobycia przez tyle dekad, ponieważ już niedługo wystąpi problem demograficzny w zachodnim świecie - a to jest równoważne z kryzysem gospodarczym podobnym do tego z Japonii. Wówczas spadnie zapotrzebowanie na ropę tak jak to się stało z okazji obecnego kryzysu. Widziałem już analizy, że długoterminowo może spadać zapotrzebowanie na ropę - wówczas poakoilowcy będą myśleć, że jest peak -a tymczasem to po cichaczu system będą rozwalać emeryci ;)
henieck
Z jednego zdania...
... tyle wniosków wyciągnąć... jestem pełen podziwu ;-)
A jak się okaże, że ...
... ten "pik oil" już był - to co ?
Może przeskoczymy na temat; w związku z zarysowującą się tendencją na stopniowe zwiększanie zapotrzebowania elektryczności dla samochodów nią napędzanych - jak inwestować w polskie kopalnie węgla - zanim inni je - przechwycą ... ;-)
Gucio z Montrealu
elektryki będą najpierw
elektryki będą najpierw ściągać prąd z nocy... a swoją drogą to elektrownie są koszmarnie nie doinwestowane.. tylko patrzeć jak jakiś blok im się rozpiży i będziemy mieć kolejną żałobę narodową
Pozdrawiam
Adam Duda
realia wydobycia
jeszcze a propos
Dzisiaj jest 1258 mld.(udokumentowanych zasobów ropy) [...] To jest 40 lat wydobycia.
w dzisiejszym bankierze :
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Gazu-nie...
[cytat]
pytnie: Gaz z importu to tylko część surowca, jaki zużywamy w kraju. Około 30 procent pokrywa nasze własne wydobycie. Jeszcze niedawno szefowie PGNiG zapowiadali znaczne zwiększenie wydobycia. Z obecnych około 4,3 mld metrów sześc. surowca do grubo ponad 5 mld. Tymczasem odnoszę wrażenie, że te plany zostały zarzucone. Ba, coraz głośniej mówi się w branży, że wydobycie będzie maleć...
odpowiedź: Jednoznacznie te głosy dementuję. Nasze plany dotyczące zwiększenia wydobycia krajowego nie zostały i nie zostaną zarzucone. Co najwyżej zostały urealnione. Oczywiście znam deklaracje poprzedników dotyczące wzrostu wydobycia, które jednak okazały się zbyt optymistyczne. Problem w tym, że kilka lat temu znacznie ograniczono wydatki na prace poszukiwawcze. Wymiernym efektem był niewielki spadek wydobycia w ubiegłym roku. Warto podkreślić, że kilka lat temu nie było na ten cel pieniędzy, a przecież poszukiwania to wyjątkowo kosztowna rzecz. Jednak ten segment konsekwentnie jest odbudowywany. Od 2007 roku nakłady na poszukiwania nowych złóż w kraju znacząco się zwiększyły. Rocznie to kwoty rzędu 600-650 mln zł. Drugie tyle wydajemy rocznie na zagospodarowanie złóż.
Ale na efekty trzeba poczekać. Proszę pamiętać, że wydobycia nie da się zwiększyć znacząco w ciągu roku czy dwóch lat. To proces kilkuletni. Oczywiście pojawiają się opinie, że skoro mamy prawie 100 mld m sześc. udokumentowanych złóż, to nie ma przeszkód, aby szybko zwiększyć produkcję z już istniejących odwiertów. Nie ukrywam, że tego typu stwierdzenia mnie denerwują. Owszem, ten gaz jest, tyle że możliwość wydobycia istnieje właśnie na poziomie 4,3-4,5 mld m sześc. Na tyle pozwalają nam warunki techniczne eksploatacji złóż. Gdybyśmy zaczęli gwałtownie zwiększać wydobycie, doprowadzilibyśmy do zniszczenia czy degradacji złoża i w efekcie zmniejszenia jego zasobów wydobywalnych. A przecież na rabunkowej eksploatacji naszych zasobów gazu chyba nikomu nie zależy.
[koniec cytatu]
- to właśnie jest kwintesencja tematu „peak gas&oil” w słowach wiceprezesa Polskiego Górnictwa Naftowego. Ten człowiek wydobywa gaz i rozumie sprawę – natomiast wielu analityków widząc duże rezerwy nie rozumie, że technicznie nie da rady ich szybciej eksploatować. Nie twierdzę, że obecny poziom wydobycia to jest poziom naszego bezwzględnego „peak gas” (nie mam danych na ten temat) – ale mówimy tutaj o jakimś ograniczeniu ilości wydobycia przy danych parametrach złoża i przy danym poziomie inwestycji, którego w danym momencie żadnymi siłami nie można przeskoczyć. Być może gdy zwiększymy inwestycje to za parę lat uda się podciągnąć jeszcze nieznacznie produkcję – ale gdy osiągniemy bezwzględny peak – nic nie powstrzyma ciągłego i nieodwracalnego spadku wydobycia.
- może jeszcze jedna ważna rzecz: "Problem w tym, że kilka lat temu znacznie ograniczono wydatki na prace poszukiwawcze. Wymiernym efektem był niewielki spadek wydobycia w ubiegłym roku".
- wielu analityków mówi, że z powodu obecnego kryzysu mamy identyczną sytuacje z ropą na świecie. Nakłady ostatnio się zmniejszyły, ponieważ w wyniku kryzysu załamało się finansowanie i popyt na ropę. Wielu ekspertów przewiduje, ze przy najbliższym odrodzeniu globalnego popytu trafimy „w sufit” wydobycia niezależnie czy będzie to już globalny peak oil czy jeszcze nie - właśnie z tych samych powodów, o których mówił wiceprezes Polskiego Górnictwa Naftowego w artykule o gazie...
Także podsumowując gadanie typu” Dzisiaj jest 1258 mld.(udokumentowanych zasobów ropy) [...] To jest 40 lat wydobycia” (więc przez ten czas nie mamy się czym martwić) najpewniej też zdenerwowałoby wiceprezesa Górnictwa Naftowego :)
henieck
Fałszywe odczytanie, henieck
porównać raz jeszcze słowa wiceprezesa z własnymi wnioskami na końcu - nie zgadza się.
co jest nie ok
to ze jeszcze tego gazu nie znaleźli?
Pozdrawiam
Adam Duda
fałsz peakoilowców ;)
Ma Pan rację, że to może nie jest zupełnie analogia 1:1 - natomiast mi chodziło głównie o to, że wielkość całkowitych rezerw na papierze (wielkość beczki) ma się w praktyce nijak do możliwości realnego poziomu wydobycia w danej chwili (wielkości strumienia z kurka).
Stanowisko zwolenników peak oil mówi: „niedługo nasz realny strumień z kurka zacznie się kurczyć”.
Pan mówi: „nic podobnego, ja tu na papierze wyraźnie widzę, że mamy jeszcze bardzo dużo rezerw w beczce”.
Na pierwszy rzut oka dla czytelnika niezorientowanego w temacie to może brzmieć jak sensowny argument (bo automatycznie zakłada, że można dowolnie szybko opróżnić beczkę) – ale oto wiceprezes twierdzi, że go denerwuje taka „logika”, bo w praktyce nie przeskoczy się ograniczeń (wąskich gardeł) wynikających z parametrów złoża... W praktyce Pana niewysłowione założenie, że można dowolnie szybko opróżniać beczkę jest całkowicie fałszywe.
Czy ja już z tego wszystkiego filtruję sobie informacje sprzeczne ze swoim światopoglądem i wyciągam złe wnioski ze zdania:
„Owszem, ten gaz jest, tyle że możliwość wydobycia istnieje właśnie na poziomie 4,3-4,5 mld m sześc. Na tyle pozwalają nam warunki techniczne eksploatacji złóż.”?
Tak samo na Pana argument z góry strony, że mamy jeszcze ileś tam ropy – to jest na 40 lat wydobycia - prezes największego koncernu naftowego albo różnych agencji energii mógłby powiedzieć (i tak mówi): „Owszem, ta ropa jest, tyle że możliwość wydobycia istnieje właśnie na poziomie X mld m sześc. Na tyle pozwalają nam warunki techniczne eksploatacji złóż.”
W innym poście powyżej napisałem dokładnie dlaczego nie można w ten sposób liczyć, żeby brać wielkość rezerw, dzielić ją przez dzisiejsze zużycie i wyciągać z tego wniosek, że mamy jeszcze X lat spokoju. To jest Pana największy „grzech” widziany z punku widzenia „wyznawcy” peak oil ;) Po prostu nierealne jest zakładanie, że setki złóż będą przez wiele lat eksploatowane z dowolną wydajnością i że wszystkie skończą się w tym samym momencie. Nic dziwnego, że ludzie, którzy znają realia wydobycia burzą się, denerwują i reagują emocjonalnie gdy słyszą taką argumentację.
Jeśli to niezorientowany uczeń podstawówki ma taki pogląd jak Pan to nie ma co się zżymać – ale jeśli eksperci, od których opinii czasami sporo zależy używają tej samej argumentacji (dzielenia wielkości złóż przez zużycie)– to już niektórzy nie wytrzymują i ich zdecydowane reakcje wyglądają z Pana strony na „ruch religijny”.
Ciekawe, że wiceprezes Górnictwa Naftowego, oceniając jego argumentację logiczną i deklarowaną reakcję emocjonalną (zdenerwowanie na niektóre argumenty) zdradza również pośrednio przynależność do „wyznawców maksymalnych poziomów wydobycia”.
Pana podejście z mojej perspektywy wygląda na odrealnione. Podejrzewam, że ma Pan inne wykształcenie niż ściśle techniczne. Raczej na inżyniera, który projektuje i oblicza konkretne projekty mi Pan nie „wygląda”. Bardziej mi Pan wygląda na duszę humanisty zagubioną na polu ekonomii (która z resztą nie jest ścisłą nauką przyrodniczą tak jak fizyka i matematyka).
Ehh -jednak „peak oil” to jest sport ekstremalny ;)
I znów wyszło mi tyle ciekawych wniosków z Pana jednego zdania - to tylko kwestia wyobraźni :)
henieck
To z pewnością nie jest analogia
świetnie, że się zgadzamy ;-)
Trudności w dyskusji powstają wtedy, gdy strony z różną dozą precyzji używają pojęć. Pisze Pan:
Otóż to jest całkowicie nieuprawnione stwierdzenie: "proven reserves" to jest właśnie ilość wydobywalna przy dzisiejszych warunkach technicznych i cenowych. Więc to jest dokładnie ta ilość - realnego poziomu wydobycia. Nie jest tak, że "ona się ma nijak'.
Jeśli nie uznajemy wspólnych pojęć - nie ma dyskusji. Jest przerzucanie się ilością lub pięknością słów. To nie dla mnie. Za stary jestem ;-)
z tym że reserves nie ma się
z tym że reserves nie ma się wprost do flow
czy przekonuje Pan że przy odpowiednio dużych inwestycjach jestesmy w stanie wydobyć 1,2 bln baryłek ropy w ciągu roku?
Pozdrawiam
Adam Duda
proszę mi pokazać...
gdzie taką bzdurę napisałem, to uderzę czołem w glebę i przeproszę grzecznie. Można link?
nie napisał Pan
chodzi przecież o stwierdzenie oczywistej oczywistości że reserves to nie flow i odwrotnie.
Pozdrawiam
Adam Duda
doprecyzowanie
Czyli jeśli dobrze rozumiem, chciał Pan powiedzieć, że rezerwy (proven reserves) są ilością ropy (objętość) dostępną za pomocą obecnych technologii i w obecnych warunkach ekonomicznych.
Może doprecyzujmy jeszcze czym jest „poziom wydobycia”. Ja używałem tego jako extracion rate – czyli jako wielkość opisująca ilość w czasie (np. ilość baryłek na dzień, na rok itd.)
Moje zdanie:
„wielkość całkowitych rezerw na papierze (wielkość beczki) ma się w praktyce nijak do możliwości realnego poziomu wydobycia w danej chwili (wielkości strumienia z kurka)” jest równoważne temu, że duża wielkość dostępnych zasobów (proven reserves [barrels]) nie oznacza, że surowiec można wydobywać z dowolnie wysoką wydajnością (extraction rate [barrels per day]).
Z założenia ma to mieć taki sam wydźwięk jak cytowane wyżej zdanie wiceprezesa, że mimo rezerw na poziomie 100 nie da rady wydobywać szybciej niż 4,5/rok.
Zdaje się Pan nadał mojej wypowiedzi nieco inny spin– że wielkość wydobywalnych rezerw nie ma nic wspólnego z realnymi możliwościami wydobycia – naturalnie nie o to mi chodziło. Tak jak Pan przytoczył -proven reserves to jest właśnie wielkość możliwa do wydobycia za pomocą dostępnej technologii (w odróżnieniu od całej ropy znajdującej się pod ziemią).
Myślę, że tym samym doprecyzowaliśmy kontekst wypowiedzi pana wiceprezesa PGN.
henieck
post peak oil and post CO2
- a po "peak oil" czeka nas temat "peak coal", "peak top soil", "peak drinking water", "peak iron ore", "peak copper" itd ...
Znany peakoilowiec Richard Heinberg poszedł na całość i napisał książkę "Peak Everything" :)))
http://www.amazon.com/Peak-Everything-Ce...
miał też prelekcję:
Z tymi modelami, które przewidują, że na początku XXIw nastąpi zatrzymanie dotychczasowego wzrostu to chyba raczej nie są żarty...
- henieck
Czy to nie jest najwyższy czas - żeby ...
... już uspokoić tą pogoń za tym "wirtualnym wzrostem" i zacząć normalnie żyć ?
To ostatnie zdanie:
Czy to nie jest przypadkiem - raczej - pobożnym życzeniem ? ... bo - kiedy można, w tym "performującym" świecie, znaleźć czas żeby - pujść na wagary ... ja się "pitam" ? ... ;-)
Bo jak się na to nie znajdzie czasu - to się wróci do Paryskiego Maja 1968 roku ... wtedy przynajmniej coś się działo ... było po tem, jakis czas, co opowiadać ... a teraz ? "Pik oil", "CoDwa" itp - a hryn z tym - opony samochodowe do pieca i - byle do wiosny! ...
Pozdrawiam ...
Gucio z Montrealu
kiedy peak oil? - raport UKERC (UK Energy Research Centre)
natknąłem się na opracowanie UK Energy Research Centre (UKERC). Ciekawie patrzą jakby z zewnątrz na sprawę i komentują zarówno pesymistów jak i optymistów - wiec nie jest to kolejny odłam sekty, czyli wyznawców z definicji - tylko tak im wyszło z analizy...
w poniższym linku można zaleźć kilku stronicowy "Executive Summary"
i pełen raport (228 stron).
http://www.ukerc.ac.uk/support/tiki-inde...
W skrócie z tego raportu wynika, że:
Pomimo słabej jakości danych, istnieją wystarczające informacje do adekwatnej oceny ryzyka wystąpienia peak oil. Dostępna metodologia może często prowadzić do niedoceniania wielkości realnych zasobów i zbyt pesymistycznych prognoz przyszłych dostaw.
Spadek produkcji nabiera tempa. Ponad dwie trzecie istniejących mocy produkcyjnych będzie wymagać ich zastąpienia do roku 2030 i to tylko w celu uniknięcia spadku obecnego poziomu produkcji.
Podczas, gdy duże zasoby konwencjonalnej ropy naftowej mogą być dostępne, to jest mało prawdopodobne aby można z nich skorzystać w odpowiednio krótkim czasie i mogą niewiele zmieniać moment wystąpienia światowego peak oil, ponieważ wielkość światowych rezerw, w stosunku do innych czynników ma relatywnie nieduży wpływ na sam moment wystąpienia peak oil.
(przypominam, że "peak oil" to moment maksymalnego wydobycia a nie koniec ropy).
Dla szerokiej gamy przyjętych różnych założeń - peak oil wypada między rokiem 2009 a 2031. Istnieje znaczne ryzyko wystąpienia peak oil przed rokiem 2020. (Czyli najbardziej optymistyczne założenia jakie w ogóle brali pod uwagę wskazują najdalej na rok 2031).
Biorąc pod uwagę długi czas potrzebny na rozwój substytutów paliw i poprawy efektywności energetycznej - ryzyko wystąpienia peak oil należy wziąć bardzo poważnie.
spare capacity
Peak Oil?
Szanowny Panie Andrzeju,
też coś znalazłem. Może z tego wynika, dlaczego zapowiedziany „Pik Oil” jeszcze nie chce się pojawić. Pierwszy artykuł z roku 2007 został dla mnie w pewien sposób potwierdzony wynikami badań, o których mowa w drugim. Czy ktoś ma jakiś informacje weryfikujące te poglądy?
http://www.engdahl.oilgeopolitics.net/Geopolitics___Eurasia/Peak_Oil___Russia/peak_oil___russia.html
http://my.opera.com/nielsol/blog/2009/07/28/abiotic-oil
Pozdrawiam
Matthias Rehm
Matthias Rehm
Panie Mateuszu
Nie jestem geologiem (to ogromna wiedza i kudy mi tam do znania się na tym), ale dopytywałem się kilku geologów na ten temat. Dla nich sprawa jest oczywista: część złóż daje się wyjaśnić jedną teorią powstawania ropy (organiczną) część teorią abiotyczną. Coraz więcej badań, coraz więcej dowodów. Generalnie musimy przyjąć za pewnik, że mało, bardzo mało wiemy o energii, a opanowaliśmy jej ppm-owe (milionowe części) zasoby. Także o węglowodorach. Także ten fragmencik (przepuszczony przez Google-tłumacza) jest bardzo ciekawy i daje duże nadzieje na lepsze poznanie mechanizmów powstawania paliw kopalnych:
Po polsku:
Jeśli nauka potwierdzi przez kolejne eksperymenty te hipotezy - to wszelkie pomysły typu Peak Oil, Climate Change będą sobie mogli autorzy w buty wsadzić ;-)
Dla mnie jest oczywiste w dyskusjach z Peak Oil-owcami, że ich nastawienie wynika z pierwotnego nastawienia anty-rozwojowego, anty-przemysłowego, anty-kapitalistycznego. Znajdują bardzo dużo dowodów na to, że ta teoria wzbudza zainteresowanie. Niewiele więcej. Wszystko poza tym jest u nich utwierdzaniem na początku przyjętego założenia. Są tak zamknięci na argumenty, że dyskusja z nimi całkowicie mija się z celem, jest czystą stratą czasu. Nie dość, że bronią coraz węższych tez (od końca ropy przeszli do końca "klasycznej" ropy, co jest już żenującą sztuczką, to nie odpowiadają na żadne argumenty tylko mnożą (w potężnych ilościach) "wiedzę" zassaną z ich stron internetowych (dobrze robionych poza tym).
Także dajmy naukowcom popracować ;-)
P.S. Engadahl to Engdahl. Dużo emocji, mniej argumentów. Wolę Bhadrakumara: www.atimes.com
P.S. 2 Tutaj jest video z tą informacją:
http://www.ciw.edu/publications_online/e...
różne sztuczki i manipulacje z „końcem ropy”
- czy ta teoria się potwierdzi czy nie - ma to niewiele wspólnego z peak oil, ponieważ nawet jeśli ropa powstaje w inny niż do tej pory sądzono sposób - powstaje w długim okresie a my jako świat mamy na maxa rozkręcony właśnie teraz cały "biznes", codziennie z zanikających stopniowo złóż płyną miliony baryłek i pytanie jest jak utrzymać to szalone tempo w tym roku, za 5, 15 lat a nie za setki tysięcy lat- bo chyba Pan nie wierzy, że tym sposobem może regularnie co kilka lat powstać ilość ropy wielkości złóż Arabii Saudyjskiej w jakimś skupieniu pozwalającym na jej eksploatację?
- ja tam osobiście za peak oilowca się nie uważam, jedynie argumenty za peak oil wydają mi się bardziej sensowne niż argumenty drugiej strony, tak samo to nie ma nic wspólnego z klimatem, filozofią ani z innymi przekonaniami - akurat trafiło, że jestem zagorzałym zwolennikiem kapitalizmu laissez-faire i zdecydowanym przeciwnikiem teorii ocieplenia klimatu powodowanego działalnością człowieka.
- nie słyszałem, żeby żaden zorientowany w temacie "peak oilowiec" mówił o rychłym końcu ropy - natomiast jest mowa o szczycie wydobycia. To Pan w kółko na hasło "peak oil" zawsze wtrąca jakoś swoje magiczne, ośmieszające hasło "koniec ropy" - z tym, że dla wstępnie zorientowanego czytelnika, zamiast ośmieszyć peak oil, jak ma Pan zapewne w zamiarze - ośmiesza to Pana.
Mijają miesiące a Pan cały czas jedzie z "końcem ropy" - co stoi na przeszkodzi żeby Pan nazwał raz rzecz po imieniu - żeby czytelnik choć raz miał wrażenie, że rozmawia z kimś, kto ogólnie rozumie o co w ogóle w tym chodzi?
Czasami występujące zawężenie tematu do szczytu ropy konwencjonalnej daje to, że peak w tym segmencie był 4 lata temu i jak na razie, mimo okresów rekordowo drogiej ropy jakoś wydobycie się nie zwiększyło- ułatwia to zrozumienie, że pewna dynamika cały czas ma miejsce.
Może jeszcze kiedyś się uda zwiększyć i pobić tamten rekord - ale wielu w to nie wierzy. Jest to zjawisko, które już wystąpiło, co do istnienia którego nie ma co się sprzeczać ani spekulować kiedy nadejdzie - ponieważ już zaistniało. Czas pokaże, czy był to bezwzględny szczyt czy tylko lokalny (w czasie).
Tak samo zawężenie spadku wydobycia do poszczególnych złóż też ułatwia zrozumienie faktu, że poszczególne złoża i kraje po kolei przechodzą swój indywidualny peak i potem są wyłączane z eksploatacji ( a poszczególne kraje z eksporterów ropy przekształcają się w importerów).
USA miało szczyt wydobycia ropy w latach '70 - czy to jest jakaś "żenująca sztuczka" zawężająca niepostrzeżenie umysł niewprawnemu czytelnikowi i w obliczu braku prawdziwego peak oil mami nas czymś nieistotnym - czy jest to elementarny fakt i historia kilku krajów takich jak USA złoży się kiedyś na światowy peak?
Ale jeśli nie chce Pan brać pod uwagę żadnych składowych przypadków jak peak poszczególnych gatunków ropy czy peak poszczególnych złóż- to jakim sposobem może Pan mieć zdanie na globalny peak oil?(który jest sumą poszczególnych składowych).
Mam nadzieję, że nie przytłoczyłem Pana nadmiarem informacji. Gdybym założył, że rozmawiam z przedszkolakiem z deficytem rozciągłości uwagi to bym napisał krótko:
„ropy nie zabraknie przez 40 lat, bo zużywamy 85 dziennie a udokumentowanej ropy w złożach jest 1 250 000”, więc w czym problem? - a na dodatek w momencie, gdy potwierdzą się ostatnie odkrycia naukowe to nawet zacznie jej jeszcze przybywać”. (A tera idziem na piwo, bo zara bede mieć stack overfloł...)
– i co ciekawe, wówczas byśmy się ze sobą całkowicie zgadzali.
(chociaż nie wiem jak konkretnie wynik w jakimś laboratorium w New York nagle zwiększy ilość ropy tysiące km stąd gdzieś pod piaskami pustyni, ale trzymam kciuki za „Amerykańskich naukowców” ;) Gorzej jak teoria będzie potwierdzona a po kilku latach jednak zostanie obalona – mam nadzieję, że ta ropa, która się pojawi w czasie ogólnej akceptacji teorii potem nam nie zniknie :)
Również zastanawiam się w jakim stopniu musi być ta teoria potwierdzona naukowo – czy wszyscy naukowcy na świecie muszą się z nią zgodzić (Hindusi także), czy wystarczy jeden abnegat aby ten „plan energetyczny” diabli wzięli i czy ten naukowiec musi mieć doktorat czy wystarczy, że jest magistrem, żeby już się nie liczyło – żeby chłop wiedział że cała ludzkość w jego rękach to by już nie robił tego doktoratu ;)
Wystąpił błąd krytyczny: przepełnienie stosu...
spare capacity
Merytorycznie od "spare capacity"
czy ta teoria się potwierdzi czy nie - ma to niewiele wspólnego z peak oil, ponieważ nawet jeśli ropa powstaje w inny niż do tej pory sądzono sposób - powstaje w długim okresie a my jako świat mamy na maxa rozkręcony właśnie teraz cały "biznes", codziennie z zanikających stopniowo złóż płyną miliony baryłek i pytanie jest jak utrzymać to szalone tempo w tym roku, za 5, 15 lat a nie za setki tysięcy lat- bo chyba Pan nie wierzy, że tym sposobem może regularnie co kilka lat powstać ilość ropy wielkości złóż Arabii Saudyjskiej w jakimś skupieniu pozwalającym na jej eksploatację?
Cytowane wyżej merytoryczne frazy napisał w swoim poście Gość podpisujący się "spare capacity". Wydawałoby się, że to aż tak merytoryczne frazy, iż za mądre należałoby je uznać, ale ... nie zakochujcie się od pierwszego spojrzenia, gdyż drugie najczęściej przynosi rozczarowanie.
W 1973 r. światowy biznes był rozkręcony tak, że wydawało się iż nic nie jest w stanie go zatrzymać. Okazało się jednak, że kilku ogierów w białych turbanach tak się rozwydrzyło posiadaniem "czarnego złota", że nie było w stanie powstrzymać swoich konsumpcyjnych zapędów zmuszając konsumentów ropy do przejrzenia swoich strategii rozojowych.
Gdyby ludzie kierowali się choćby odrobiną rozsądku, to rok 1972 wszedłby do historii cywilizacji jako "Peak oil", ale nie tu było. Pamięć u nas zbyt krótka i drugi raz leziemy na te sdame grabie.
To który rok ma szanse awansować na ten przełomowy? Każdy, nawet 2010 r, ale zależy to tylko od politycznych decyzji. Zamiast tracić koszty na coraz droższe poszukiwania ropy, powinniśmy przystąpić do natychmiastowych prac nad transmutacją pierwiastków, który daje nam takie korzyści:
1. Produkcję "ropy" i "ropopochodnych" w ilościach niezbędnych dla zbalansowanego rozwoju planety Ziemia - sposób opatentowany autorem tego postu. Surowiec? CO2 !!!
2. Produkcję energii atomowej bez prowadzenia reakcji rozszczepialnych.
3. Produkcję amoniaku z CO2!!!
4. Produkcję tlenu i wody z pyłu i gruntu księżycowego - budowy "Wioski Księżycowej"
5. Produkcja silników napędzanych powietrzem i wodą
6. Produkcja nowych materiałów konstrukcyjnych i zastosowanie nowych sposób wytopu metali istopów,zmniejszających zużycie energii w metalurgii i budownictwie minimum na 50%
Itd. Itp.
Czy trzeba decyzyjnie ograniczać zużycie ropy? Ależ nie. Wystarczy opodatkować ropę podatkiem transmutacyjnym i ... skierować te pieniądze na odpowiednie badania.
A więc, Panie "spare capacity"! Ludzkość nie potrzebuje takich zapasów jakie są w Arabii Saudyjskiej, gdyż może stworzyć technologie gwarantujące jej bezpieczeństwo biologiczne, socjalne i ekonomiczne!!!
Od tego postu temat "Peak oil" uważam za zamknięty.
średniowieczna alchemia w XXIw nadal żywa i niedługo zbawi świat
- czyli z CO2 robimy ropę? Da się - oczywiście zakładając, że dostarczymy w jakiejś postaci wodór, chyba, że pojechał Pan już tak daleko z tą transmutacją, że nawet wodór ma być z CO2 :) po co się męczyć z jakimś głupim wodorem -od razu róbmy z CO2 platynę i złoto, - a ropę sobie od Ruskich kupimy.
Jakkolwiek na poziomie chemicznym można to przeprowadzić - ale pytanie jaki jest bilans energetyczny(?????), bo do przeprowadzenia takich reakcji potrzebna jest energia - a Pan zdaje się miał ochotę ją właśnie uzyskać :|
Tak samo przy spalaniu węgla i wodoru w czasie utleniania ich wydziela się energia - tak samo w przypadku odwrotnym - do redukcji dwutlenku wodoru, węgla, krzemu itd (H2O, CO2, SiO2 - czyli piasek) potrzebna jest energia z zewnątrz (dokładnie tyle samo ile uzyskano przy spalaniu + olbrzymie straty na procesach technologicznych).
Albo inaczej - książka leżąca na półce ma wyższą energię potencjalną niż książka leżąca na podłodze. W tym układzie odniesienia możemy przyjąć, że niżej niż podłoga książka nie spadnie i że ma energię zerową (analogia do popiołu, produktów spalania, czyli tlenków - nie można ich jeszcze raz spalić, bo "już są spalone", tak samo jak książka z podłogi już nie spadnie bo już "jest spadnięta" ;). Książka na półce obrazuje nam stan, z którego można pobrać energię (czyli nazywamy to paliwem).
Teraz to co Pan mówi, to nic innego jak próba zamienienia "popiołu" czyli tlenków z powrotem na paliwo - czyli energetyczny odpowiednik podniesienia książki na półkę, żeby znów maiła zmagazynowaną energię - jest to całkowicie możliwe do zrobienia - ALE do tego potrzebna jest energia z zewnątrz. Poprzez niezrozumienie takich rzeczy, o których jest mowa na pierwszych lekcjach fizyki w podstawówce - ludzie potem wymyślają silniki na wodę i inne bzdury.
Ludzie, którzy chcą zbawić świat nie rozumieją prostego przykładu z książka - i próbują zbudować np koło grawitacyjne - czyli skomplikowane urządzenie, w którym ciężarki miały by tak się przesuwać, żeby cały czas same napędzały koło :) Albo magnetycznym odpowiednikiem tego przykładu jest silnik na megnesy stałe. Nie bez powodu średniowiecze nazwano wiekami ciemnymi - ale mimo to wielu ludzi w XXI w nadal myśli tak jak dawniej - z tym, że Pan Waldemar zapewne myśli, że wyprzedza epokę ;) No cóż, nie będę się spierał w którą stronę to nie pasuje - jedno jest pewne obecny poziom wiedzy przy tych rewelacjchdch zupełnie odpada.
- pięknie - ale do tego potrzebna jest energia z zewnątrz :|
Z CO2 już dużo łatwiej jest uzyskać węgiel na drodze chemicznej niż NH3 na drodze Pana "transmutacji" - ale Pan tak samo jak magicy od kół grawitacyjnych, nie rozumiejący prostego przykładu z książką -myśli Pan, że jak bardziej skomplikuje sprawę, to system w końcu zadziała.
To taka mała podpowiedź gdyby się Pan dziwił, że rządy wszystkich krajów jeszcze nie pobiły się o Pana, z pełnym szacunkiem, "patent".
Nie ma co Panie Waldemarze z tymi "technologiami przyszłości" - przecież niedługo ma się potwierdizć teoria "transmutacyjnego pochodzenia ropy" - a to pokaże tym wszystkim peak oilowcom i doom sayerom!
spare capacity
Mądrali na pamiątkę cz.1
czyli merytorycznie for "spare capacity"-owi!
Takiej teorii nie potrzeba potwierdzać. Przyrody przecież ani Pan, ani nikt inny nie potwierdza.
Czy Pan wie z jakich głębokości dobywa się ropę naftową i gaz ziemny?
Czy chce mnie pan przekonać, że jakieś lodowce lub trzesięnia ziemi potrafiły wepchnąć na taką głębokość organikę, który miała to nieszczęście, że rosła sobie na powierzchni tej planety?
Czy chce mnie Pan przekonać, że to lodowiec tak dziwnie pchał tą roślinność, że napchał ją tylko w te dziury, z których ją teraz wydobywamy?
To proszę mi wyjaśnić, dlaczego żelazo zalega na Mazurach, a miedź pod Lubiniem?
Też lodowiec je tam napchał?
Akceptuje Pan teorie powstawania gwiazd i planet? Tak???
To przecież musi Pan akceptować również ten fakt, że na początku był wodór,potem hel, potem ...
itd., itd, itd.
A to wszystko to TRANSMUTACJA!!!
Jak mawiał niezapomniany Jan Kobuszewski: "Praw fizyki Pan nie zmienisz i nie bądź Pan głąb!"
transmutacja, transmutacja - hare, hare (Krishna), hare, hare
- czyli potwierdzania lub zaprzeczania Amerykańskich naukowców jakiś tam teorii mają się nijak do tego co rzeczywistość "robi". Bravo, szkoda, że to nie padło w końcu od Pana Szczęśniaka, że stadium w jakim się znajduje jakaś teoria ma się nijak do ilości ropy w fizycznym świecie- a tym samym, że ewentualne potwierdzenie rewelacyjnej teorii jednak nic nie "pokaże" peakoilowcom...
- w ciągu życia planety sporo się działo, osady z dna mórz formują dziś wysokie góry a co innego z powierzchni poszło głęboko pod ziemię. Z resztą "głęboko" to kwestia względna - może dla współczesnej techniki kilka km to już zupełny limes - ale na globusie wielkości stadionu olimpijskiego musiałby Pan tego kilometrowego zadrapania z mikroskopem szukać. Mnie bardziej dziwi, że na kulce zasuwającej przez kosmos można spokojnie wyjść przed dom w czasie zupełnie bezwietrznej pogody.
Jakkolwiek wiadomo, że w warunkach wysokoenergetycznych (temperatura i ciśnienie) różne pierwiastki łączą się ze sobą a substancje chemiczne reagują na poziomie chemicznym - ale to jest "zwykła" chemia a nie transmutacja pierwiastków. Żeby powstał węglowodór musiał być węgiel i wodór - przecież w warunkach ziemskich nie powstało to z żelaza i krzemu. Jądra atomów mogą się łączyć lub rozpadać - ale dzieje się to w warunkach jakie panują na Słońcu a nie na ostygłej, starej Ziemi, której substancja jest nieaktywnym, zimnym popiołem z tygla kosmosu (pod względem reakcji jądrowych). Nauka dobrze zna pierwiastki promieniotwórcze - ale nie słyszałem o spontanicznych reakcjach jądrowych, dzięki którym powstaje ropa - poza tym musiało by temu towarzyszyć promieniowanie.
- a co Z pana wynalazkiem - zachodzi tam transmutacja pierwiastków bez promieniowania? To tak jakby spalanie bez wydzielenia ciepła. W jakiej formie transmutacja w Pana patencie przekazuje energię - promieniowanie elektromagnetyczne, różnica potencjałów elektrycznych, temperatura czy co?
A może jest tak idealnie jak Pan sobie to wykombinował- tajemnicza transmutacja bez dostarczania energii z zewnątrz zmienia pierwiastki (np z krzem na wodór) - a potem sobie wodór spokojnie palimy w zwykłem piecu? No, no to byłoby przełomowe.
Niech się Pan nie wstydzi i przybliży nam trochę zasadę działania patentu, bo na razie poza hasłem „patent pewnego Polskiego, może mało znanego, ale jednak Eksperta, na transmutację pierwiastków, który rozwiązuje wszelkie problemy energetyczne ludzkości” to niewiele da się z tego wydumać.
To co – potrafi Pan w piwnicy zmienić piasek z złoto, czy tam żelazo w węglowodór czy to tylko teoria? Gdybym potrafił to zrobić to nie siedziałbym na nieSzczesniaku.pl i wyzywał ludzi od chamów, nie dowalałbym się do nie podpisanych postów sprzed kilku miesięcy - tylko ostro zbawiałbym świat – a już co najmniej siebie samego.
Natomiast podejrzewam, że ma Pan „pewną taką teorię”, która powstała w skądinąd „genialnym umyśle”.
- a tak na marginesie – czy jest jeszcze ktoś oprócz Pana i najbliższej rodziny, kto nazywa Pana ekspertem?
spare capacity
Mądrali na pamiątkę cz.3
czyli merytorycznie "spare capacity"-owi
I co z Tobą zrobić nieuku? :)
Odpowiedź na Pański problem kryje się w tym eksperymencie przeprowadzonym na MIT:
Bardzo ciekaw jestem jak Pan interpretuje ten eksperyment.
Mądrali na pamiątkę cz.4
czyli merytorycznie "spare capacity"-owi
Oczywiście, że nie! Wystarczy sam krzem!!!
a azot też może być?
Żeby powstał węglowodór musiał być węgiel i wodór - przecież w warunkach ziemskich nie powstało to z żelaza i krzemu.
a azot też może być? (w końcu to też krzem tyle że przed transmutacją). Jest go dużo w powietrzu, nie trzeba się chrzanić z wydobywaniem i transportowaniem krzemu - wystarczy nabrać powietrza z za okna i zamienić za pomocą "transmutacji" w ropę :)
spare capacity
Mądrali na pamiątkę cz.5
czyli meyrtorycznie "spare capacity"-owi
Widzę, że zaczyna Pan myśleć!!!
To właśnie było przedmiotem mojej konkursowej propozycji w konkursie ogłoszonym przez R. Bransona, cytuję:
Branson da miliony za usuwanie CO2
Gazeta Wyborcza
10.02.2007 07:47
Brytyjski potentat lotniczy i miliarder Richard Branson ogłosił w piątek ustanowienie nagrody wysokości 25 milionów USD dla naukowca, który opracuje metodę usuwania gazów cieplarnianych z atmosfery.
Gazy cieplarniane, których obecność w atmosferze ziemskiej jest główną przyczyną występowania efektu cieplarnianego, to przede wszystkim dwutlenek węgla, a także ozon, metan, freony i tlenki azotu - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Branson, prezes Virgin Group, powiedział, że do wyznaczenia nagrody zainspirowała go małżonka Joan.
Były wiceprezydent USA Al Gore, który towarzyszył w piątek Bransonowi, ostrzegał, że nasza planeta "ma gorączkę" i że świat musi słuchać ekspertów. Ale dotychczas eksperci zgodnie twierdzą, że nie istnieje metoda usuwania gazów cieplarnianych z atmosfery.
We wrześniu ubiegłego roku Branson zobowiązał się do przekazywania wszystkich zysków ze swego biznesu lotniczego i kolejowego - ok. 3 miliardów USD w ciągu najbliższych 10 lat - na walkę z globalnym ociepleniem. Szef Virgin Group powiedział, że środki te zostaną przeznaczone na projekty w dziedzinie odnawialnych źródeł energii, a także na badania nad biopaliwami i ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych - napisała "Gazeta".
Jak Pan widzi, CO2 do naszego procesu miało pochodzić z atmosfery. W tej atmosferze jest już azot. Wodór z wody, w której będzie rozpuszczone CO2. Itd.
Kończymy na ten temat, gdyż to nie jest temat dla ludzi z ograniczoną wyobraźnią!
wyobraźnia warunkiem koniecznym (i wystarczającym :)
- znów trafił Pan w sedno :)
spare capacity
G.z M. - Czy to nie jest przypadkiem ...
... najbardziej przekonywujące wytłumaczenie misterium transmutacji - w interpretacji niezrównanego Dziewońskiego wieszczowsko przewidzianego na cele właśnie toczącej się - pasjonującej dyskusji ?
Gucio z Montrealu
Mądrali na pamiątkę cz. 2
czyli merytorycznie "spare capacity"-owi
Pominę Pańskie uwagi dotyczące źródła wodoru dla reakcji transmutacji CO2 do paliw płynnych, gdyż są po prostu żenująco bezmyślne, co postaram się na cytowanym przykładzie dokazać.
Książka leżąca na pąłce i książka leżąca na podłodze i książka leżąca na dnie Rowu Mariańskiego nie posiada energii potencjalnej, gdyż takiej energii nie ma w przyrodzie.
Ciało, które leży nieruchomo, posiada tylko tyle energii ile udało mu się związać w postaci wiązań tworzenia atomów i wiązać tworzenia ciało.
Energia potencjalna jest zmyśleniem. Dowieść to można bardzo prosto: Książka leżąca na półce ma według Pana energię potencjalną E1. Książka leżąca na podłodze ma energię potencjalną E2.
E2 < E1
Teraz biorę książkę z pąki i kładę na podłogę. W tym wypadku E1 = E2
Gdzie się podziała energia jeżeli twierdzi Pan, że ona była?
o nieistnieniu energii potencjalnej w przyrodzie
- w porządku, rozumiem ;)
- OK,OK, i wiązać tworzenia ciało...
- jak na razie nieźle.
- wie Pan co (piszę całkiem poważne) - może pewna wskazówką byłoby dla Pana gdyby ta książka spadła Panu na głowę (chociaż w sumie to wątpię, czy w Pana przypadku to by coś pomogło).
- jest Pan samozwańczym ekspertem od zbawiania świata czy od energii, każe mi się Pan fizyki uczyć - a nie zdałby Pan klasówki z fizyki w siódmej klasie szkoły podstawowej(za moich czasów licząc). To są najprostsze rzeczy, od których się zaczyna rozumienie otaczającego świata, jak Pan nie rozumie zjawisk fizycznych na tym poziomie to nie ma co dalej gadać. Nie interesuje mnie już Pański wynalazek, już mi starczyło to co Pan przyładował powyżej. Oczekiwałem "kwiatuszków" - ale nie przypuszczałem już tak szybko i tak ostro Pan pojedzie z tematem i zatrzymamy się na etapie energii potencjalnej i książki na półce.
Jeśli spadająca książka na głowę nic nie da Panu do myślenia – to w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie gdzie się podziała energia potencjalna polecam wziąć cegłę.
- albo Panu już powiem używając Pana określenia - ta energia się "transmutowała" w inny rodzaj energii - ale paradoksalnie mi Pan nie uwierzy :)))))
Z resztą energia potencjalna rzeczywiście nie istnieje - jest to tylko abstrakcyjny potencjał (jak sama nazwa wskazuje), jaki zostanie uwolniony w określonych warunkach - ale można go dokładnie określić teoretycznie i empirycznie, podlega on pewnym prawom - i dlatego można posłużyć się zsyntezowanym abstraktem: energią potencjalną. Energii potencjalnej nie można bezpośrednio doświadczyć tak jak kinetycznej, wiec na Pana sposobie rozumienia rzeczywistości będzie lepiej jak Pan przyjmie, że ta energia rzeczywiście nie istnieje i już, z resztą Pan tak właśnie przyjął - bo w sumie rzeczywiście nie istnieje :)...
Jakkolwiek - rozmowa jak głuchy ze ślepym.
Życzę dalszych wielu sukcesów w pracy umysłowej (nie mylić z pracą umysłową ;).
spare capacity
Mądrali na pamiątkę cz.6 - Książkowa
czyli merytorycznie "spare capacity"-owi
W warunkach naszego eksperymentu mamy do czynienia z dwoma książkami:
- jedna leży na półce
- druga leży na podłodze.
Książka leżąca na półce może uderzyć mnie w głowę,jeśli ktoś ją strąci z tej półki.
Też dobre, ale to już inny eksperyment.
A cała reszta Pańskiego komentarza to chamstwo czystej wody, więc najprawdopodobniej, gdy Pan był w szkole podstawowej, coś Panu faktycznie na łeb upadło.
P.S.: Dla obserwatorów tej rozmowy.
Książka leżąca na półce nie wie na jakiej wysokości nad poziomem morza znajduje się półka, a więc nie wie z jaką energią początkową musiałaby spadać. Stąd przypisywanie jej jakiejś energii świadczy tylko o bezmyślności tego, kto wymyślił energię potencjalną.
z pozycji obserwatora...
- a jednak (prawie) każde dziecko wie, że książka spadająca z większej wysokości jakimś sposobem dostarcza większej energii (bardziej boli) niż gdyby spadała z mniejszej. Tak samo większa masa ma podobny wpływ - dlatego polecałem Panu cegłę do tych eksperymentów, bo energii spadającej książki zdaje się Pan w ogóle nie zauważać.
- nie chodzi o wysokość tylko o różnicę wysokości - czyli o długość drogi, na której ciało podlega przyspieszeniu.
To samo obowiązuje też na poziomym odcinku, bo widzę, że "wiedzenie książki na jakiej wysokości znajduje się półka" zaciemnia Panu zbytnio sprawę - jeśli ciało o pewnej masie będziemy przyspieszać na pewnym odcinku (pionowym, czy poziomym, czy jeszcze innym) ze stałym w tym przypadku przyspieszeniem - to na końcu tego odcinka ciało będzie posiadać energię kinetyczną o jakiejś tam konkretnej wartości. Właśnie taki jest sens energii potencjalnej - z góry wiadomo ile na końcu się "uzbiera" energii kinetycznej po pewnym przyspieszaniu na pewnym odcinku pewnej masy.
Analogia na poziomie eksperckim wygląda tak - jeśli Jasio będzie iść przez mały lasek (krótka droga, na której działa stałe przyspieszenie, albo mała różnica wysokości) to znajdzie po drodze mniej grzybków niż w dużym lesie.
A teraz Pana wątpliwość: Skąd Jasio ma wiedzieć czy lasek jest duży czy malutki, skoro jeszcze w nim nie był (książka nie wie ile jest do podłogi bo jeszcze nigdy nie spadała, więc skąd ma wiedzieć ile zabrać ze sobą energii, żeby na końcu drogi się zgadzało Newtonowi w obliczeniach? Nie ma żadnej energii początkowej w książce – jest tylko potencjał w całej sytuacji, czyli coś co może zaistnieć jeśli się zdarzą odpowiednie warunki. Jest tylko pewna masa w pewnej odległości, w pewnym polu grawitacyjnym...
- Otóż Jasio nie musi wiedzieć jak duży jest lasek żeby idąc przez niego nazbierał dużo grzybków, jeśli lasek podczas wędrówki okaże się duży (książka spadnie z dużej wysokości).
Spadająca książka nie wie że leci, nie wie na jakiej jest wysokości, nie wie nawet że nie wie - nawet nie posiada aparatu do „wiedzenia” - ale z pozycji obserwatora tej dyskusji ktoś widzi, że Jasio może pójść jedynie na południe (czyli książka może spaść jedynie w dół) przez mały lasek bo Jasio dojdzie tylko do gór (czyli nie niżej niż poziom podłogi) i że choćby go miała zjeść Baba Jaga (czyli choćby robił w pory) - to nie uzbiera dużo grzybków (chociaż po drodze zawsze mogą się zdarzyć jakieś tam dajmy na to małe "transmutacje").
Rzeczywiście ma Pan rację, że Jasio ani nie wie jak długa go czeka droga, nie wie skąd wyruszy względem poziomu morza i dokąd dojdzie - ani też nie wie ile zbierze po drodze grzybków - a co najważniejsze - na początku drogi Jasio nie ma żadnego grzybka (zerowa energia kinetyczna) - ale w tym układzie w jakim się znajduje między jeziorem a górami, jeśli tylko pójdzie odtąd dotąd - to wiadomo jaki Jasio ma potencjał nazbierania grzybków w tych konkretnych warunkach przy takiej gęstości grzybków jaka jest w tym lesie (charakterystyczne przyspieszenie na ziemi, na Księżycu itd)- i taki jest sens energii potencjalnej. Niby "nie istnieje" - ale można ją bardzo dokładnie obliczyć - i energia kinetyczna czy jakakolwiek inna, która z tego wszystkiego powstanie będzie mieć dokładnie taką samą wartość jak ta "wymyślona przez bezmyślnych" energia potencjalna.
Jasio przez podróżą nie ma żadnego grzybka – ale z góry wiadomo ile uzbiera. To tak w uproszczeniu, bo jeśli weźmiemy pod uwagę odłożenie z powrotem książki na półkę, to jednak pojęcie energii potencjalnej zaczyna być znów niezbędne. Trzeba dostarczyć energii z zewnątrz do podnoszenia książki i gdyby nie pojecie energii potencjalnej to trzeba by założyć, że energia ginie – ale gdy książka znów spadnie ta energia się pojawi z nikąd w dokładnie takiej samej wielkości jaką miała przed zniknięciem. Więc niby energii potencjalnej nie ma – ale jak trzeba to nagle z nikąd powstaje konkretna ilość energii kinetycznej. Transmutacje normalnie...
spare capacity
Mądrali na pamiątkę cz.7 - i ostatnia!
czyli merytorycznie "spare capacity"-owi
Chciał Pan napisać "a jednak każde zindoktrynowane i zastraszone oceną niedostateczną dziecko wie, że ..."
Na szczęście, są wśród dzieci i te (u Pana "prawie"), które rozumieją, że książka spadająca z większej wysokości musi silniej uderzyć, gdyż: E = m*v
a im wyższa prędkość, tym większa energia.
(Praw przyrody Pan nie zmienisz i nie będź Pan głąb)
Teraz rozumiem, dlaczego zastałem Pana tam, gdzie grupa idiotów próbuje przełożyć problemy ze swoich chorych głów, na zdrową głowę gospodarza blogu, czyli tam, gdzie rozkręca się "peakoilgate".
P.S: Panie Andrzeju! Wie Pan dlaczego na moim forum nikt nie gada o Bogu, Zydach, Klimacie i Peak oil? Bo ja wsyzstkie takie zapędy ucinam już w zarodku. Czemu Pan nie pogoni tych idiotów na ich stronice?
Czy teraz Pan wie, dlaczego tojest mój ostatni komentarz Pańskiego postu?
Bo z "betonem" nierozmawia się. Beton się kuje.
Cytowany fragment powinien brzmieć tak:
"- ale jak trzeba, to energia oddziaływania grawitacyjnego dostarczy energii ruchu"
Mam niezły ubaw ;-)
Powiem szczerze, że nie mam cierpliwości do dyskusji z propagatorami Peak Oil, bo nie chce mi się czytać tych długaśnych wywodów (najczęściej nie na temat) i odpowiadać na te same podchwytliwe pytania.
Ale chętnie sobie czytuję, gdy inni podejmują taką dyskusję. Na przykład dyskusja "chemmobile" pod tekstem "Inwestycje w wydobycie - rosną, spadają?" jest bardzo pouczająca. Pan, Panie Waldemarze, z kolei - to wulkan energii ;-)
Czasami wariaci trafiają na tę stronę, ale nie zagrzewają długo miejsca.
ubawu ciąg dalszy :-| ...
- co Pan pisze, przecież wysezonowany wariat - wyznawca teorii produkcji ropy z powietrza albo z piasku za pomocą "transmutacji" to tutaj stosunkowo długo już siedzi.
Mam takie pytanie trochę techniczne z pogranicza lingwistyki - bo mi to wszystko jedno czy nazwę kogoś tak czy tak - bo użył Pan słowa "wariat" - chciałem tylko dowiedzieć się zasad jakie panują u Pana na forum, żeby ich bezwiednie nie łamać potem - rozumiem słowa "wariat" możemy używać i takich postów Pan nie usuwa a nawet sam takie pisze - a czy słowa "idiota", "debil" lub „głupiec” też można używać na takich samych zasadach jak "wariat" - bo dla niektórych ludzi znaczą podobnie i niektóre mają tyle samo liter lub sylab - dlatego tak podpytuję, żeby potem nie było niespodzianek że można adresować w slangu czyjś stan psychiczny ale stanu wiedzy czy stopnia niedorozwoju już na przykład nie.
Jaki Pan ma klucz - bo bywało, że po słowie "idiota" usuwał Pan całe wartościowe wątki -a teraz sam Pan pisze słowo "wariat" - dlatego tak chciałem podpytać troszkę, jeśli można...
No i mam jeszcze jedno pytanie - czy zakładając zupełnie hipotetycznie, że kiedyś w przyszłości jakiś wariat, na przykład wspomniany Waldemar napisałby „Szczęśniak, ty skończony idioto” – to czy nadal by to Pana bawiło tak samo jak teraz bawi Pana nazywanie Waldemara wariatem? Niechże Pan mu okaże troszkę empatii- jako, że i on wykazuje sporą dla Pana, -nie wiem czy Pan o tym wiedział, że on bardzo się identyfikuje z Panem i z Pana poziomem ekspertyzy, mam nadzieję, że to nie poszło za daleko i nie ma plakatów z Panem na łóżkiem i nie ma po nocach żadnych dziwnych myśli z Panem związanych...
Dobrze, że facet chce zbawić świat od peak oil za pomocą produkcji ropy z piasku i z powietrza niż jego "wariactwo" miałoby pójść w stronę przebierania się w damskie ciuchy albo rozwinięcia tak samo silnego przekonania jak o słuszności teorii transmutacji i swojego poziomu ekspertyzy - że jest Jezusem. Lepiej niech sobie tam patentuje produkty swojej nad wyraz dobrze rozwiniętej wyobraźni (co sam uważa za cnotę) niżby miał napadać ludzi z siekierą.
Naprawdę, niech go Pan nie blokuje, bo możliwość popisania tu na forum tych rewelacji to może być dla niego tak samo wartościowe zajęcie jak hipoterapia dla dzieci z wodogłowiem.
spare capacity
G.z M. - Gdyby wszyscy ludzie ...
... uświadomili sobie znaczenie i - postępowali zgodnie z zasadą:
... pisanie regulaminów i przytłaczającej wiekszości praw straciłoby swoją rację bytu ...
Pierwszym krokiem w tym kierunku jest ograniczenie nadużywania przymiotników ... ;-(
Drugim: można żartować z czegoś ale unikać żartowania z kogoś ... sam się raczej powinien tego domyśleć ... o ile wogóle - "dojdzie do niego" to - o co chodzi ... ;-)
A pozatem - wyobrażacie sobie życie bez możliwości - żartowania ??? ... bo - ja - nie ... ;-)
Gucio z Montrealu
... uświadomili sobie
Bardzo trafne wg. mnie spostrzeżenie!
Ja w ostatnim tygodniu wyszukiwałem informacji o Prawie Morskim m. in. na wodach międzynarodowych i moje wrażenie jakie odniosłem po pobieżnym zapoznaniem się szczególnie z prawem międzynarodowym na wodach tzw. eksterytorialnych mogę w skrócie opisać jednym zdaniem:
Piszę to Panu, panie Guciu, odnośnie fragmentu:
Bo na wodach międzynarodowych jest b. mało regulacji prawnych , natomiast te regulacje (nie prawa) są wg. mnie bardziej ogólne ale też jasne, proste i logiczne. No i ich ilość jest na tyle mała, że może je spamiętać prawie każdy. Natomiast np. w Polsce składa się z wielotomowych ksiąg typu prawo karne, prawo bankowe, kodeksy: cywilny, postępowania administracyjnego...ustawy, które w czasie mają nowelizacje ... razem ładnych kilkanaście kilogramów literatury. A przecież... "nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności" - trochę dziwna taka zasada wobec tych kilku kilogramów prawa polskiego
Moje pytanie: dlaczego produkuje się aż tyle praw, których nikt nie spamięta a potem w sądzie mówi się się, że "nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności"?
W jaki sposób ja mogę spamiętać wszelkie prawa obowiązujące w Polsce w raz z bieżącymi aktualizacjami?! (powtarzam: to kilka ale raczej kilkanaście kilogramów literatury).
glopi jasio
G.z M. - Są pytania - na które ...
... można odpowiadać tylko - pośrednio ... Pytasz:
Moim zdaniem są dwie odpowiedzialności: ponadczasowa odpowiedzialność moralna za swoje czyny i taka "wirtualna" - wobec aktualnie obowiązujacego prawa ...
Prawo i Administracja istniały od zarania dziejów i jakoś ± spełniały swoje zadanie ...
Jeśli chodzi o Prawo to jego przepisy były zawsze poprzedzane tak zwana preambułą - która wyjaśniała intencję prawodawcy - w jakim celu to prawo zredagował ... I taka preambuła musiała być zwięzła i jasna dla wszystkich ...
W ostatnich latach wygląda mi na to - że praktyczno-rozsądny zwyczaj preambuł zostaje coraz bardziej zastępowany czymś w rodzaju symbiozy - pomiędzy Administracjami i Prawem (prawodastwem) ...
Z moich obserwacji wynika, że - od nastania rewolucji przemysłowej Prawo i Administracja przechodzą jakąś taką dziwną mutację - jak nie rozbudzone uprzednio nowotwory ... Cywilizacja Zachodnia znalazła się pomiędzy prawniczym młotem i administracyjnym kowadłem ... ;-(
O celu takiej mutacji wolę się nie wypowiadać ...
Natomiast skutki takiej mutacji można zobrazować, miedzy innymi, poniższemi anegdotami (o ile na nie jeszcze nie trafiłeś):
O Arce Noego: http://szczesniak.pl/forum/1392#comment-...
Wyścigi wioślarske: http://szczesniak.pl/forum/1509#comment-...
Czytając te anegdoty, w pewnym momencie, śmiech znika z twarzy - ustępując miejsce - pytaniu - jak się z takiej mutacji wydostać ?
Najlepszą odowiedzią jaką znalazłem było:
Pytanie Żaka: http://szczesniak.pl/forum/1509#comment-...
PS. - Czy wiesz - dlaczego Dziesięć Przykazań Boskich jest takie krótkie, zwiezłe i zrozumiałe ? ... Bo, podobno, były ryte na tablicach na Opatrznościowe Polecenie i jeszcze bez udziału - prawników ... ;-) ...
Chociaż ... - może dlatego, że były im nakazane i musząc je samym ręcznie w kamieniu ryć - zrobili to tak krótko ... ;-)
Gucio z Montrealu
Dużo pytań,
na jedno odpowiem: gdyby Pan widział, jakie wpisy się tutaj pojawiały, to by Pan nie miał wątpliwości, kogo tak określiłem. I zapewniam Pana, że to bardzo delikatne określenie. Po tych wpisach (na szczęście nie ma śladu).
Regulamin pojawia się przy każdym komentarzu:
Wariactwo, to choroba, a chamstwo to świadome działanie
Oni mi nie przeszkadzają. Przy nich czuję się conajmniej Napoleonem.
Jednak mało inteligentnych chamów organicznie nie przenoszę.
Definicja peak oil? by "spare capacity"
Dla szerokiej gamy przyjętych różnych założeń - peak oil wypada między rokiem 2009 a 2031. Istnieje znaczne ryzyko wystąpienia peak oil przed rokiem 2020. (Czyli najbardziej optymistyczne założenia jakie w ogóle brali pod uwagę wskazują najdalej na rok 2031).
Jeśli Pan się nie myli, to nie ma o co kruszyć kopii. Jutro jadę do cerkwi i zapalę tam świeczkę za Pańską prognozę, którą mam nadzieję współcześni politycy wezmą sobie do serca.
Osobiście optuję za tym, żeby peak oil wystąpił już w tym roku!!!
I WIEM CO ROBIE!!!
następna sztuczka peakoilowców
- paradoksalnie to wcale nie przeczy teorii peak oil a nawet ją pośrednio potwierdza - ponieważ "peak" znaczy "szczyt" - więc jest rzeczą naturalną i zgodną z definicją, że szczyt czyli "peak oil" następuje właśnie wtedy gdy jest największe w historii wydobycie. Peak jest wtedy gdy jest najwięcej czegoś - a nie gdy jest najmniej. Dlaczego ludzie wciąż mylą szczyt z doliną?
W "peak oil" nie chodzi o to, że za 30 lat skończy się ropa (dolina) tylko o to, że w ostatnich latach mamy największe, rekordowe wydobycie w historii (szczyt) - i że właśnie z powodu tego ogromnego sukcesu, od któregoś momentu może być trudno go dalej utrzymywać na tak wysokim poziomie w przyszłości.
Tak samo jak szczyt formy sportowca - mówi się o szczycie w momencie gdy sportowiec bije wszelkie rekordy i "jest lepiej niż kiedykolwiek przedtem" - a nie wtedy, gdy ma kontuzję i brakuje mu formy.
Inna sprawa, że bez doliny nie byłoby szczytu – bo szczyt musi mieć swój kontekst tak samo jak dolina musi być rozpatrywana w kontekście szczytu. Jakkolwiek peak oil to dzisiejsze wspaniałe wyniki w kontekście przyszłych, najprawdopodobniej gorszych – ale o końcu ropy (paradoksalnie oprócz P. Szczęśniaka ;) nikt nie mówi.
spare capacity