LNG z Kataru - czym grozi dywersyfikacja

Podpisanie przez PGNiG wstępnej (nie wiążącej) umowy z handlową spółką Qatargas Operating Company Ltd. zmusza do zastanowienia się nad znaczeniem i możliwymi skutkami takiego ruchu.

1. Trzeba się na coś zdecydować. Rząd i PGNiG wciąż utrzymują otwarte możliwości importu gazu tak przez gazoport, jak i z połączenia rurociągowego ze złożami norweskimi. Jest to stan, który świadczy o braku realistycznego podejścia. Coś trzeba wybrać, gdyż obie opcje naraz nie są realne.

Wcześniej o tym mówiłem, ale teraz może ten mój głos nie zaniknie tak szybko, gdyż podobne zdanie ma były premier Jerzy Buzek, który przecież ma największe z polskich polityków doświadczenia w dywersyfikacji - udało mu się podpisać umowę z Norwegią i doprowadzić do kontraktu (jednak także nie wiążącego) na dostawy gazu z północy. Premier Buzek mówi (Puls Biznesu):

Jego zdaniem, jednoczesna budowa rurociągu z Norwegii i z Danii po dnie Bałtyku do zasilania Polski w gaz ziemny i gazoportu "jest trochę przesadna z punktu widzenia ekonomii całego procesu".

"Jedno i drugie jest drogie. Będzie drogie i aż dwa wentyle bezpieczeństwa nie są nam chyba potrzebne. Wystarczyłby jeden. Rozumiem, że chyba odstąpimy od budowy gazociągu po dnie Bałtyku, albo też są wyliczenia PGNiG czy ministerstwa gospodarki, które mówią, że to się opłaca, że to w sumie należy tak działać. Ja pamiętam z własnych doświadczeń, że to nie bardzo było opłacalne. Albo rurociąg gazowy z Norwegii, albo gazoport".

Puls Biznesu

I choć losy rurociągu Skanled wiszą na włosku i problem może się sam rozwiązać, to jednak warto mieć na uwadze, że wszystkiego na raz nie da się osiągnąć.

2. Bezpieczeństwo - oby zbyt dużo nie kosztowało. O kosztach powtarzają nam ciągle politycy, twierdząc, że nam bezpieczeństwo zapewnią. Jednak po losie polskich stoczni ta pewność jest bardzo wątpliwa. Dlatego warto uważać, by decyzje miały jednak podstawy gospodarcze.

I tutaj premier Buzek radzi ostrożność: "choć dla bezpieczeństwa energetycznego warto ponosić koszty, trzeba je wyraźnie kalkulować. "Widocznie to się opłaca, jestem przekonany, że podjęto odpowiedzialne decyzje, podpisując tę umowę". Pan premier jest przekonany, ale ja pozwolę sobie założyć, że nie jest tak do końca i nie przeanalizowano możliwych skutków takich działań (jeśli zakończą się kontraktem - o czym na końcu).

Otóż wiadomo powszechnie, że LNG z Kataru jest to drogi towar. Załóżmy taki scenariusz: PGNiG podpisuje kontrakt, zobowiązuje się do zakupu 10% polskiego popytu. Po cenach wyższych o 30% - 50%. Oczywiście URE musi wziąć pod uwagę taki fakt i podwyższyć ceny gazu dla odbiorców.

Marża PGNiG rośnie, co zachęca potencjalnych konkurentów, którzy widzą średniej wielkości rynek z dużymi zarobkami. Decydują się wejść na polski rynek (Wątpliwość: URE i politycy nie pozwolą? Odpowiedź: już dzisiaj Polska ma kłopoty z niewypełnianiem dyrektyw, ale jeśli utworzona zostanie europejska agencja regulacji energii... ta ochrona przed konkurencją zniknie).

Konkurencja może mieć dwa źródła tańszego gazu: wydobycie krajowe i import z Rosji. W obu tych obszarach PGNiG radzi sobie słabo - wydobycie krajowe spada, import coraz droższy. Konkurenci mają tańszy gaz, PGNiG ma wieloletnie kontrakty na drogi gaz. Wynik tej konkurencji jest łatwy do przesądzenia.

Nie życzę PGNiG losu polskich stoczni, ale jeśli nie będzie kalkulowały biznesowo, tylko ulegało politycznym naciskom i potrzebom polityków, by się czuć bezpiecznie (od Rosji) - to tak samo jak stoczni nie uratowali - nie uratują i polskiego gazowego potentata.

3. Rosjanie. Jak powszechnie wiadomo, podstawowym celem tych działań jest "uniezależnienie się od Gazpromu". Pomijając nierealistyczność tego postulatu, warto pomyśleć, jaki skutek przynosi taka decyzja PGNiG wspierana przez polski rząd dla negocjacji z Rosją.

Krążyły w mediach tezy, że Rosjanie mogą obniżać ceny gazu dla Polski, by uniemożliwić powstanie konkurencji w dostawach. Taka hipoteza jest nietrafna. Gazprom kieruje się kalkulacją zysku. Wiedząc, że "uniezależnienie od dostaw z Rosji" to zamierzenie nierealne, może podnieść ceny, gdyż do tego zachęca go właśnie kontrakt na LNG z Kataru. Rosjanie widzą naszą polityczną determinację i nieliczenie się z kosztami. Rosjanie mają doświadczenia z negocjacji z 2006 roku. Sami doprowadziliśmy (przez starania o dywersyfikację) do sytuacji, gdy po zakończeniu kontraktu mogło zabraknąć w Polsce gazu. Kadry mieliśmy słabe, zmieniające się co kilka miesięcy. Negocjacje rozpoczęliśmy bardzo późno, co pogarszało naszą sytuację. I w końcu bardzo "dywersyfikacyjny" rząd Jarosława Kaczyńskiego z łatwością i po cichu przystał na podwyższenie ceny gazu dla Polski (setki milionów dolarów rocznie więcej dochodu dla Gazpromu), by uniknąć politycznej kompromitacji.

Wszystko to Gazprom pamięta. Dzisiaj dostaje sygnał, że z ceną się nie liczymy (stać nas na drogi gaz LNG). Ma wiele atutów w ręce. Jeśli nie zagramy rozsądnie - będzie nas to znowu bardzo drogo kosztować.

4. Nie martwmy się - to tylko gra wstępna. Pan premier Tusk już od listopada zapowiadał kontrakt z Katarem (choć zafrasowany przyznawał, ze drogi ten gaz...). Powtarzał minister Grad, w kwietniu... i jest. Pan każe - sługa musi. Co prawda nie kontrakt, ale wstępna, nie wiążąca umowa, ale kto tam się wyzna...

Dodatkowo dziennikarskie śledztwo redaktora Kublika ujawnia, że: "umowa PGNiG z Qatargas nie jest przy tym wiążącą i określa tylko kilka ogólnych założeń ewentualnego kontraktu. Do kiedy jest ważne to ramowe porozumienie? - PGNiG milczy. Koncern nie chciał też odpowiedzieć, czy są jakiekolwiek ustalenia co do ceny gazu z Kataru." Czyli może nie do końca wszystko będzie tak źle. To tylko gra z przemożną polską potrzebą poczucia bezpieczeństwa, i choć "bezpieczeństwo zawsze kosztuje" - może uda się trochę taniej je zaspokoić.

Więcej: rozmowa w Polsat News

Tematy: 

komentarze: 13

Katarski gaz z Rosji?

Proszę przeczytać, co na temat tego sukcesu polskiego rządu pisze Gazeta "Prawna".
Katarski gaz może pochodzić z Rosji
czw, 16. kwietnia 09, 06:03
Choć Polska właśnie podpisała wstępny kontrakt na zakup gazu z Kataru, to nie jest wcale przesądzone, że bliskowschodni surowiec otrzymamy. Gaz może dostarczyć bowiem Gazprom, od którego chcieliśmy się uniezależnić.

Za pięć lat do Polski dotrą pierwsze statki ze skroplonym gazem ziemnym z Kataru. Przez 20 lat gaz do terminalu w Świnoujściu przesyłać będzie nam koncern Qatargas - wynika z tzw. umowy ramowej podpisanej wczoraj przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG). Choć wydarzenie to określono już przełomowym momentem dla polskiej energetyki, to takim wcale może się ono nie okazać. Zakup LNG dla terminalu w Świnoujściu miał bowiem uniezależnić Polskę od dostaw gazu ziemnego z Rosji.

Fabryka koło Petersburga

- LNG to jeden z najważniejszych kroków na drodze do dywersyfikacji źródeł gazu w naszym kraju - podkreśla Michał Szubski, prezes PGNiG.

Tymczasem - zdaniem Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Strategicznych - LNG, które mamy kupować od 2014 roku od Qatargasu, wcale nie musi pochodzić z Bliskiego Wschodu.

- Wielce prawdopodobne jest, że dostarczy nam go rosyjski Gazprom, który praktycznie zmonopolizował obecne dostawy gazu do Polski. Nie bez powodu zresztą poinformował on na dzień przed podpisaniem umowy między PGNiG i Qatargasem o planowanej budowie fabryki LNG w Primorsku koło Petersburga - twierdzi Andrzej Sikora.

Zgodnie z planami instalacja Gazpromu do skraplania gazu LNG ma produkować 5-7,2 mln ton LNG rocznie (uruchomienie tzw. Baltic LNG mogłoby nastąpić, kosztem 3,7 mld dol., w 2012 roku). Według Andrzeja Sikory, jeśli ten nadbałtycki projekt zostanie zrealizowany, Qatargas nie będzie chciał ponosić dużych kosztów związanych z transportem LNG z Bliskiego Wschodu do Świnoujścia, lecz zdecyduje się na zakup lub wymianę gazu (tzw. swap) z Gazpromem.

- Powszechną praktyką na tym rynku jest stosowanie dostaw swapowych. Dla Kataru w tym wypadku będzie to bardziej opłacalne rozwiązanie - zaznacza.

Osiem procent potrzeb

Eksperci uważają, że w tym kontekście dobrze stało się, że zakontraktowane dostawy nie są znaczące - szacuje się, że w 2014 roku zaspokoją niecałe 8 proc. krajowych potrzeb. Kontrakt z Qatargas na początku wykorzysta 56 proc. możliwości przeładunkowych gazoportu (terminal w pierwszym etapie działalności będzie mógł przyjąć w ciągu roku 1,8125 mln ton LNG). Po 2020 roku będzie to już jednak zaledwie niewiele ponad 18 proc. Za 11 lat moce przeładunkowe świnoujskiego terminalu wzrosnąć mają bowiem do ponad 5,437 mln t LNG. Wiele wskazuje więc na to, że w ciągu kilku najbliższych lat konieczne będzie podpisanie kolejnych kontraktów na zakup tego paliwa. Wiceprezes PGNiG Radosław Dudziński mówił nam, że w grę wchodzą również zakupy doraźne (tzw. spotowe).

- Dlatego zostawimy w gazoporcie pewne wolne moce przerobowe - wyjaśniał.

Niższe ceny zakupu

Zdaniem Grzegorza Pytla, eksperta Instytutu Sobieskiego (IS), to dobrze, bowiem PGNiG może dzięki dostawom spotowym zarabiać na niższych cenach zakupu.

- Formuła spotowa zdobywa popularność wśród importerów także z obawy o nieoczekiwane zmiany popytu. Spot zapewnia im poza tym większą elastyczność, pozwala zredukować koszty i uzyskiwać wyższe marże - podkreśla Grzegorz Pytel.

WyrzeJ

Andrzej's picture

Typowo polskie spiskowe myślenie

To są spekulacje oparte na spiskowym myśleniu.

Po pierwsze - pamiętam (ach ta pamięć! jakże bez niej dobrze by się żyło politykom i... dziennikarzom), że 3 lata temu pisano to samo o roku 2011 ("Z frontu walki o gazoport").

Po drugie - myślenie, że Rosjanie przypominają o terminalu bałtyckim ze względu na nas ("Nie bez powodu zresztą poinformował on na dzień przed podpisaniem umowy między PGNiG i Qatargasem o planowanej budowie fabryki LNG w Primorsku koło Petersburga") - jest przecenianiem swojego znaczenia. Dla nich ważny jest Nord Stream i przypominają Europie, że gaz może popłynąć gdzie indziej. Uważanie, że spiskują aby nam pomieszać szyki jest niepoważne.

Po trzecie - nie piszą, że ten projekt upadł ponad roku temu. Jest kilka przeszkód w budowie tej instalacji na Bałtyku. Radziłbym przeczytać te raporty budowniczym polskiego terminalu, ponieważ ich też dotyczą.

Po czwarte - ekspert Instytutu Sobieskiego nie raczył łaskawie zauważyć, przez jaki okres czasu gaz LNG jest tańszy od dostaw z rurociągów. Jeżeli raczy uzupełnić tę informację - pełniejszy będzie obraz ekonomii tego przedsięwzięcia. Nie wróżę mu sukcesów biznesowych, jeśli ma działać na tej podstawie.

Ja nei lubię takich pustych spekulacji. Wolę (skromny jestem ;-) takie mini analizy, które pokazują uwarunkowania, przewagi, zagrożenia. Takie notki dla szefa, żeby wiedział, co z takiego wydarzenia wynika czy spekulować: a co by było, gdyby nie było.

Ale gdzie konkretnie?

Dla nich ważny jest Nord Stream i przypominają Europie, że gaz może popłynąć gdzie indziej.

Ale gdzie, gdzie konkretnie i w jakiej perspektywie czasowej? I Ile tego gazu popłynie nie-do-Europy w najbliższej przyszłości skoro Rosja ma póki co wyłącznie rurociągi i od całkiem niedawna jeden terminal LNG na Sachalinie. Terminal LNG w Primiorsku jest bytem przyszłościowym, o ile nie wirtualnym.

ekspert Instytutu Sobieskiego nie raczył łaskawie zauważyć, przez jaki okres czasu gaz LNG jest tańszy od dostaw z rurociągów. Jeżeli raczy uzupełnić tę informację - pełniejszy będzie obraz ekonomii tego przedsięwzięcia. Nie wróżę mu sukcesów biznesowych, jeśli ma działać na tej podstawie.

Ale może ten ekspert ma rozeznanie w dynamice rozwoju rynku LNG w świecie i Europie? Prawdopodobnie za parę lat obudzimy się w innej rzeczywistości gazowej. Zdaje się, że Rosjanie też to wiedzą stąd coraz częstsze stamtąd głosy o koniecznym wejściu na rynek LNG. Dla Polski to lepiej, powinniśmy zapomnieć o rurze z Norwegii i budować duży terminal na co najmniej 7,5 mld m3. Tu Buzek ma całkowitą rację.
qwerty

Andrzej's picture

konkretnie?

dla przykładu Sztockman: 2014 r. - decyzja - Nord Stream czy LNG, dzisiaj 50/50. Co będzie jutro?

Może i ekspert wie, ale nei wynika to z jego wypowiedzi. Gdzie się obudzimy za kilka - kilkanaście lat - tego nie wiemy. Ani eksperci ani nikt inny. Projekty się robi wg rzeczywistości, a nie snów. Wzywać do budowania mozna - szczególnie jak się nie ponosi ryzyk tego wzywania. Każdy może - kto zapłaci. Przykład Orlenu i Możejek niewiele Pana nauczył?

Gdzie się obudzimy za kilka lat?

Może i ekspert wie, ale nei wynika to z jego wypowiedzi. Gdzie się obudzimy za kilka - kilkanaście lat - tego nie wiemy. Ani eksperci ani nikt inny.

Niektórzy biorą pieniądze za myślenie o przyszłości i nie zawsze są to wróżbici. Czasem to szefowie dużych korporacji. Można to nazwać prognozowaniem albo prościej - planowaniem.

Projekty się robi wg rzeczywistości, a nie snów.

To oczywiście prawda, ale nie cała, rzeczywistość się zmienia, należy to uwzględniać.


Wzywać do budowania można - szczególnie jak się nie ponosi ryzyk tego wzywania. Każdy może - kto zapłaci. Przykład Orlenu i Możejek niewiele Pana nauczył?

Szczególnie wiele nauczył przypadkowy pożar w Możejkach, jak wiadomo ten biznes do najłatwiejszych nie należy. Myślę, że szefostwo Orlenu jeszcze za mało zarabia, przecież to ciężka harówka.
qwerty

czym grozi brak dywersyfikacji

http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosc...

Zimą może zabraknąć gazu

Polskie rezerwy gazu na zimę mogą okazać się zbyt małe. Do tej pory nie została podpisana umowa z Gazpromem na wznowienie dostaw tego surowca.

Gazeta Prawna pisze, że magazyny PGNiG są już prawie puste, a nowa umowa z rosyjskim gigantem gazowym powinna być podpisana jeszcze w kwietniu, by gaz mógł popłynąć do Polski na początku maja. Najpóźniej właśnie w maju PGNiG musi zacząć napełniać magazyny, aby zapewnić odpowiednie rezerwy na najbliższy sezon grzewczy.

Dziennik podkreśla, że negocjacje w Gazpromem nie są łatwe w sytuacji, gdy Rosjanie wiedzą, że Polsce zależy na jak najszybszym wznowieniu dostaw. Dodaje, że jeśli w najbliższym czasie PGNiG kontraktu nie podpisze, to gazu może zabraknąć już w październiku.

Tymczasem jak pisze Gazeta Wyborcza Rosyjski Gazprom chce wymusić obniżki opłat za tranzyt gazu przez przez Polskę do Niemiec.

Według dziennika, Gazprom zwołał na piątek w Moskwie posiedzenie EuRoPol Gazu, czyli właściciela polskiej części gazociągu jamalskiego. Gazeta wyjaśnia, że strona rosyjska chce, aby do umowy o transporcie gazu przez Polskę podpisać aneks, który zapewni jej prawo do rabatów od zatwierdzonych przez Urząd Regulacji Energetyki opłat za przesył.

Gazprom chce również, aby zwolnić EuRoPol Gaz z obowiązku zatwierdzania taryf przez URE. W ten sposób zarząd spółki mógłby ustalać wysokość opłat za transport rosyjskiego gazu do Niemiec niezależnie od polskiego prawa.

Według gazety spełnienie żądań Gazpromu mogłoby doprowadzić do zapaści finansowej EuRoPol Gazu, a jeśli nie byłby on w stanie spłacać Gazpromowi zadłużenia, wówczas rosyjski koncern mógłby przejąć polską część gazociągu jamalskiego i kontrolę nad naszym gazownictwem

Gucio z Montrealu's picture

Zaraz, zaraz ...

... coś mi nie "gra" w powyższym wpisie ...

/... Dziennik podkreśla, że negocjacje w Gazpromem nie są łatwe w sytuacji, gdy Rosjanie wiedzą, że Polsce zależy na jak najszybszym wznowieniu dostaw. Dodaje, że jeśli w najbliższym czasie PGNiG kontraktu nie podpisze, to gazu może zabraknąć już w październiku. ... /

To znaczy, że co? Że gaz tą rurą do Niemiec przestanie płynąć? Że Gazprom, żeby "zrobić na złość" Polsce - odmówi sobie zysku ze sprzedaży Jej swojego gazu? ... ;-(

/... Tymczasem jak pisze Gazeta Wyborcza Rosyjski Gazprom chce wymusić obniżki opłat za tranzyt gazu przez przez Polskę do Niemiec. ... /

"Wymusić obniżki" czy w ich szacunku - "nie uzasadniony ich wzrost". Gdzie są cyfry żeby móc sobie to porównać? ...

/... Według dziennika, Gazprom zwołał na piątek w Moskwie posiedzenie EuRoPol Gazu, czyli właściciela polskiej części gazociągu jamalskiego. Gazeta wyjaśnia, że strona rosyjska chce, aby do umowy o transporcie gazu przez Polskę podpisać aneks, który zapewni jej prawo do rabatów od zatwierdzonych przez Urząd Regulacji Energetyki opłat za przesył. ... /

Tu już "nie nadążam" za medialnym rozumowaniem ... Czy ten rurociag należy do EuRoPol Gazu jako firmy czy jest własnością Ministerstwa Skarbu? Czy przypadkiem Gazprom nie daje lekcji zasad "Wolnego Rynku" Polsce która do niego należy - że te sprawy załatwia się między firmami?

/... Gazprom chce również, aby zwolnić EuRoPol Gaz z obowiązku zatwierdzania taryf przez URE. W ten sposób zarząd spółki mógłby ustalać wysokość opłat za transport rosyjskiego gazu do Niemiec niezależnie od polskiego prawa. ... /

Tu też nie rozumiem - co ma polskie prawo do wysokości taryf? Czy cena gazu jest ustalana przez Gazprom czy Kreml? Natomiast tak Rząd Polski jak i Kreml mogą decydować o wysokiści ceł ... i mogą się potem o nie sprzeczać ... ;-)

/... Według gazety spełnienie żądań Gazpromu mogłoby doprowadzić do zapaści finansowej EuRoPol Gazu, a jeśli nie byłby on w stanie spłacać Gazpromowi zadłużenia, wówczas rosyjski koncern mógłby przejąć polską część gazociągu jamalskiego i kontrolę nad naszym gazownictwem ... /

Tutaj, to już nic nie rozumiem ... żeby przy ograniczonych kosztach operacyjnych, braku inwestycji pobierając niechudą opłatę (bo inaczej nie byłoby o nią pretensji) - być narażonym na "zapaść finansową" to albo dyrekcja za dużo "zarabia" albo podatki są za wysokie ... w pierwszym wypadku należałoby zmienic dyrekcję a jeśli drugi, to - odpowiednio obniżyć podatki żeby - "nie wpuścić Ruskich" - proste? ...

Jeżeli ta medialna wiadomość ma służyć jako argument do poparcia "dywersyfikacji" to też "coś nie gra". Bo gdyby taka dywersyfikacja już istniała to Rosjanie byliby zmuszeni do podciągnięcia swojej ceny bliżej poziomu zachodniego - a spróbójcie obniżyć zachodnią ... "aj łysz ju gud lak" ... ;-)

Podsumowując: podłączcie się do tej rury co biegnie przez Polskę do Niemiec - tam gdzie Wam to jest wygodne, a Rosjanom zaproponujcie zamiast Nord Streamu - polską Gazostrade i pieniądze przeznaczone na terminal LNG - w niej zainwestujcie - a energetyczne bezpieczeństwo załatwi się samo przez się i w dodatku - będzie wspaniała okazja do medali i wychylenia czegoś lepszego niż przeżyta - czysta "partyjna" z czerwoną naklejką czy "niepokalana" z niebieską ... ;-)

Pozdrawiam ...

Gucio z Montrealu

"zatańczymy" tak jak ruscy "zagrają".

[quote}]Rosjanie wiedzą, że Polsce zależy na jak najszybszym wznowieniu dostaw. Dodaje, że jeśli w najbliższym czasie PGNiG kontraktu nie podpisze, to gazu może zabraknąć już w październiku. ... /

To znaczy, że co? Że gaz tą rurą do Niemiec przestanie płynąć? Że Gazprom, żeby "zrobić na złość" Polsce - odmówi sobie zysku ze sprzedaży Jej swojego gazu? ... ;-(
[/quote]

Wypowiadając się z pozycji całkowitego laika w tej kwestii wydaje się, że obie strony mają swoje strategicznie ważne interesy - Polska "musi" mieć gaz a Rosja "musi" mieć kasę z jego sprzedaży, szczególnie teraz w czasie kryzysu... Rosja zakręcając kurek zagrała ostro. Polska ma nikłe szanse teraz to "przebić" - a szkoda, bo gdyby zagrać jak twardziele możnaby ruskim nieźle namieszać. Więc ostatecznie "zatańczymy" tak jak ruscy "zagrają".

Gucio z Montrealu's picture

Musi - na Rusi ...

... w Polsce - jak kto chce ... Nieprawdaż?

Polska wcale nie "musi" używać "ruskiego gazu" - ma dosyć własnego węgla - jak się ktoś uprze / uniesie honorem - to może wrócić do pieców i kuchen opalanych węglem (tylko należy unikać tego brunatnego i opon samochodowych - bo to śmierdzi jak cholera ... ;-) ... )

A handel polega na tym, że jak się zobaczy u sąsiada coś wygodniejszego w użyciu - to się to kupuje albo zamienia za coś innego - jemu przydatnego - żeby tym zastąpić to co się do tej pory używało - nic się nie "musi" ...

Podstawą dobrych, korzystnych wzajemnie, interesów są dobre stosunki - a jeśli ktoś podchodzi do nich w takim stanie emocjonalnym jak powyżej - to reakcja jest prosta: podwójna cena na "uspokojenie" albo "szukajta gdzie indziej" - czyż to nie jest proste i oczywiste? ...

Co do tego "zakręcenia kurka" - czy to nie było przypadkiem na zachodniej granicy Ukrainy gdzie "Ruskie" nie maja dostępu?...

Pozdrawiam ... zakładając dynamo do roweru - żeby - od nikogo nie musieć zależeć ... ;-)

Gucio z Montrealu

Rosyjski gaz - tylko na unijnych zasadach

UNIA EUROPEJSKA PRZEKREŚLA PLANY GAZPROMU

Gazprom rozpoczął wiercenia w Schweinrich, Niemcy, gdzie planuje składować gaz dla UE
Liberalizacja rynku gazowego Europy przekreśla najambitniejsze plany Gazpromu - pisze rosyjski dziennik "Kommiersant" komentując środową decyzję Parlamentu Europejskiego. PE chce, by pozaunijni inwestorzy mogli przejmować kontrolę nad energetyczną infrastrukturą w UE tylko pod warunkiem przestrzegania tych samych reguł, co unijne firmy.
http://www.tvn24.pl/12692,1596927,0,1,ro...

Gucio z Montrealu's picture

Przeczytajcie to jeszcze raz ...

/... PE chce, by pozaunijni inwestorzy mogli przejmować kontrolę nad energetyczną infrastrukturą w UE tylko pod warunkiem przestrzegania tych samych reguł, co unijne firmy. .../

Czyli, w moim zrozumieniu, ktoś kto dyryguje "wypowiedziami PE" obawia się, że Rosjanie wejdą na ichnie podwórko z tańszym dla końcowych odbiorców gazem i pokażą ludności jak się organizuje warunki prawdziwie konkurencyjne - Yek, yek! czyli - zyg, zyg! - jak mówią, czy sobie pokazują przekomarzający się przedszkolacy ... ;-)

Pozdrawiam ...

Gucio z Montrealu

Andrzej's picture

Kommiersant jako źródło informacji :-)

Mnie t zadziwia i nie znam rosyjskiego rynku prasy, ale poraża mnie szacunek, jakim darzy się w Polsce "informacje" Kommiersanta. Jestem wstrząśnięty, a nawet zmieszany.

Przecież to est nic nie warta informacja. A interpretacja decyzji UE jest absurdalna. Wręcz fałszywa. Warto pamiętać (ja pamiętam, bo komentowałem dziesiątki razy, studząc wielkie nadzieje polskich mediów), że Unia "przyłoży" Gazpromowi poprzez wymóg, że inwestycje w infrastrukturę będą na zasadzie reciprocity - wzajemności. Że jeśli u as inwestują to my możemy tak samo u nich. Bruksela chciała sprawować tę kontrolę. Odebrano jej to prawo, przypisano państwom członkowskim jako możliwość. W praktyce to nie zmienia nic. Państwa EU robiły i robią to cały czas. Mają takie uprawnienia i to jest ze strony Brukseli "ofiarowanie Inflantów", porażka zakusów Unii na kompetencje państw w energii. A nie sukces.

I jeszcze - nazywać ten wymóg "liberalizacją" ;-) przecież to wręcz coś przeciwnego. Protekcjonizm, i to represyjny na dodatek.

Ja nie mogę - jak można takie głupawe interpretacje wymyślać a w Polsce bezmyślnie przedrukowywać.

Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić tajemnicę Kommiersanta? Co to za cudo? (nie znam się na rosyjskich mediach)

Kommiersant a dywersja

Ja też się nad fenomenem КоммерсантЪa już kilkakroć zastanawiałam, bo i jest nad czym. Z tego co wiem, KоммерсантЪ nalezy obecnie do Aliszera Usmanowa od 2008 r., przed nim wlascicielami byli: Jakowlew, od 1999 r. sławny Beriezowski, pozniej od 2006 r. Patarkacyszwili - to taki dzielny mniej lub bardziej Gruzin - przeciwnik Saakaszwilego, który zmarł nagle niestety w kwiecie wieku (40.- tka) w ub. roku w Londynie. Miał pecha - akurat organizował protesty przeciw Saace, a tu nagle zawał.

Co do Usmanowa - jego kariera jest bardzo skomplikowana i zaczyna się bodaj od skazanego przestępcy w Uzbekistanie:

"1980 wurde Usmanow, zusammen mit einem Mitarbeiter des KGB (dieser war Sohn des stellvertretenden KGB-Chefs von Usbekistan), von einem Militärgericht in Turkmenistan wegen Erpressung zu acht Jahren verschärften Arbeitslagers und Beschlagnahme des Vermögens verurteilt. Sein Vater, zu der Zeit Staatsanwalt in Taschkent, wurde seines Postens enthoben. 1986 wurde er vorzeitig entlassen. Usmanow selbst erklärte, er sei das Opfer politischer Unterdrückung geworden, im Jahr 2000 rehabilitierte ihn Usbekistans oberstes Gericht."

http://de.wikipedia.org/wiki/Alischer_Bu...
http://www.aktuell.ru/russland/menschen/...

Wg. mnie Usmanow należy do tych miliarderów/byłych cwaniaków-przestępców, którym Putin odpuścił winy ery Jelcynowskiej (i tym bardziej wcześniejsze) w zamian za podporządkowanie się celom państwa i za zasługi dla kraju. Fenomen Usmanowa jest w mniejszym wymiarze fenomenem Abramowicza :

"Im September 2007 kaufte Usmanow einen Tag vor Auktionsbeginn bei Sotheby's für rund 100 Millionen Dollar die Kunstsammlung des legendären Cellisten Mstislaw Rostropowitsch und dessen Frau Galina Wischnewskaja. Wie das Auktionshaus erklärte, sei die Rostropowitsch-Kollektion mit ihren 450 auserwählten Kunstwerken „eine der bemerkenswertesten Sammlungen, die bei Sotheby’s je gehandelt wurden, und gleichzeitig eine der wichtigsten Sammlungen russischer Kunst in privater Hand”. Usmanow will die Kollektion dem russischen Staat schenken, welcher sie im Puschkin-Museum ausstellen soll."

http://209.85.129.132/search?q=cache:3ac...

Innymi słowy - Usmanow wykupując u Sotheby's za 100 mln. dol. skarby rosyjskiej kultury i sprezentowując je z "dobrego serca" państwu rosyjskiemu zapłacił przynajmniej po części zaległe podatki w kulturalny (w dosłownym tego słowa znaczeniu) sposób... Za co mu Putin grzecznie podziękował.

Jeśli Usmanow jest nadal właścicielem КоммерсантЪa, to kto wie, czy to nie jakaś dalsza część trudnego do prześwietlenia dealu.

Eva