Nord Stream, czyli jak się buduje rurociąg

4 września 2018 r. na fińskich wodach terytorialnych do pracy ruszył statek-platforma „Solitaire”, rozpoczynając układanie rurociągu Nord Stream 2 na dnie Morza Bałtyckiego. Ma on połączyć rurociągiem stację pomp „Słowianskaja” z Wyborgiem w Niemczech.

Solitaire, statek układający rurociąg „Nord Stream 2” przez Bałtyk, źródło AllSeas

Na przykładzie tej nowej ale i wcześniejszej nitki rurociągu warto przyjrzeć się pracy nad nowym rurociągiem morskim od strony technicznej – badania dna morskiego i układania rur. Jest to bowiem fascynujący i skomplikowany proces, zarówno technologicznie jak i logistycznie. Jest inżynierskim zwieńczeniem wielu tak biznesowych   jak i politycznych wyzwań, całej często globalnej gry politycznej wokół tego rurociągu. Można śmiało bowiem powiedzieć, że jest to najgłośniejszy i najbardziej kontrowersyjny rurociąg gazowy na świecie, ale wyzwania dla inżynierów są także niebywałe.

Cały proces projektowania i kładzenia rurociągów był wykonywany przez wiele międzynarodowych i rosyjskich firm. Oceny środowiska przeprowadziła rosyjska firma Peter Gaz, a analizy i projektowanie techniczne rurociągu włoska firma Snamprogetti, mająca na koncie dziesiątki tysięcy kilometrów zaprojektowanych i wykonywanych wcześniej podmorskich rurociągów w znacznie trudniejszych warunkach (większe głębokości i nierówności dna).

Bałtyk ma swoją specyfikę – niewielkie i dość płytkie morze, prawie całkowicie zamknięte na światowy ocean, jednak pełne zagrożeń dla budowy rurociągów. W czasie II wojny światowej było to miejsce starcia wrogich flot, było więc gęsto zaminowane, a po wojnie aż do lat 60-tych, zwycięzcy alianci topili w Bałtyku niemiecką amunicję, zrzucając do morza ogromne ilości broni – tak konwencjonalnej, jak i chemicznej. Pierwszym krokiem było zlokalizowanie wynikających z tego zagrożeń.

I choć ścisły korytarz rurociągu obejmuje pas szerokości zaledwie 15-20 metrów, badano jednak cały teren wokół niego o szerokości aż 2 kilometrów. Tam szukano dużych obiektów, mogących się przesunąć w pobliże rurociągu na skutek prądów morskich. W najwęższym pasie identyfikowano nawet 10-centymetrowe przedmioty.  Badania rozpoczęto już w 1998 r., gdy pierwszy raz przymierzano się do budowy rurociągu i spółka rosyjsko-fińska „North Transgas” badała dno Morza Bałtyckiego. Aż po 2006 rok, gdy dokładnie przebadano ścisłe sąsiedztwo rurociągu (najwęższy 15-metrowy pas).

Posłużono się do tego zdalnie sterowanymi robotami, poruszającymi się po dnie morza. Używano przy tym różnorodnych technologii, jak wykrywacze metalu, echosondy, sonary o wysokich częstotliwościach, głęboko penetrujące muł na dnie morza. Zidentyfikowano jedynie dwie groźne miny, za to mnóstwo metalowych przedmiotów, takich jak pralki czy wózki sklepowe. Wizje wybuchających min przy kładzeniu rury, którymi intensywnie straszono, okazała się tylko fantazją. Łącznie przebadano 2,5 tysiąca km2, teren niewielkiego państwa Luksemburg czy też pięć takich miast jak Warszawa. 

Cały proces kładzenia rurociągu zaczyna się od wyznaczenia trasy i badania dna morskiego, po nim zaś zaczynają się prace inżynierskie, mające przygotować przejście rurociągu przez zróżnicowaną rzeźbę dna morskiego. Wymaga to także wyrównywania dna, jego wzmacniania (ustabilizowania) podłoża przez nasypanie skał i kamienia. W sumie trzeba było wzmocnić bądź wyrównać dno morskie na długości 200 kilometrów. Początek i zakończenie rurociągu to także wiercenie tuneli i przeciąganie nimi rur. Do tego służyły 800-tonowe wyciągarki, które w wywiercone tunele wciągały rurociąg. Dlaczego? Żeby rury nie były narażone na zagrożenia pogodowe i nie niszczyły przybrzeżnego środowiska przyrodniczego.

Rury dla takiego przedsięwzięcia to ogromne przedsięwzięcie. Ten kawałek tortu podzieliły między siebie niemieccy i rosyjscy producenci. 48-calowe rury (1,153 mm), ze ściankami grubości od 26,8 do 41 milimetrów, dodatkowo otoczone betonową osłoną grubości 60-110 mm. Wewnątrz rura jest pokryta powłoką, zmniejszającą tarcie, jakie wytwarza przepływający gaz. Całość rury ma więc zewnętrzną średnicę około 140 centymetrów. Łączna waga rurociągu „Nord Stream 1” wyniosła 5 milionów ton stali i betonu i złożyło się na nią 200 tysięcy pojedynczych 12,2-metrowych odcinków rur, ważących po 25 ton każdy. Razem utworzyły 2448 kilometrów rurociągu, dwóch nitek, które ułożono na głębokości dochodzącej do 210 metrów.

Jak to wyglądało, o tym już niedługo…